PENSEES NOCTURNES Nom D’Une Pipe! `13

CD/digiCD `13 (Ladlo Prod.)
Ocena: 5/6
Gatunek: avangarde neoclasical black metal

Za sprawą „Nom D’Une Pipe!” Vaerohn przemówił już po raz czwarty. On to właśnie ukrywa się pod szyldem PENSEES NOCTURNES, francuskiego projektu, dla którego był zawsze ojcem i matką, alfą i omegą: odpowiadał tu za wszystkie instrumenty, wokale, nagranie, produkcję i miks, jak też za kompozycje i oczywiście aranżacje. Tym razem jednak w bogatym instrumentarium zaplanował sobie jeszcze „żywy” saksofon i trąbkę, które oddał we władanie nijakiemu Jose oraz akordeon obsługiwany przez Leona La Grosse. I to partie tych trzech instrumentów wywarły znaczący wpływ na brzmienie „Nom D’Une Pipe!”. Choć podkreślić należy, że PENSEES NOCTURNES to przede wszystkim Vareohn (którego odnaleźć możemy poza tym w mniej znanych francuskich hordach WAY TO END i VALHOLL) – to jego chora, potępieńcza sztuka, wykwit genialnego(?), acz skorodowanego i szalonego umysłu. Bo na „Nom D’Une Pipe!” po raz kolejny nie oszczędził on swoich słuchaczy! Stworzył płytę ocierającą się o geniusz, ale chyba skazaną na niezrozumienie, wyśmianie, potępienie, dla której słowem kluczem jest „dekadencja” lub „awangarda”. To jakby aktualny raport stanu umysłu twórcy, szalona odpowiedź i trawestacja jego sposobu postrzegania francuskiej (i nie tylko) muzyki i przełożenie jej na black metal. Do swojego muzycznego kotła Vaerohn próbuje wrzucić bardzo dużo, a pojęcie artystycznego dysonansu nie ma tu najmniejszego zastosowania. Mamy tu swoistą dyskusję z francuską muzyką popularną gdzieś od początku XX wieku: z muzyką uliczną, muzyką z zatęchłych francuskich kawiarni czy kabaretów, romans z jazzem (tego ponoć będzie więcej na następnym albumie Francuza), muzyką klasyczną (a zazwyczaj w takich razach, dla zachowania miary, zwykłem pisać „muzyką filmową”) i pewnie kilka innych pomniejszych inspiracji, które umykają nam – nie-Francuzom. Aranżacyjnie też jest przebogato: usłyszymy trąbkę, akordeon, saksofon, sekcję smyków, sekcję dętą i wiele(!) innych instrumentów. Gwoli uczciwości dodam, że duża część z nich w rzeczywistości wyszła „spod palca” Vaerohna (najwyraźniej to słychać w przypadku sekcji dętej, dużo mniej w wypadku smyków), co w niczym jednak nie odbiera aranżacyjnego wyczucia i talentu twórcy. Wszystko to jest okrasą dla absolutnie szalonego blackmetalowego grzania pełnego psychodelii i potępieńczego wycia. „Znawcy” mówią na to „Avangarde Neoclasical Black Metal”. Nawet jednak po wielokrotnym spotkaniu z PENSEES NOCTURNES nie odłożyło mi się za wiele wwiercających się w mózg melodii, a te, które zostały, nie należą chyba do Vaerohna, bo ten nie boi się na potrzeby swojego pokręconego black metalu przetwarzać melodii z zapomnianych francuskich kabaretów(?) – ewentualnie stylizować swoje motywy na takież. Przekształca w rozhuśtany black metal nawet pozytywkę! Jedyne prawdziwe zastrzeżenie mam zaś do „czystych”, operetkowych, bas-barytonowych wokali w stylu Garma z ARCTURUS, które trącą zwyczajnym, banalnym fałszem. Tylko nie wiem, czy ów – pasujący w pewnym sensie do całości – fałsz jest nieudolnością, czy raczej zaplanowaną częścią ogólnej kakofonii, w którą przeradza się czasem muzyka PENSEES NOCTURNES. Słuchając wykwitów tej wypaczonej muzycznej imaginacji zastanawiałem się tylko czasem nad sensem i celem owych trawestacji: jest nim chyba profanacja, ale być może „tylko” przełożenie, przetłumaczenie na piekielny dialekt ułamka muzyki francuskiej. W porównaniu z poprzednimi wydawnictwami PENSEES NOCTURNES na „Nom D’Une Pipe!” mamy kontynuację z jednoczesnym odchyleniem wskazówki w stronę jeszcze większej wolności muzycznej i zerwania z „blackmetalową poprawnością”: a więc mniej partii metalowych, więcej wtrętów obcych. W porównaniu z ostatnią płytą Vaerohn zrezygnował całkowicie z użycia na przykład kościelnych organów i ogólne proporcje użytych środków przemieściły się w inne rejony. Jednak kolejny raz wmiksował między niektóre fragmenty nieistniejącą(?), entuzjastyczną publiczność (co mnie nie za bardzo się podoba). Vaerohna nie pęta już żadna konwencja. Tylko co na jego kabaretowe, „bałkańskie”, cyrkowe czy defiladowe wstawki powiedzą jego czarni bracia w wierze? A niektórzy pewnie zachwyceni nie będą! Nie wiem, jaki jest jego stosunek do odbiorcy (jego wytwórnia celuje raczej w starannych, gadżeciarskich, limitowanych wydaniach dla kolekcjonerów), ale może jednak Vaerhorn zrobił album „Nom D’Une Pipe!” wyłącznie dla siebie? Ci bowiem, którzy po nią sięgną, zrobią to na własne ryzyko. [Herr B.]

Pensées Nocturnes, pnrecords@free.fr; www.pnrecords-music.com
Ladlo Prod., Gerald Milani, 19 Le Vau Brunet, 49270 Champtoceaux, France; prod@lesacteursdelombre.com; www.lesacteursdelombre.net/productions, www.myspace.com/ladloproductions