Polaris #1 `01

polaris.1„POLARIS” #1
`01 (A4/30s./xero/7zł)

 

„Polaris” #1 to najgorszy debiut, jaki kiedykolwiek czytałam. Jest nawet słabszy od „Distant Dream”, bo tamten zine przynajmniej był w miarę poprawnie i estetycznie złożony. Ten zaś wygląda tak tradycyjnie, że aż mnie odrzuca na kilometr. Tekst maszynowy, wyklejanka, itd., ale wszystko to stoi na cholernie niskim poziomie. Nawet jeśli Max wziął się za taką robotę choćby z sentymentu do czasów sprzed epoki komputera, mógł zadbać o uniknięcie śmiesznych błędów ortograficznych i literówek czy ręczne dopiski, ponieważ takie rzeczy tym bardziej dyskwalifikują wizerunek „Polarisa”. We wstępie kolega Opaliński zażartował sam z siebie, że chce mu się wymiotować, jak patrzy na efekt swojej pracy, ale tak naprawdę jest w tym sporo racji. Owszem, debiutanci dopiero się uczą i w ogóle, jednak bez przesady, gówniane opakowanie nie może zwiastować błyskotliwej zawartości. W #1 znalazło się zaledwie sześć rozmów, na szczęście z zespołami o dużym rozrzucie stylistycznym, więc pozornie o tyle jest ciekawiej. Do numeru udało się wprawdzie pozyskać tak wielką grupę jak YATTERING, ale szczerze mówiąc bardzo rozczarowały mnie zupełnie pozbawione charakterystycznej pasji odpowiedzi Świerszcza. Co prawda same pytania były typowe i nudne, jednak oprócz tego wyczuwam, że po prostu przestało mu się chcieć udzielać wyczerpujących wywiadów, którymi jest już trochę znudzony. Z tego wszystkiego na wysokości zadania stanął tylko Maniek z MISTERII, którego wielce urokliwe poczucie humoru rozwala chyba każdego, a mnie na pewno. Inną pomyłką są króciutkie artykuliki o trzech krajowych firmach (niby są o ich ofercie wydawniczej i dystrybucyjnej, ale zupełnie pozbawione faktów w treści,) jakaś „Kronika policyjna” (pomysł znany z innych pisemek) oraz biografie TRAUMY i KRABATHORa (myślę, że nawet najmłodsi fani, którzy choć trochę interesują się death metalem, doskonale znają historię tych grup). Lektury nie urozmaicają także zbyt pobieżne recenzje. Z tego wszystkiego najciekawsze wydają się relacje z lokalnych koncertów. Cóż, jak tak o tym myślę, to się nawet cieszę, że ten „Polaris” jest taki skromniutki objętościowo, bo większej ilości miernoty chyba bym nie przetrawiła. [Kasia]

„Polaris”, Max Opaliński, P.O.Box 82, 68-200 Żary