PETER DOLVING Thieves And Liars `12

PETER DOLVING jeszcze do niedawna zasilał szeregi szwedzkiego THE HAUNTED. Nagrał z nimi kilka porządnych albumów oscylujących wokół thrash metalu i hardcora. Po latach odszedł z zespołu (nie pierwszy zresztą raz), by powrócić na scenę ze swoim debiutanckim solowym albumem. I tu mała niespodzianka – stylu poprzedniej kapeli na próżno szukać na tym krążku. Dla zagorzałych fanów THE HAUNTED dźwięki zawarte na płycie „Thieves And Liars”mogą okazać się niestrawne. Na album składa się eklektyczna mieszanka styli i gatunków z pogranicza rocka i tylko doprawionych nieznacznie metalowymi naleciałościami. Peter zagrał na wszelkich instrumentach, posiłkując się kolegą (Per Möller Jensen) z byłego zespołu na perkusji, a w studiu pracowali z uznanym producentem Tue Madsenem. Efekt? „Thieves And Liars”jawi się jako hołd i trybut złożony dla inspiracji muzycznych Dolvinga. Płytę rozpoczyna utwór lekko eksperymentalny w formie. Sprzężenia, rozmyte tło, dysonanse. Czuć klimat new wave i alternatywnej sceny rockowej. Dziwna rzecz, ale hipnotyzuje słuchacza i każe doczekać do końca i posłuchać reszty. W „Hands on” wyraźne są fascynacje rockiem z lat 70-tych, brudnym bluesem jak w „Sunday morning”, gdzie mamy świetne partie gitar czy też w „My will to die”. I tak już jest do końca. Każdy utwór ma coś w sobie. Czasem jest to brzmienie jak np. w „Cocksucker blues”, gdzie linia wokalu zlewa się mocno z gitarami, czasem są to połamane rytmy jak w schizofrenicznym czy może klaustrofobicznym „One sweet moment”, gdzie Dolving sączy swoje słowa niczym truciznę w nasze żyły. Panowie też potrafią poeksperymentować – zagęszczona struktura partii instrumentalnych w „Ordinary folk” czy też paru innych utworach przywodzi skojarzenia z KING CRIMSON lub neo progowymi kapelami. Mało tego, momentami natkniemy się na muzyczne improwizacje czerpiące jakby z estetyki Mike’a Pattona czy też Johna Zorna (mrocznie jazzujący „No solicitors”). Czasem mamy zabrudzone brzmienia i lekko industrialne, kojarzące się lekko z eksperymentalną sceną niemiecką, naleciałości przez co albumnie jest nudny, przewidywalny i ma swój charakter. Słowem podsumowania, „Thieves And Liars”to bardzo ciekawa płyta i słuchając jej coraz bardziej uzależnia. PETER DOLVING ukazuje tu swoje mało znane oblicze, które okazuje się być ciekawą próbą pokazania innego, myślę bardziej dojrzałego spojrzenia artysty z Gothenburga na muzykę. I choć nie jest ten album objawieniem ani rewolucją w muzyce, gdyż dużo tu zapożyczeń od innych twórców, nie można zarzucić mu kopiowania. Jest to raczej próba spojrzenia na muzykę i jej gatunki okiem pana Dolvinga, który muzykuje i jeździ po świecie już 20 lat. Ja łyknąłem i z każdym przesłuchaniem odkrywam na płycie „Thieves And Liars” coś frapującego. Póki co słucham i czekam na więcej. [darkuss3]

 

Peter Dolving, www.myspace.com/dolving