PANTERA Far Beyond Driven `94

PANTERA Far Beyond Driven

Każda kapela ma w swojej dyskografii płyty znakomite, bardzo dobre, dobre i mierne. PANTERA miernych raczej nie ma – no, może poza pierwszymi, nieudolnymi albumami, na których próbowała zdefiniować swój styl. Dla mnie PANTERA zaczęła się na „Cowboys From Hell” i od tego czasu słabego krążka nie wypuściła. „Far Beyond Driven” to album, który ma przed sobą bardzo ciężkie zadanie. Przebić poprzedni, tak doskonały krążek jak „Vulgar Display Of Power” to nie lada zadanie i przez wielu sympatyków i krytyków z góry jest skazany na porażkę. Naturalnie ciężko oceniać tę płytę nie odnosząc się do rewelacyjnego albumu z 1992 roku. Mimo wszystko „Far Beyond Driven” to bardzo dobry materiał. Dwanaście premierowych kompozycji, czas trwania nieprzekraczający godziny – PANTERowe standardy zachowane. Muzycznie również jest poprawnie. Jest siarka ze wzmacniaczy? Jest. Zadziorna i charakterystyczna maniera wokalna Anselmo? Takoż. Brudne, southernowe brzmienie? Nie inaczej. Potencjalne hiciory i killery? Też się znajdą! Nie na taką skalę, jak w przypadku dwóch poprzednich albumów, jednak nikt o zdrowych zmysłach nie skrytykuje takich kawałków jak „5 Minutes Alone”, „I’m Broken” czy „25 Years”. Fakt, nie ma na „Far Beyond Driven” numeru, który gładziłby równo z ziemią jak „A New Level”, „Walk”, „Cowboys From Hell” czy „Cemetery Gates”, ale z drugiej strony nie można się do niczego na tym krążku przyczepić. Nie możemy powiedzieć, że PANTERA to zespół, który odcina kupony od dwóch – trzech wcześniejszych, solidnych płyt, bo tak nie było. „Far Beyond Driven” to album lepszy niż debiutancki „Metal Magic” czy „I Am The Night”, jednak odstający od „Cowboys From Hell” i „Vulgar Display Of Power”. Ja jednak wracam do tego krążka bardzo często i mi się nie nudzi. Rzekłem. [Tomasz Kulig]

Pantera, www.pantera.com

EastWest Rec., www.eastwestrecords.com