PANDEMONIUM, LUNA AD NOCTUM, LILLA VENEDA … – 20.04.2013, Wrocław

PANDEMONIUM, LUNA AD NOCTUM, LILLA VENEDA, HELLSPAWN, COLLISION

20.04.2013, Wrocław, „Liverpool”

liverpool_pandemonium_wrocawMiałem nadzieję, że dla czytelników Atmospheric Magazine będę w stanie przygotować ciekawą i merytoryczną relację z koncertu Pandemonium. Miałem…
Niestety obiektywne czynniki nie pozwalają mi na takową. Nie będę ściemniał. Żadnej relacji koncertowej nie będzie.
Będzie natomiast, słów kilka o moich osobistych odczuciach dotyczących – ZABIJANIA – i tak bardzo wątłego „poletka” koncertowego w naszym kraju.
Przy organizacji koncertów (tak mi się zawsze wydawało), poza odpowiednim doborem miejsca, zestawu kapel, minimalnego budżetu i reklamy, wymaga się jeszcze jednej – być może najważniejszej rzeczy – WYOBRAŹNI organizatorów!
Zacytuję Titusa (Acid Drinkers): „Nienawidzę ludzi, którzy nie mają minimalnego poziomu wyobraźni”. Podpisuję się pod tym zdaniem, wszystkimi moimi członkami. A kogo one dotyczą najbardziej? Wszystkich, którzy maczali palce w wyżej opisywanym przedsięwzięciu.
Organizatorzy koncertu Pandemonium, zadbali o to, żeby większość fanów poczuła się bardziej niż zniesmaczona.
Zastanawiam się dla kogo robi się koncerty?
Czy tylko dla kasy (która i tak jest żadna)? Czy dla fanów? Ja osobiście uważam, że dla fanów.
Przychodzimy na koncerty (też zaliczam się do tego grona), żeby posłuchać naszych ulubionych wykonawców, w przyjemnej atmosferze, wypijając przy okazji kilka piw.
Aby również cieszyć się energią bijącą ze sceny, żeby chłonąć muzykę w każdym jej aspekcie. A co dostajemy w zamian? Absolutny brak profesjonalizmu.
Już sama ilość kapel grających przed gwiazdą wieczoru, wydał się dziwnie rozbudowana. Cztery supporty przed „Pandą”? To ile oni będą grali po 20 minut?
Zdziwienie numer 2. Godzina rozpoczęcia imprezy. 19.00? To o której to się skończy – w poniedziałek? I cholera jasna wykrakałem.
Każde dziecko wie, że koncerty bez obsuwy to chleb powszedni. Nie inaczej stało się w sobotę. Pierwsza kapel wystartowała o 20.30! To nie żart!
Nie wiem z jakiego powodu przeciągnięto ten start, ale zabieg ten prorokował jedno – wieczór nie będzie należał do udanych.
Nie chcę się pastwić nad zespołami, bo przypuszczam, że to nie ich wina. Ktoś to tak, a nie inaczej poustawiał. Zresztą zespoły zaprezentowały się godnie robiąc w większości dobrą minę do złej gry.
Niezły występ zaliczył świdnicki Collision. Bardzo dobre show zagrała wieluńska armada z Hellspawn (zajebiste brzmienie i moc. Brawo Panowie!). Świetnie wypadła wrocławska Lilla Veneda (gratulacje, oby tak dalej). Jedynie kreowana na przyszłą gwiazdę Luna Ad Noctum  nie rzuciła na kolana. Ilość makijażu często nie przekłada się na jakość gry.
Co do koncertu głównej gwiazdy… Zastanawiam się co tmam napisać. Zespół Pandemonium grający dla garstki fanów, praktycznie o 2.00 to więcej niż nieporozumienie. Z relacji niedobitków wiem, że Paul z ekipą dali z siebie wszystko, bo tak mają w zwyczaju.
Kochani (kieruję te słowa do chłopaków z Pandemonium) przykro mi za to co się w sobotni wieczór stało. Mam nadzieję, że nie zniechęci to Was przed odwiedzeniem Wrocławia w przyszłości. I na końcu słowo do Narodu! Jeśli tak ma wyglądać organizacja koncertów w naszym kraju. To nic dobrego nas – fanów nie czeka.

(Sebass)