PARRICIDE Just Five ’11

CD 2011 (Mad Lion Records)
Ocena: 4/5
Gatunek: death grind

Chełmskiego PARRICIDE nikomu chyba przedstawiać już nie trzeba. Weterani ekstremalnego grania mają się świetnie a ich forma ciągle utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. Piąta płyta ojcobójców choć ma już ponad rok to niezmiennie budzi kontrowersje i dzieli ludzi na dwa obozy. Fani wychowani na wczesnych wydawnictwach mają za złe odejście od idei death metalu, dla wielbicieli poprzedniej płyty PATOGEN problemem jest brzmienie i brak „prawdziwych” hitów. Z drugiej strony maniacy mocy i szybkości pieją z zachwytu. Tę płytę można lubić lub nie ale nikt nie przejdzie obok niej obojętnie.

W porównaniu do wcześniejszych wydawnictw „Just Five” wydaje się bardziej chaotyczna i trudniejszą w odbiorze. Wrażenie to potęguje brudne punkowo-garażowe i na pozór mało przejrzyste brzmienie. Również montaż płyty jest robiony jakby niestarannie i na szybko daje pewne odczucie prawdziwości prezentowanej muzyki oraz budzi skojarzenia z płytami koncertowymi. (Mnie osobiście ogarnęła pewna nostalgia i poczułem się jakbym słuchał pierwszych płyt NAPALM DEATH).

Jednak pod tą „pierzynką” to nadal ten sam PARRICIDE, profesjonalny aż do bólu, ekstremalny, tętniący energią i poczuciem humoru. Mamy tu więc świetne, dopracowane, bardzo żywiołowe partie gitar, które, pomimo swej brutalności nie są pozbawione pewnej wyraźnej melodii, a niektóre riffy można wręcz nazwać wesołymi i skocznymi. Sekcja rytmiczna w osobach Popioła i Vizuna przydaje całej płycie potęgi i niesamowitej mocy. Charakterystyczny, nadający „grindowości” tej płycie wokal Prosiaka świetnie się tu komponuje z resztą i dopełnia całości przedsięwzięcia.

„Just Five” jest bardzo równą płytą. Wśród zawartych na niej piętnastu utworów nie ma może wybitnych fajerwerków jednak nie ma tu też utworów słabych. Do wyróżniających się kawałków zaliczyłbym „Promise Part 1”, który jako pierwszy skutecznie wprowadza nas w klimat płyty. Świetne są też utwory „Me”, „My Day”, czy cykl „Dolores Screams”. Niezły jest też utwór który można potraktować w kategoriach żartu, czyli cover BLOODHOUND GANG „F.U.C.K.”

Tak… Humor w całej twórczości PARRICIDE odgrywa niepoślednią rolę. Jak mówi kierownik Piotr „wprowadza nieco wiochy” ale też „bawiąc uczy”. Między utworami mamy tu więc mnóstwo przerywników. Jedne wydają się niepotrzebne, inne są zabawne, jeszcze inne sprawiają, że słuchacza nagła krew zalewa i mamy chęć jak najszybciej uciec z naszego, skądinąd pięknego kraju. Ten perwersyjny humor znalazł też miejsce w tekstach pisanych przez Piotra. Mamy tu więc frustracje wzięte prosto z naszego podwórka, wnikliwe obserwacje podłości dzisiejszego świata poczynione przez szarego człowieka, żyjącego gdzieś na nie do końca cywilizowanej prowincji. Nieco odmienny, bardziej „filozoficzno egzystencjalny” charakter, mają liryki stworzone przez Dorotę Muszałowską na tej płycie, zawarte w cyklu pod wspólnym tytułem „Dolores”.

Reasumując, mamy tu kawał naprawdę dobrej solidnej muzy i niemało też zabawy. Choć płyta ma już „swoje lata” to wszystkim którzy ją znają polecam jej odświeżenie, a tym którzy nie znają z czystym sumieniem mogę ją zarekomendować.

Gdyby chłopaki założyli kiedyś partię to na pewno do niej wstąpię „BO TO DOBRA PARTIA K…A, DOBRA PARTIA. [Qba]

Parricide; P.O.BOX 28, 22-104 Chełm 5; parricide@wp.pl, parricide@o2.pl, parricide1990@gmail.com, www.myspace.com/parricide-pl

Mad Lion Records; P.P.BOX 3, 32-606 Oświęcim UPT 6; info@madlion.eu, www.madlion.eu