PARRICIDE, INCARNATED, MYLY LUDZIE, ST. BLACK, SHAME YOURSELF, RASCAL DOGS, SAINT DEATH – 28.12.2013, Chełm

mini_merciless_east_festival_2013Mini Merciless East Festival:
PARRICIDE, INCARNATED, MYLY LUDZIE, ST. BLACK, SHAME YOURSELF, RASCAL DOGS, SAINT DEATH

28.12.2013, Chełm, „Atmosfera Café”

Chełm bardzo się rozkręca, jeśli chodzi o koncerty metalowe, co mnie osobiście cieszy, bo do Lublina mam już całkiem daleko, a 50 km do Chełma to w zasadzie nic. A i sam Lublin jakby nieco podupadł ostatnio z ilością ciekawych imprez, więc po dwakroć jest się z czego cieszyć.

Mini Merciless East Festival to ukłon w stronę lat 2004–2005, w których odbyła się cykliczna impreza open air o tej samej nazwie, pomijając oczywiście przedrostek Mini. Dzisiejszy koncert miał za zadanie m.in. wskrzeszenie tego festiwalu, na razie w formie klubowej, ale kto wie, czy nie da się powrócić na świeże powietrze, oby. Wskrzeszenie festiwalu to jednak nie jedyna idea, która przyświecała pomysłodawcom w dniu koncertu. Był on także małym hołdem w kierunku Białego, człowieka, który był postacią kultową w środowisku chełmskich metalowców, grindowców itp. To u niego w „No Mercy” swego czasu tętniło koncertowe życie, a podejrzewam, że i w tygodniu byle kto z ulicy nie odważył się zaglądać do tego klubu… Wreszcie koncert w „Atmosferze” był też dla Wizuna. Był okazją, by pozbierać nieco grosza na jego rehabilitację; chętni mogli wrzucić pieniądze do wystawionej puszki, przynajmniej w teorii tak miało się to odbywać, tutaj jednak zawiodła nieco logistyka, wkradł się brak informacji, ale jak później się okaże, nie było w sumie tak źle.

SONY DSCKoncert rozpoczęła młoda lokalna kapela SAINT DEATH. Gra dość melodyjnie, w stylu IN FLAMES, dodatkowo zaopatrzona jest w dwóch wokalistów. Zespół wyszedł na scenę chyba dość spięty, dobrze, że oddychali he he. Przeszło im to na szczęście, ale zwierzakami scenicznymi to jeszcze nie są. Przyda się Wam chłopaki nieco więcej ekspresji. W Chełmie było sporo znajomych, to i zabawa pod sceną była przednia, ale koledzy nie wszędzie dojadą, a samo odgrywanie kawałków to jeszcze nie wszystko. Kolejna rzecz, która rzuciła mi się w oczy, to fakt wykorzystywania dwóch wokali. W tej chwili nie widzę zupełnie sensu zastosowania tego, oprócz takiego plusa, że każdy z wokalistów ma inną barwę głosu. Tyle że obaj wokaliści nie uzupełniają się, a powtarzają jak echo. To było fajne przez pierwsze dwa kawałki i w zasadzie wystarczy do tego jeden wokal z większymi możliwościami. Proponuję poszaleć w sferze wokalnej, uzupełniajcie się chłopaki, stwórzcie jakiś dialog, nie śpiewajcie tego samego, a wyjdzie wtedy zajebiście i będzie to miało sens. Muzycznie dajecie radę, ciekawe solówki, niezła motoryka, tylko brakuje jeszcze show (popatrzcie, co wyprawia wokalista SHAME YOURSELF, nie mówiąc o PARRICIDE) i trochę mniej nudy w wokalach, a będzie dobrze. Trzymam kciuki, Panowie, mam nadzieję, że w lutym, grając przed TRAUMĄ, pokażecie więcej pazura:-).

SONY DSC

RASCAL DOGS to kolejna kapela w secie. Ten młody rzeszowski zespół zaprezentował się z całkiem odmienną muzyką niż pozostali. Grają oni mieszankę hard rocka i starego heavy metalu, mocno zapatrzeni w AC/DC i amerykański glam, co akurat spodobało się w Chełmie. Dość wyrazisty zespół z jasno obraną ścieżką zebrał swoją publikę i bawił się razem z nią. Szczęka mi nieco opadła w momencie, gdy usłyszałem pierwsze takty „Dirty Deeds Done Dirt Cheap”. Wykonanie tego coveru przez RASCAL DOGS w zasadzie niczym nie ustępowało australijskiemu pierwowzorowi, co też dostrzegła publika.

SONY DSC

Przyszła pora na ST. BLACK ze Słowacji, a tu na scenie rozstawiają się chłopaki z SHAME YOURSELF… Czyżby Słowacy zgubili drogę po ciemku? No nic. SHAME YOURSELF, mimo że na koncie mają zaledwie jedną płytę i promo, to zwierz z nich sceniczny nie byle jaki. Udało mi się oglądać ich już kilkakrotnie i za każdym razem był to dobry występ, tym razem nie było inaczej. Klusek, wokalista zespołu, ma nieprzeciętny dar łapania świetnego kontaktu z publicznością. Ta porwana obłędem bawiła się przednie przy takich kawałkach jak chociażby „Your Creation”, „Cannabis Corpse”, Hell” czy „Redrum”. To zdecydowanie jeden z najlepszych koncertów tego dnia. Ze względu na ścisłe ramy czasowe występów, chłopaki nie mogli spełnić wszystkich żądań publiki, która tym razem nie doczekała się np. „Slave of Masturbation” (pewnie ktoś liczył na dosadną grę aktorską Kluska w tym kawałku he he), cóż, może innym razem. Niemniej brawo, Panowie!

SONY DSC

ST. BLACK zjawił się jednak według planu – zasugerowałem się plakatem, rozpiska była jednak nieco inna, jak widać , ale i tak szału nie było. Grają chłopaki swój metal pomieszany z corem, kilka osób skakało pod sceną, ale w sumie po paru utworach ST. BLACK zaczynali po prostu przynudzać, jakieś to wszystko monotonne się wydawało. Zdecydowanie nie po drodze mi z tym zespołem, więc podążyłem na tyły poczekać spokojnie na coś milszego.

SONY DSC

Szybka wymiana na scenie dała nam zdecydowaną zmianę klimatu w postaci swojaków z MYLY LUDZIE. Chełmianie mają w rodzinnym mieście sporą publiczność, która doskonale ich zna, więc pod sceną wrzało. Pomimo że twórczość zespołu oscyluje pomiędzy rockiem, hard rockiem i metalem, to atmosfera na ich secie była gęsta. Zespół wybrał chyba najcięższe kawałki ze swojej debiutanckiej płyty, zaczynając (o ile się nie mylę) od „Polityku chujuarrr”, była też „Wariatka”. „Rewolucji” i „Z ironią o świętej wojnie” też chyba nie zabrakło, a i nowego tudzież. Podczas ich koncertu wokalista Staśkoo wspomniał, w jakim celu się tu wszyscy znaleźliśmy (czyli to wszystko o czym pisałem we wstępie), zachęcił do wrzucania kasy do puszki dla Wizuna. I tak w ogólnym amoku dobrej zabawy czas dobiegł końca, a że ramówka była nie do nagięcia, trzeba było się pożegnać z Mylymi Ludziami.

SONY DSC

Pozostała nam już deathowo-grindowa końcówka w wykonaniu INCARNATED i PARRICIDE. Na pierwszy ogień poszła niewzruszona trójka z Białegostoku. Koncert jak zawsze na wysokim poziomie, zebrał pod sceną już mniejszą publiczność, dzieciaki poszły spać, prócz kilku lasek, które zaczęły się gibać jak na wiejskiej potupajce. Pasowało to jak pięść do nosa i było z lekka żałosne, ale przynajmniej nie uciekły jak reszta. Nie powiem, że INCARNATED do moich ulubionych kapel należy, gdyż po prostu nie gustuję w brutalnym death metalu, aczkolwiek nie mogę im odmówić profesjonalizmu. Mieli swoich fanów, którzy doskonale się bawili i to się liczy.

SONY DSCPARRICIDE zostali na koniec, jak ta wisienka na torcie. Co zagrali, to nie pamiętam, nie kojarzę, ale w sumie to nieważne. Należało się spodziewać, że publika oszaleje na występie swoich pupili z Chełma, tym bardziej, że zespół nie rozpieszcza ziomków zbyt częstymi koncertami we własnym mieście. Frontman mający doskonały kontakt z publiką, to połowa sukcesu każdego zespołu występującego na żywo. A więc były ciągle wtręty pomiędzy kawałkami, rymowanki wygłaszane razem z ludźmi, weselny klimat w postaci pociągu i wspólny ostatni numer, który polegał na tym, że Kuba zaprosił wszystkich chętnych na scenę. I tak jak w „Cameracie” na XX-leciu PARRICIDE, zabieg ten udał się w 100% i na scenę wparowała duża ilość widowni i jakoś nic złego się nie stało, a Piotrka wręcz na rękach nosili, tak teraz ochrona albo niedosłyszała zaproszenia, albo za bardzo przejęła się swoją funkcją i zaczęła ściągać delikwentów jednego po drugim, psując nieco finał.

W międzyczasie, korzystając z przerwy, na scenę wpadł ponownie Staśkoo, tym razem dzierżąc w dłoni kubek. Przedmiot ten, wykonany specjalnie na tę okazję, jedyny w swoim rodzaju etc., etc., został poddany licytacji na rzecz Wizuna. Wylicytował go niejaki Kevin za sumę 200 zł, za co należą mu się ogromne podziękowania za gest. Jeśli jesteście ciekawi co to za kolo, to zerknijcie sobie na niedawno opublikowany teledysk PARRICIDE do „About Nothing” – to ten gość, co wynosi słoiki z piwnicy he he. Nieskromnie dodam jeszcze, że kubek ufundował, zaprojektował i wykonał piszący te słowa.

SONY DSCSONY DSC

A, została jeszcze kwestia puszki. Po koncercie Staśkoo chwycił ów przedmiot i zaczął przechadzać się wśród ludzi, a że był dość skuteczny, nieco grosza do naczynia wpadło. Jeden chłopak wrzucił przy mnie 50 zł, za co dostał w nagrodę trzy ostatnie numery „Atmospheric`a”. Miłej lektury i do następnego razu.

[Paweł]

SONY DSC