ORCHARD: Miejsce dla duszy

orchard_logoORCHARD zalicza się do tej części metalowych kapel, które na bazie ogólnego gatunku, jakim jest metal, budują własną poetykę muzyczną. ORCHARD, szukając oryginalnych środków wyrazu, próbuje tworzyć własny świat dźwięków i obrazów. To właśnie obrazowość i wizyjny charakter cechuje ich twórczość – długie, rozwinięte w opowieści utwory, przenoszą słuchacza w odległe światy, z których każdy ma swoją historię – równie tragiczną, co piękną.

Świdnicki ORCHARD powstał w 1998 roku. Od tego czasu nagrał cztery dema, z czego ostatnie (jedyne, które słyszałem) jest wg mnie bardzo dobre. Doom metal, momentami podchodzący pod death metal, czasami zwalniający do akustycznych, balladowych fragmentów… A jakie były poprzednie demówki…? Na moje pytania odpowiadali Michał (gitara/wokal) i Krzysiek (bas).

Cześć! ORCHARD powszechnie znany jeszcze nie jest. Więc wiesz :-)… Jak to się zaczęło? I jak obecnie wygląda sytuacja?

Michał: Zaczynaliśmy standardowo, od coverowania cudzych numerów, ale nie trwało to długo. Od połowy 1998 kombinowaliśmy już swoją muzykę. W odróżnieniu od innych kapel mamy to szczęście, że od początku posiadamy stabilny skład, poza drobną korektą w postaci zmiany basisty w 2000 r. Istniejemy dość długo, ale tak szczerze mówiąc, od początku mamy pecha. Jeszcze jako TANATOS (bo tak pierwotnie się nazywaliśmy) zdarzały się nam dłuższe przerwy czy zawieszenia działalności spowodowane sprawami osobistymi, kontuzjami itp. Po tej najdłuższej, trwającej około roku przerwie wróciliśmy z nową nazwą i nowymi pomysłami. Jak się okazało, każdy z nas miał podobną wizję i pomysł na zmianę stylistyki. Zrezygnowaliśmy z wcześniejszych utworów i postanowiliśmy zacząć wszystko od początku. Ponowne zgranie się na szczęście nie zajęło nam zbyt długo i rozpoczęliśmy prace nad nowym materiałem. Już od dłuższego czasu nasza działalność wygląda tak, że koncertujemy na zmianę z tworzeniem nowych numerów.

No właśnie. Zagraliście już kilka koncertów. Jak je wspominacie? Jak zostały one odebrane przez ludzi?
orchard1Michał: Były koncerty fantastyczne, i mniej fantastyczne też były, ale jeszcze nikt nas ze sceny nie pogonił :-). Ludzie reagują różnie na nasz styl muzyczny – nie każdemu odpowiada 9- czy 15-minutowy utwór, ale na szczęście więcej jest tych pozytywnych opinii. Co ciekawe, naszą muzyką interesują się najczęściej osoby spoza sceny metalowej. Na przykład gość na co dzień słuchający jazzu czy innych klimatów zauważa w ORCHARD coś, czego wcześniej w muzyce metalowej nie dostrzegał. Mieliśmy wiele takich opinii po koncertach. Nas to ogromnie cieszy i nakręca, bo nie uważamy się za zespół stricte metalowy. Zwykle jest tak, że dla ludzi słuchających metalu gramy zbyt „miękko”, zbyt melodyjnie i spokojnie, a dla zwolenników innych klimatów zbyt „ciężko” i zbyt metalowo… Stoimy niejako na granicy gatunków, co zwłaszcza fanom ściśle określonych klimatów nie zawsze przypada do gustu. Mimo całego szacunku, jaki mamy dla sceny metalowej (bo to w końcu z niej się wywodzimy) na koncertach staramy się zwrócić na siebie uwagę wszystkich ludzi, nie gramy dla określonej publiki. Oczywiście chcielibyśmy koncertować częściej i gęściej, ale niestety realia polskie są takie, jakie są.

Krzysiek: Generalnie każdy koncert to krok do przodu, nawet taki, o którym chciałoby się jak najszybciej zapomnieć… Na szczęście nie trafiają się nam takie zbyt często. Dla mnie osobiście najfajniej jest, gdy naszą muzykę doceniają ludzie, którzy nie siedzą w metalu – nie oceniają koncertu pod kątem ciężkości brzmienia czy prędkości blastów, nie zastanawiają się, czy było tam więcej elementów deathowych czy doomowych, tylko odbierają wszystko jakby bardziej emocjonalnie. Świetnie usłyszeć od starego weterana: „No chłopaki, naprawdę równo stukacie”, ale jeszcze lepiej jak osoba, która zupełnie przypadkowo trafiła na nasz koncert mówi: „Nie słucham takiej muzyki, ale bardzo mi się podobało”.


Co oznacza dla Was nazwa „ORCHARD”? Na Waszej stronie internetowej jest definicja słownikowa/encyklopedyczna tego słowa, ale czym „orchard” jest dla Was? Czy ten wyraz ma jakieś głębsze znaczenie czy tylko po prostu fajne brzmi?

Krzysiek: Żeby nie było… Tę „definicję” stworzyliśmy sami właśnie dlatego, żeby mieć gotową odpowiedź na pytanie, czym dla nas jest „ORCHARD”. Ale może tak bardziej po ludzku… W wielu kulturach i religiach mamy do czynienia z jakimś miejscem, do którego udają się dusze po wyzwoleniu się z więzów ciała, czy to w wyniku jego śmierci, czy też medytacji lub innych przeżyć duchowych. Miejsce to zazwyczaj jest przedstawiane w postaci ogrodu – jako przykład może tu posłużyć starotestamentowy Eden. ORCHARD to właśnie taki metafizyczny ogród… [bystrzak ze mnie raczej nie jest, sprawdziłem teraz w słowniku jęz. angielskiego i okazało się, że „orchard” znaczy „sad” :-) – Mortis].

Wasze ostatnie demo zatytułowane po prostu „Orchard” posiada, według mnie, świetną okładkę, znakomicie oddającą klimat płyty. Korzystaliście z usług jakiegoś profesjonalnego grafika?

Krzysiek: Okładkę przygotowała nam Julia Dunin-Brzezińska, której prace znaleźliśmy na jednym z portali, na którym użytkownicy mogą zamieszczać swoje zdjęcia, grafiki, obrazy itp. Spodobały się nam, więc wysłaliśmy ofertę współpracy. Julia zgodziła się i oto efekt.

Jak na moje ucho, realizacja jest na naprawdę wysokim poziomie. Jak przebiegało nagrywanie dema? Co moglibyście powiedzieć na temat wałbrzyskiego studia M23? Jesteście zadowoleni z efektów?

Michał: Jesteśmy zadowoleni zarówno z przebiegu sesji, jak i efektu końcowego. Nie mieliśmy zbyt dużo czasu, etapy sesji były oddzielone od siebie z różnych powodów, ale w samym nagraniu tego nie słychać. Fakt, nie uniknęliśmy kilku błędów technicznych, jest kilka wpadek – czegoś się nie dograło, coś jest za cicho itp. – ale mimo tego jest to nasz pierwszy, profesjonalny materiał, z którego jesteśmy cholernie dumni i mamy zamiar bronić jego honoru na koncertach. Co do osoby realizatora, to jest to prawdziwy profesjonalista, potrafił stworzyć w studiu atmosferę niemalże rodzinną i podczas naszego pobytu w M23 nie dało się odczuć nacisku czy jakiejkolwiek presji.

Krzysiek: Myślę, że nigdy nie jest się do końca zadowolonym, zawsze coś by tam człowiek poprawił. Jak na warunki, w których nagrywaliśmy (nie chodzi mi tu o warunki w studiu, bo te były świetne, ale o nasze własne sytuacje rodzinno-zawodowo-edukacyjne, które zmuszały nas do pracy niejako „z doskoku” i z dużymi przerwami pomiędzy kolejnymi sesjami), płyta brzmi naprawdę nieźle. Co do przebiegu prac, to kiedy już byliśmy w studiu, wszystko szło sprawnie. W każdym aspekcie mieliśmy wsparcie realizującego nagrania Bartka Miszczyka – nie dość, że miał dużo pomysłów i zapału do pracy, to jeszcze cierpliwie (i często po kilka razy) tłumaczył wszelkie techniczne szczegóły.

Jak, według Was, „Orchard” wypada na tle poprzednich dem?

Krzysiek: Na pierwszym demie instrumenty nagrywaliśmy na żywca, a wokale w domu; na drugim próbowaliśmy osobnych ścieżek, ale niestety nie doceniliśmy potęgi metronomu… Obecne demo jest już takim półprofesjonalnym wydawnictwem – przeskok jakościowy jest olbrzymi, zwłaszcza w kwestiach brzmieniowych i warsztatowych.

Michał: Myślę, że jakiekolwiek porównanie nie wchodzi w grę. Nie mamy zamiaru, jak większość kapel, rozpływać się nad wyższością nowego materiału nad poprzednim, mimo że fakty są niepodważalne :-). Poprzednie nasze nagrania stały na żałośnie niskim poziomie, a „Orchard” to jest nasze pierwsze profesjonalnie zrealizowane demo. Co do jego zawartości, to teraz zdecydowanie wybrałbym inne utwory do nagrania. Sprawa wygląda tak, że mamy materiału na co najmniej dwa długogrające albumy – a co chwilę dochodzą nowe rzeczy – i tak naprawdę ciężko wytypować te najważniejsze. Ale pewnie za jakiś czas znów zmienię zdanie :-).
 

Demo „Orchard” zostało sfinansowane przez Świdnicki Ośrodek Kultury oraz Urząd Miasta Świdnicy. Jak doszło do takiej „współpracy”? W końcu nieczęsto się zdarza, aby publiczne instytucje sponsorowały metal…

orchard2Krzysiek: Po pierwsze, demo nie zostało „sfinansowane”, a „dofinansowane”. Większość pieniędzy musieliśmy wyłożyć z własnej kieszeni, choć nie będziemy ukrywać, że ŚOK bardzo pomógł. Nasz współpraca z Ośrodkiem trwa już kilka lat. Udostępniają nam pomieszczenie, w którym mamy próby, często uczestniczymy w imprezach przez nich organizowanych lub też sami coś robimy, a ŚOK pomaga. I tak też było z naszym ostatnim demem. Mieliśmy już gotowy materiał wraz z projektem okładki i pozostało rzecz wydać, więc poszliśmy porozmawiać z dyrekcją, której wszystko zaprezentowaliśmy. Nasz pomysł się spodobał i tak to ta instytucja postanowiła wyłożyć pieniądze, które umożliwiły nam sfinalizowanie końcowego etapu czyli wydrukowanie okładek, nadruki na płytach itd. Być może mamy szczęście, że akurat w naszym mieście Ośrodek Kultury jest otwarty na propozycje współpracy ze strony różnych zespołów, choć niestety nie mamy możliwości porównania, bo nie wiemy, jak to wygląda w innych miejscowościach. U nas, jak się ma pomysł (realny oczywiście), to nie powinno być problemu, chociaż należy przyznać, że niejednokrotnie trzeba sobie rzecz „wychodzić”.


A więc jesteście ze Świdnicy… Jedyne kapele z tego miasta, jakie mi w tej chwili przychodzą na myśl, to dwa zespoły NS oraz death metalowe OBSCURE. Opowiedz coś o świdnickich grupach, koncertach, ogólnie o miejscowej scenie…

Michał: Coś takiego jak świdnicka scena nie istnieje. To jest mała mieścina, tak naprawdę wszyscy się tu bardzo dobrze znają. Wymieniony przez Ciebie OBSCURE czy EMBITTERMENT to tak naprawdę nasi znajomi. Jest tu niemalże taka sytuacja jak w Skandynawii :-). Każdy z każdym – kiedyś, gdzieś – miał już okazję pograć. Jest u nas i Ośrodek Kultury, i kilka pubów, nawet jeden klub muzyczny, gdzie regularnie odbywają się koncerty, ale mam wrażenie, że to wszystko nie funkcjonuje jeszcze tak, jak powinno…

Krzysiek: Pojawia się trochę młodych kapel, także metalowych, ale wszystko rozbija się o brak miejsca do grania. Jeden czy dwa przeglądy młodych kapel plus WOŚP, których poziom tak przy okazji stoi na dość niskim poziomie, to niestety trochę za mało, choć przyznać trzeba, że ostatnio coś się ruszyło i liczę na poprawę sytuacji.

Przygotowując pytania do tego wywiadu starałem się znaleźć coś o Was w internecie. Na próżno. Poza Waszą oficjalną stroną, MySpace oraz wzmianką w jakimś świdnickim serwisie kompletnie nic o Was nie ma. Co jest tego przyczyną? Nie promujecie się?

Krzysiek: Hm… Jest aż tak źle? Mamy swoje strony na różnych portalach: MySpace, audiostreet.net, rumor.pl, streemo.pl… Przez długi czas nie poświęcaliśmy uwagi internetowi, bo chcieliśmy zaprezentować już nowy i przyzwoicie nagrany materiał. Na zasadzie, że jak już się promować, to z czymś poważnym. Poza tym mamy dość tradycyjne podejście do sprawy – oczywiście wszystkie te portale, na których można słuchać mp3 i oglądać teledyski, są świetne i na pewno bardzo pożyteczne, jednak dla nas liczy się przede wszystkim dobrze nagrany materiał, płyta w ręku, koncerty itd., a nie wskaźnik trafności odpowiedzi na zapytanie w „google”. Ale zdajemy sobie sprawę, że obecność w sieci to konieczność i podstawowy kanał medialny dla kapel próbujących zaistnieć, więc będziemy dopracowywać ten element.

orchard3Michał: Szczerze mówiąc, dopiero niedawno zaczęliśmy się promować. Wcześniej byliśmy trochę naiwni; myśleliśmy, że wszystko samo przyjdzie. Niestety realia są inne, trzeba walczyć. Nazwa musi być cały czas w obiegu, pojawiać się przy różnych okazjach. Dotychczas jedyną formą propagowania naszej muzyki były koncerty i sporadyczna obecność w tradycyjnych mediach: przede wszystkim w lokalnych gazetach, ale przydarzyła nam się też godzinna audycja w radiu studenckim, gdzie udzieliliśmy wywiadu i zaprezentowano materiał z naszego poprzedniego demo. Niemniej jednak teraz dostrzegamy ogromną siłę, jaką ma w sobie internet, i na tym polu chcemy również zaistnieć. Postaramy się, aby nikt więcej tego typu pytań nie zadawał…


A jak się ma sprawa z papierowymi zinami? Znaleźliście się w jakimś?

Michał: Odpowiedź będzie zbliżona do poprzedniej. Jeszcze nie nawiązaliśmy z żadnym współpracy, ale paczki są już przygotowane i niebawem powysyłamy płytki, gdzie się tylko da i poczekamy na rozwój wydarzeń. Jak już mówiłem, wcześniej nie było to możliwe ze względu na brak materiału, który moglibyśmy z czystym sumieniem promować.

Jak wcześniej wspomnieliście, macie już trochę nowego materiału. Czego można się będzie spodziewać po nowym albumie?
Krzysiek: Myślę, że tradycyjnie – że będzie lepszy niż poprzedni :-).

Michał: Na pewno będzie lepszy pod względem produkcji i tych wszystkich technicznych rzeczy, których dopiero się uczymy. Jeśli chodzi o muzykę, to płyta także będzie bardziej dopracowana. Spędzamy ostatnio więcej czasu przy wokalach, analizujemy je, dyskutujemy na ich temat, a to wcześniej nie miało miejsca. Całość miałaby być bardziej spójna w sferze tekstowej, której też poświęcamy coraz więcej uwagi. Ale na to przyjdzie jeszcze czas… Chcemy się teraz skupić na promowaniu naszego ostatniego materiału.

Myślicie, że jest szansa, że ktoś mógłby Was wydać?

Krzysiek: Szansa zawsze jest i trzeba wierzyć, że tak będzie. Inaczej nie bawilibyśmy się w nagrywanie i wydawanie czegokolwiek. Niestety koszty profesjonalnych sesji i wydawnictw są olbrzymie i samodzielnie niczego się w tym temacie nie zwojuje. Potrzebna jest pomoc instytucji dysponujących odpowiednimi środkami, choć oczywiście na pomoc tą nie należy czekać z założonymi rękami…

orchard4Michał: Właśnie, wszystko rozbija się o pieniądze. Przecież w przypadku nieznanych kapel nikt nie będzie ryzykował i wykładał sporej kasy na coś, co do czego nie ma pewności, z jakim przyjęciem się spotka. Mam wrażenie, że momentami możemy być zbyt kontrowersyjni dla metalowej braci. Gdybyśmy mieli w 100%-ach profesjonalny i pełnowymiarowy album, to wszystko na pewno odbywałoby się inaczej. Dużo łatwiej znaleźć wydawcę niż kogoś, kto zdecydowałby się zainwestować pieniądze także w nagrywanie. Niestety, nie posiadamy jeszcze ani takiego albumu, ani odpowiedniej kasy i póki co na posiadanie tego się nie zapowiada… Jakby ktoś przypadkiem chciał zabawić się w sponsora, to jesteśmy otwarci na propozycje. Inaczej będziemy zmuszeni sprzedać swoje nerki :-).


Plany na przyszłość?

Michał: Zagrać jak najwięcej koncertów, gdyż to jest dla nas sprawa priorytetowa. Poza tym uruchamiamy nową stronę, z nowym designem i wszelkimi bajerami. Być może powstanie jakiś teledysk. Później nagranie nowej płyty…, ale najpierw znalezienie kogoś, kto pomógłby nam w nagraniu oficjalnego debiutu.

Krzysiek: Dokładnie, trzeba koncertować, promować się, zainteresować płytą, kogo tylko się da :-) i cały czas robić nowy materiał.

Dzięki za wywiad! Teraz najlepsza część każdego wywiadu, czyli możecie coś przekazać czytelnikom :-)…

Michał: Jedzcie warzywa i wspierajcie ORCHARD :-). I – mam nadzieję – do zobaczenia na koncertach!

[Kuba „Mortis” Ziemski]

Orchard, Krzysztof Kołodziejczyk, ul. Głowackiego 37/14, 58-100 Świdnica; orchard@interia.pl; www.orchard.pl, www.myspace.com/orhcardpl