PENDEJOS 26 `14

CD `14
Ocena: 5/6
Gatunek: hard rock

Czy na dzisiejszy wieczór przy piwerku masz ochotę na zacnego, polskiego rocka? I to w dodatku takiego lekko pachnącego Meksykiem? Polska trupa PENDEJOS zwana, lubująca się w tym biednym kraju (i mieszkający w innym, także zabiedzonym, huehue), ma dla Ciebie niedługi albumik zatytułowany „26”. Przez te kilka zakrapianych tequilą piosenek przebrniesz gładko i, może nawet tak jak ja, z nieukrywaną przyjemnością. Bo krążek wszedł mi dość szybko. Po pierwszym razie byłem sceptyczny, a później poszło już z górki i wałkuję go dobre dwa czy nawet trzy tygodnie. Na wyluzowanie się jest jak znalazł. Ma w sobie ten rockowy czadzik, nie śmierdzi rachitycznymi podrygami, nie pozostawia po sobie wrażenia w stylu „chcieliśmy pograć rocka, ale nie wiedzieliśmy za bardzo, jak zrobić coś z wypierdem”. To naprawdę fajne, luźne i bujające granie. Weźmy choćby taki „Queen of Rock and Roll”. Utwór chwytliwy, odpowiednio ciężki, krótki, bo trwający ponad 2 minuty, a przy tym naprawdę smaczny. I tak całe dziesięć razy. Miłe to dla ucha zarówno instrumentalnie, jak i wokalnie. Choć, jak wspomniałem, nie byłem na początku przekonany ani do jednego, ani do drugiego, ale nie potrzebowałem wiele czasu, by zacząć za jednym kłapnięciem dzioba łykać ten stajl i klimat niczym młody pelikan. „26” to płyta, która wyraźnie ma ręce i nogi oraz trzyma poziom. Do tego, a i owszem, wpada w dupkę (lub też ucho). Tym właśnie sposobem nasz kraj zyskał składzik, na który warto iść, gdy tylko zagra w jakiejś knajpce. Zanim to nastąpi, niechaj pierwszy długograj PENDEJOS kręci się w Waszych odtwarzaczach, ile wlezie. A potem zasuwać na sztukę i skandować razem z kapelą „He’s a motherfucker, he’s a motherfucker!”. Znak jakości plebana, proboszcza i prałata mają w kieszeni. Te Amo Mexico, urwa wasza szanowna mać! [Soulcollector]

 

Pendejos bandapendejos@gmail.com; tel. 662434952; www.facebook.com/pages/Banda-Pendejos/143922125666346