PARRICIDE: …garaż, garaż i jeszcze raz garaż

parricide_logoNie będę chyba odosobnionym przypadkiem, jeśli wspomnę o tym, że zaczynałem już powoli wątpić w to, że anonsowany od bardzo dawna nowy materiał PARRICIDE wreszcie ujrzy światło dzienne. Jednak słowo stało się ciałem i pamiętnego dnia 11.11.11 „Just Five” trafił na sklepowe półki. Płyta ta to po prostu czysty grindowy majstersztyk i warto było czekać. 
Zapraszam na wywiad z Piotrem, głównodowodzącym komando PARRICIDE!


parricide1Witaj Piotrze! Na początek powiedz, kto obecnie udziela się w PARRICIDE? W ostatnich latach skład PARRICIDE był dość „elastyczny” i bardzo często dochodziło do zmian…

Ano witajcie, kumie. No to ja z Albertem gram na gitarach od początku. Od 2006 roku za garami siedzi Vizun (grał w zastępstwach od 2004 r.), znany z gry w wielu kapelach: DEIVOS, ABUSIVENESS, ULCER, BLAZE OF PERDITION, DIRA MORTIS, kiedyś SQUASH BOWELS, AZARATH. Na grubym gra Popiół, w rodzinie od 2006 również. A nasz nowy nabytek to Kuba za mikrofonem, który poza PARRICIDE walczy jeszcze w metalcore’owym COFFINS i hardcore’owym STRAIGHT HATE. W listopadzie 2011 graliśmy z nim pierwsze koncerty w Krakowie i czeskiej Ostravie na Mad Lion Festach.


Teraz muszę zapytać o powody tak długiego oczekiwania na wydanie „Just Five”, ale nie zrobię tego, bo pewnie masz już dość ciągłego wyjaśniania… Zamiast tego zapytam o to, co czujesz teraz, w chwili, gdy album jest już na rynku? Ulgę, radość, dumę…?

No faktycznie, było z tą płytą spore opóźnienie (z przyczyn losowych – niezależnych od nas, ani od naszego wydawcy) i gdyby ukazała się w czasie, kiedy powinna, zapewne byłbym bardziej zadowolony, radosny i dumny. Minął czas, zmienił nam się skład, mamy już przygotowany nowy materiał do nagrywania. Wprawdzie nie na dużą płytę, ale jednak już żyję tym nowym materiałem, składem, nagrywaniem, koncertami. Oczywiście nie jest tak, że „Just Five” mi wisi kalafiorem, bo w moim odczuciu to niezły kawał szitu i promocja tak naprawdę dopiero rusza. Pojawiają się pierwsze wywiady, recenzje, koncerty i to wszystko właśnie nie pozwala mi olać tematu. Sumując jest ok., choć ciśnienia nie ma, bo materiał jest już dość stary, a wkrótce będzie nowy.

 

Jeżeli mówisz o nowym materiale PARRICIDE, to muszę zapytać Cię o dwa anonsowane na stronie internetowej francuskiej Rewolucja Records splity, czyli krążki dzielone z KILL AT COMMAND oraz EPICRISE. Jak wygląda obecnie sprawa z tymi materiałami? Płyty te ukażą się tylko na winylu? Jaki materiał ze strony PARRICIDE znajdzie się na tych płytach?

Tak, te wydawnictwa z założenia miały / mają ukazać się tylko na winylu, ale tutaj sprawa wygląda dość nieciekawie, zwłaszcza w temacie splitu z EPICRISE. Kilka wytwórni, a mianowicie Rewolucja Records, Douchebag Records, Toilet Entertainment, Nuclear Vault Records i nieszczęsna Jerk Off Records, zechciało wydać ten split wspólnie i okazało się, że ten ostatni bękart, który to miał zająć się tłoczeniem i drukiem tegoż, okazał się niestety rip offem. Sprawa zapewne nie znajdzie żadnego finału, ale kto wie, ludzie się zmieniają czasem, heh. Split z EPICRISE to z naszej strony cztery numery, które nie weszły w skład naszej piątej płyty „Just Five”, w tym cover „Emergency” starej, brytyjskiej, dziewczęcej kapeli GIRLSCHOOL, a format to po prostu 7-miocalówka. Split z KILL AT COMMAND, to Lp, czyli duży format i tutaj są różne utwory z różnych sesji, sporo coverów, oraz dwa numery koncertowe z Gore Galore Fest z 2009 roku, w sumie blisko 20 minut muzyki. Realizacja tego splitu jest, że tak powiem, w toku i wydadzą to wspomniane wcześniej wytwórnie: Rewolucja Records, Douchebag Records i Nuclear Vault Records oraz Axa Valaha Productions i Surgical Diathesis Records, czyli również spora kooperacja miedzy małymi labels.

 

parricide_just.fiveZanim przejdę do pytań o muzykę z ostatniej płyty, chciałbym zahaczyć o temat oprawy graficznej nowego krążka. Spotkałem się z opiniami, że jest to najsłabsza okładka ze wszystkich dotychczasowych dzieł zdobiących albumy PARRICIDE… Tobie, rozumiem, obrazek się podoba? W pełni kontrolujesz proces powstawania oprawy graficznej płyty czy może zostawiasz tą kwestię wytwórni?

Hehe, skąd założenie, że mi się podoba? No tak, skoro jest, to znaczy, że przeszedł kontrolę jakości i poszedł do druku. Hm, no co mam powiedzieć? Obrazek jaki jest, każdy widzi, powiem, że wszystko robione było w pośpiechu i graficy, z którymi mieliśmy współpracować, nie mieli już czasu. Mad Lion wydała w dniu 11.11.2011 kilkanaście pozycji na raz, dwa dni przed datą premiery okładki były jeszcze w druku, a trzy dni wcześniej jeszcze było poprawianie. Wszystkie nasze płyty, czyli „Just Five, „Just Past” i podwójny digi, zostały zaprojektowane, wydrukowane i wytłoczone w pięć dni, więc mogło to wyglądać gorzej heheh. Jak ktoś ma z tym problem, niech zamyka oczy i słucha zawartości hehe. Normalnie zawsze kontrolujemy ten proces, współpracujemy z grafikami, sugerujemy jakieś rozwiązania. Teraz wyjątkowo było inaczej, ale nie ma co płakać, czas idzie do przodu, zaraz kolejne płyty.

 

Jak sam mówisz, dla Was nowe płyty nie są już tak gorącym tematem jak dla nas – słuchaczy. Jednak mimo wszystko trochę pomęczę Cię pytaniami odnośnie tych wydawnictw. Skąd pomysł na tytuł „Just Five”? Czyżby w ten sposób chcieliście pokazać, że ktoś w zespole jest fanem kultowego polskiego boys bandu JUST 5…?

Pomysł, jak pomysł, nieco przewrotności zawsze gości w naszej „twórczości” (o proszę, jak się rapuje). To nasza piąta duża płyta, więc tytuł też nieco adekwatny do rzeczywistości. A poza tym nie ma się nad czym zbytnio rozwodzić.

 

Warto podkreślić świetną produkcję oraz brzmienie „Just Five”. Album brzmi bardzo bezpośrednio, gridnowo… Czy takie było założenie, by muza jak najbardziej kopała po mordzie? Komponując materiał zakładacie to, jaki efekt macie uzyskać, czy też nigdy nie wiadomo, czy kolejna produkcja pójdzie bardziej w kierunku grindu czy death metalu?

parricide2Hehehe, a ostatnio czytałem na którymś z metalowych forów, jaka to niedbała produkcja, jakie dziwne brzmienie, jak słabe numery hehehe. Porównywano nowy album do „Patogen” i nie znajdując podobieństw krzyczano, że z naszej strony to środkowy palec w stronę fanów. Zapewne nie trafię do wszystkich zdziwionych, ale powiem, że dla mnie „Patogen” to album zbyt sterylny, zbyt grzeczny i nic na to nie poradzę, że odeszliśmy od takiego stylu. Przypuszczam, że ci niezadowoleni to głównie ludzie, którym umknął split z INCARNATED i REEXAMINE, który niejako był łącznikiem stylistycznym między tym co stare, a tym co jest nagrane na „Just Five”. Wszystko, co jest zawarte na nowym albumie, było w 80%-tach zamierzone, czyli żywe gary, zupełnie nie równane (stąd gdzieniegdzie są małe przesunięcia i wahnięcia), surowe gitary, nagrane na naszych Hectorach (Laboga) i na naszym ustawieniu (czyli takie chamskie – drewno z odrobiną Szwecji, ale nasze!) i niski, przesterowany bas. Wszystko po to, by osiągnąć zatęchłe, garażowe brzmienie, wolne od nachalnej elektroniki. Co do samej muzyki, robiliśmy wszystko, by były tam elementy grindcore’a i klasycznego rock and rolla, osadzone na death metalowym rdzeniu starej, europejskiej szkoły, podane w szybkich i skocznych (punkowych) tempach na zmianę. Efektem czego mamy płytę, której fragmenty można sobie nawet zanucić. Nie bylibyśmy też sobą, gdybyśmy nie zawarli w tym jakiejś infantylnej (wioskowej) sfery i w ten sposób mamy parę głupawych wstawek, które całkiem fajnie współgrają z muzyką. Pozostałe 20% to specyfika miejsca, gdzie to było nagrywane (Sinquest Studio w Lublinie), czyli po prostu garaż, garaż i jeszcze raz garaż. Ci natomiast, którzy spodziewali się technicznych, zawiłych łamańców, niech sobie odpuszczą tę płytę. Nowe numery, które powstają, są niejako kontynuacją tego stylu, ale jest jeszcze przystępniej w naszym mniemaniu, chyba nieco mroczniej, ale się zobaczy, heh.


W moim odczuciu doskonałym pomysłem było okraszenie muzy PARRICIDE sporą dawką różnych ciekawych sampli, które sprawiają, że brutalność i bezpośredniość tego materiału uwydatnia się jeszcze bardziej… Kto był pomysłodawcą wstawienia tych wszystkich nagrań, przyśpiewek?

Oj, nazbierałem różnego szitu, i powsadzałem gotowce tak, by nie było drętwo. Jaja są z tymi wstawkami – intrami, bo niektórym się to zupełnie nie podoba, a inni, próbując zrecenzować płytę, powiedzieli: „hmmmm, fajne intra”. Cieszę się, że chociaż to przyciąga hehe. Ludzie poważni lub zakochani w starych naszych płytach są wstrząśnięci hehe, a kumający temat i siedzący w klimacie zachwyceni. Nie dogodzisz każdemu, miło nam się rozmawia, bo Tobie akurat to siedzi, cieszę się.

parricide5Teksty PARRICIDE zawsze traktowały rzeczywistość z przymrużeniem oka, tym razem może nie bezpośrednio, ale sygnalizujecie takie tematy jak tolerancja, fanatyzm religijny, polityka… Jak Ważne jest dla Ciebie to, co przedstawiają liryki w PARRICIDE? Bierzesz udział również w tworzeniu tekstów czy też zostawiasz sobie „jedynie” muzykę?

Biorę niestety niejako z konieczności. W przypadku „Just Five” większość tekstów musiałem napisać sam, jeden napisał Vizun, a część pożyczyła nam moja koleżanka Dolores. Nie są one jakieś natchnione, wydumane czy artystyczne. Nie zalecałbym analizowania moich tekstów jako przesłania, to po prostu wyrzyg frustracji lub opis sytuacji, która w jakiś tam sposób utkwiła mi w pamięci na tyle, by o tym napisać. O tekście Vizuna i tekstach Dolores nie chcę mówić, bo któż zgadnie, co autor miał na myśli, jeśli nie on sam, heh.

 

parricide4Ile nowego stuffu trafiło na stałe do Waszego setu koncertowego?

Połowa seta to numery z „Just Five”, spora część ze wspomnianego wyżej splitu z INCARNATED i REEXAMINE, jeden zupełnie nowy kawałek i jeden ze splitu z KILL AT COMMAND, który mam nadzieję wkrótce się ukaże. Nie usłyszycie na koncercie nic z „Patogen” lub wcześniejszych płyt, a wkrótce wymienimy niektóre numery ze splitu i „Just Five” na zupełnie nowe, nawet jak nie będą jeszcze wydane. U nas to normalne, nudzą nam się stare numery i wolimy pograć nowe, takie to z nas odmieńce, nie mogące uszanować fanów i nie potrafiące im grać do śmierci „But Sick…” na przykład hehe.

 

Razem z „Just Five” ukazał się też krążek zatytułowany „Just Past”. Powiedz dwa słowa o jego zawartości. Czy materiał na „Just Past” był jakoś specjalnie, na nowo szlifowany w studio? Skąd pomysł na to, by odgrzewać stare nagrania?

Pomysł był Przemka (Mad Lion Rec.), a my nie mieliśmy powodu, by na to nie przystać. „Just Past” to kompilacja piosenek z naszych czterech pierwszych taśm demo, w sumie 18 piosenek, które według nas i Przemka są najlepsze i tyle. Wszystkie demówki PARRICIDE nigdy nie doczekały się wersji innych niż kasetowe, poza tym nagrywane były w czasach, kiedy nie było CDRomów, taśmy DAT były bardzo drogie, a my dając materiał wydawcom na takiej taśmie, zostawaliśmy właściwie bez nośnika „matki”. Stąd piosenki znajdujące się na „Just Past” zostały przeniesione z kaset na kompa i zmasterowane w Hertz Studio podczas sesji „Ill-treat” w 2000 roku. Wspominam o tym, ponieważ gdybyśmy mieli te nagrania na DAT-cie, jakość byłaby dużo lepsza.


Nowe wydawnictwa PARRICIDE ukazały się sumptem Mad Lion Rec. Jesteś zadowolony z tego, jak wygląda obecnie promocja nowych materiałów Twojego zespołu? Niedawno wystąpiliście na Mad Lion Fest. Jest szansa na to, by przy wsparciu wytwórni udało się pograć więcej koncertów?

No tak, z Mad Lion Records współpracujemy już bardzo długo. Ta wytwórnia jest jak najbardziej podziemna, ale dla Przemka to źródło utrzymania, więc jakoś tam sobie radzi. Firma się rozwija, właśnie powstał czeski oddział firmy, a jak wiadomo, Czechy to spory rynek z grindową muzą. Mam nadzieję, że Przemek będzie coś tam jeszcze organizował w temacie koncertów. Płyty PARRICIDE rozprowadza niemiecka Twilight czy Nuclear Blast, więc Przemek nie śpi, działa. Do niektórych spraw można by się przyczepić, ale jest ok. Znamy realia i nie mamy wygórowanych oczekiwań, poza tym spoko z nas chłopaki. Zawsze się w końcu dogadamy, znajdziemy kompromis i mimo różnych zdań, upodobań czy rozbieżności w poczuciu humoru, po prostu się lubimy.


Jakiś czas temu w jednym z wywiadów wspomniałeś o tym, że w naszym kraju brakuje fanów muzyki, którzy byliby jedynie fanami, a nie angażowali się w to, co dzieje się w podziemiu… Nadal uważasz, że instytucja fana muzyki ekstremalnej przechodzi kryzys?

parricide3Hehe, owszem, brakuje fanów i jest ich coraz mniej, śmiem twierdzić, że np. scena grindcore upada strasznie, na koncerty stricte grindcore’owe przychodzi po kilkanaście osób. Z jednej strony łączenie gatunków na koncertach jest ok., bo świadczy to o otwartości na innych ludzi i ich upodobania, ale jak kiedyś byłem dumny z mojej inności czy odrębności, tak teraz zdarzają się nieco dziwne sytuacje. Np. obecność Nergala w mediach tak naprawdę nie powoduje wzrostu zainteresowania tą muzyką wśród gawiedzi. Nie wracają na anteny audycje radiowe i telewizyjne z taką muzą, a przecież kiedyś takowe były. Fakt, że Nergal jest w TV powoduje jedynie ciekawość tzw. cywili, a szkoda. W sumie nie wiem, dlaczego o tym wspomniałem, mam Internet, więc i dostęp do wszystkich nowych clipów czy płyt hehe. Brak fanów tłumaczę jedynie słabą frekwencją na koncertach. To kiepski temat, mogę zrozumieć brak kasy, ale przychodzenie pod klub, by tam się złoić, a potem wrócić na chatę, bo szkoda 5 zł na bilet, to lipa i tyle. A może to przesyt, zewsząd atakują nas jakieś muzyczne bodźce, dostęp do wszystkiego jest łatwy. Eeee tam, gadam już chyba bez sensu. A może to trendy – coś jest popularne, a za chwilę nie jest i to jest powód. Choć na bank i to wiem na pewno, że jest małe zainteresowanie cięższą muzyką wśród młodych. Przyczyny nie znam, ale np. na przeglądzie młodych zespołów u nas na wiosce na 18-stu uczestników tylko 6 używało przesterów w gitarach, nie było żadnej metalowej kapeli, nawet punkowej, była jedna screamo i jedna hardcore’owa, pozostałe cztery to jakiś mdły rock. Nie mam pojęcia, co to będzie, jak starzy się już zawiną. A zresztą, będzie, co ma być, tylko zapewnie nieco inaczej, nie powiedziane, że gorzej. Na razie z uśmiechem śledzę na forach, jak się ciskają „prawdziwi” na wieść o składzie nowej trasy VADERa hehe. Już teraz wszyscy wróżą, że będzie to trasa ultra dochodowa. Trzeba się po prostu zacząć przyzwyczajać, że coś przemija, choć niekoniecznie bezpowrotnie. Historia pokazała już, że trendy, nurty czy jak tam zwał, potrafią zatoczyć koło, by wrócić w glorii i chwale hehe.


Jakie są plany PARRICIDE na najbliższe miesiące? Wiem, że planujecie na początku lutego odwiedzić Warszawę, a ponadto…?

Plany są takie, że w styczniu dorzucamy cegiełkę dla Covana na koncercie w Lublinie, cieszę się z tego, bo na całej trasie będziemy jedynymi odmieńcami wśród stricte metalowych kapel. Potem w lutym zagramy w Wawie, jak wspomniałeś, walczymy o Łódź zaraz potem, w marcu czeka nas trasa głównie w Rosji, ale i po drodze w krajach nadbałtyckich i na Ukrainie. We wrześniu będzie Morbide Festspiele w Niemczech. No i koniecznie musimy nagrać nowe piosenki, oby nam się udało to przed trasą, choć będzie to trudne. Wykorzystamy je na pewno na split 7ep z DEAD INFECTION, a resztę albo na kolejne splity, albo… się zobaczy. Będzie tego około pół godziny i jakoś to rozkminimy, by było ok.

 

Na zakończenie tradycyjnie oddaję głos Tobie. Jeśli jest jakaś ważna kwestia, której nie poruszyliśmy do tej pory, to teraz jest okazja o niej wspomnieć. Dzięki za wywiad i poświęcony czas!

Dziękujemy również za czas i miejsce w Atmospheric, raczej rzadko tu gościmy, więc to unikalna rzecz hehe. Miło się rozmawiało, zwłaszcza, żeś chłopie przychylny hehe. A tak poważnie to wielkie dzięki jeszcze raz. Nic w sumie nie trzeba dodawać, a przynajmniej nic nie przychodzi mi w tej chwili do głowy. Sięgnijcie po „Just Five” i bawcie się przy tym. Luźna łyda i banan na ryju, tego życzę wszystkim na 2012 rok. Dozo gdzieś na koncertach lub afterach, no.

 

[Wisław Czajkowski]


Parricide,
www.myspace.com/parricide-pl