[Relacja] Void of madness: ANTIGAMA, DEIVOS, DHS, STYGMATH – 27.04.19 / Łódź

Opis wydarzenia: Zacznę od tego, że słowo „relacja” można byłoby tutaj rozbudować o „Relacja z koncertu, czyli analiza stadium rozkładu (budowanej latami) sceny metalowej w Polsce”.

Posługując się powyższym „precyzyjnym tytułem” przejdźmy do sedna sprawy – koncertu w łódzkim klubie Magnetofon, na którym pojawiła się czołówka polskiego death/grindcore’u z ANTIGAMĄ oraz DEIVOS na czele. Na przystawkę zaprezentowały się dwie doom metalowe formacje – DEATH HAS SPOKEN oraz przedstawiciel lokalnej społeczności, STYGMATH.

Organizacja: Bez żadnych zastrzeżeń poza kosmetyczną obsuwą, która mogła wynikać z tego, że organizatorzy czekali na zainteresowanych dzisiejszą sztuką.

Muzyka: Zacznę od małego spoilera, bo tak na prawdę nie wiele przeczytacie poniżej o muzyce… dużo więcej o tym, że nie miał kto tej muzyki słuchać. Jednak po kolei.

STYGMATH to doskonale rozpoznawalny wśród mieszkańców, stały bywalec na deskach łódzkich klubów. Spotkałem się z różnymi opiniami przed i po ich występie, ale w według mnie zespół zaprezentował się bardzo przyzwoicie. Obawiałem się trochę tego line-up’owej zestawienia doom metalu z grindcore’em, ale jak i STYGMATH, tak i DEATH HAS SPOKEN zaprezentowali na prawdę ekstremalne podejście do grania metalu – nawet poruszając się wyłącznie w obrębie swojej niszy. Niestety muzycy STYGMATH wydawali się być trochę ospali, a dodatkową łyżką dziegciu był także ich image – dowiedziałem się, że spora część składu była na zastępstwie, ale nigdy nie powinno dojść do sytuacji, w której wokalista robi sobie corpse painting a’la Nergal, a reszta… zakłada bluzy Star Wars. Albo wszyscy wyglądają normalnie, albo wszyscy reprezentują coś jednolitego stylistycznie – w przeciwnym wypadku można narazić się na śmieszność. Na szczęście zespół obronił się muzycznie, więc w gestii innych osób pozostawiam opis „wyglądu scenicznego”.

Jako następny zaprezentował się najbardziej egzotyczny twór (bo aż z Białegostoku) tamtego wieczoru, DEATH HAS SPOKEN. Zespół oficjalnie figuruje na liście gatunków pod „d” jak doom metal, ale na żywo w tej formacji wyzwalają się domieszki death, funeral czy black metalu. Dzięki temu energetyzującemu amalgamatowi stylów białostocka formacja wcale nie odstaje żywiołowością od death metalowych walców krzątających się po scenie z pianą na mordach. Doom metal jest w tym przypadku obudowany doskonałym brzmieniem, wpływami innych gatunków i scenicznych „feelingiem”. Suma summarum ich debiutancki krążek zatytułowany „Fade”, który notabene brzmi na CDku nieco płasko, na żywo nabiera nowego wymiaru, sprawiając że nie tylko się nie wynudziłem w oczekiwaniu na bomby w postaci DEIVOS czy ANTIGAMA, ale po prostu bawiłem się świetnie – chyba tak samo jak publiczność. Czarny koń zawodów.

To najlepszy moment, żeby przy okazji pierwszego z headliner’ów wspomnieć o frekwencji – sam zaprosiłem wielu znajomych, którzy w 95% koncertowo dali dupy i stracili mocno w moim oczach. Sytuacja w której na zaprzyjaźnioną ekipę z Lublina przychodzi garstka osób jest nie tylko niedopuszczalna, ale i haniebna. Po prostu przykro było patrzeć na w niemalże pustki podczas występu brutal/technical death metalowej formacji DEIVOS. Może i byłem świadkiem jeszcze gorszych przypadków w Łodzi i nie tylko, ale jeśli miałbym przypomnieć sobie obraz większego rozkładu sceny to brakuje mi argumentów. Jesteśmy przed majówką, jest sobota, pogoda średnia, ale nie odnotowano trąb powietrznych, bilety w przedsprzedaży stosunkowo tanie za 35 złoty, na scenie (chyba) po raz pierwszy DEIVOS, do tego zawsze bardzo ciepło przyjmowana ANTIGAMA. Co zrobili ludzie? Tego nikt nie wie bo nikt przecież nie uświadczył ich obecności w Magnetofonie.

A jest czego żałować bo i DEIVOS i ANTIGAMA zaprezentowali się lepiej niż bardzo dobrze. Obie formacje, zgodnie z oczekiwaniami, przybliżyły łódzkiej publiczności jeden z wymiarów nuklearnego piekła. Jeśli chodzi o techniczne podejście do grania to ANTIGAMA górowała nad wszystkimi poprzednimi zespołami wykonując najbardziej znane numery na luzie, ale jednocześnie zachowując pełną koncentrację. Dodając do tego Łukasza na wokalu, który jest wulkanem energii i na prawdę firmuje ten zespół nie tylko twarzą, ale również całym „scenicznym zachowaniem”, nie można byłoby chyba chcieć od ekipy z Warszawy więcej. No może poza nowymi numerami i płytą.

DEIVOS zgodnie z zapowiedzią wysmażył na żywo coś z nowej płyty i choć należę do grupy osób, która jest większym fanem ich starszych płyt (np. „Gospel of Maggots”) to oceniając przez pryzmat jakości scenicznej to lubelscy muzycy nie mają wahań. Set trwający ok. 45 minut niósł przez cały czas brutalną energię, nie pamiętam żebym w którymś momencie odczuł znużenie.

Podsumowanie: Jeśli dotrwaliście do tego momentu to możecie z dużą dozą prawdopodobieństwa zgadnąć co zaraz przeczytacie. Koncert z zespołami o tej klasie, na który przychodzi niespełna 70 osób to nie tylko powód do zmartwień. To dramat, z którym muszą zmierzyć się nie tylko organizatorzy tracący grube pieniądze, ale także kluby, jak i same zespoły. Trudne do wyobrażenia jest to, że na koncerty przestali przychodzić nie tylko „przypadkowi” ludzie, ale także zagorzali fani, a nawet… znajomi. Rozmowy z lokalną publiką utwierdziły mnie w przekonaniu, że prawie wszyscy zaprosili znajomych, z których w klubie raptem pojawiło się z 5%. Mógłbym jeszcze długo rozwodzić się nad tą kwestią, ba – napisać felieton o tym, że jakość sceny leci w górę od lat jak szalona, natomiast z drugiej strony… liczba ludzi zainteresowanych tą muzyką równie szybko spada.

Za konkluzję niech posłuży wam fakt, że w Magnetofonie widziałem chyba tylko z 2 młode twarze. Ludzie, nie dziwcie się później (nie adresuje tego tylko do Łodzian, ale do ludzi w całej Polsce), że do waszych miast czy miasteczek nie przyjeżdża nikt poza Pudzian Band i Nocnym Kochankiem, skoro nie można o was nawet powiedzieć, że sracie do własnego gniazda. Was po prostu już nie ma i wątpię czy dalibyście radę dopisać się chociaż do zainteresowanych na wydarzeniu o tytule „Pogrzeb polskiej sceny metalowej”. Bo na pewno tam też by was nie było.

previous arrow
next arrow
previous arrownext arrow
Slider

Atmospheric Magazine – muzyczny magazyn poświęcony muzyce metalowej i rock'owej