Polaris #2 `02


Image„POLARIS” #2
`02 (A4/24s./xero/5zł)

Image

 

Jeśli tak dalej pójdzie, „Polaris” zyska niechlubne miano najmarniejszego zina w kraju. #2 prezentuje się nad wyraz mizernie – zaczynając od jeszcze bardziej ubogiej objętości niż debiut (przy większej cenie), czego naturalną konsekwencją jest mała ilość wywiadów i recenzji, a na niezbyt wysokim poziomie materiałów kończąc. Wprawdzie Maxowi udało się pozyskać do pisma kilka znaczących od wielu lat na scenie postaci, jednak to o niczym nie świadczy. Podam dwa przykłady. Szkieletor z „FUCKIN BITCH” potraktował poważne pytania np. o katolach dosyć olewawczo, gdyż zamiast udzielić konkretnych odpowiedzi, nieustannie coś bzdurzył o zabijaniu ludzi siekierą i – co jest dla niego charakterystyczne – cytował fragmenty jakichś piosenek – być może zarazem w ten sposób chciał zatuszować swoją mniejszą ostatnią aktywność w podziemiu, o czym doniósł dopiero na odchodnym. Podobnie niestety na wysokości zadania nie stanął ktoś z LUX OCCULTA (a niejeden fan mógłby się niezdrowo podjarać obecnością tak dużej kapeli w takim zinku) – z całym szacunkiem dla niego, ale jednak tak naprawdę tylko Jarek byłby osobą kompetentną, a ten właściwie nie miał nic ciekawego do powiedzenia.  Zresztą ogólnie ta rozmowa jest już mało aktualna i ma znikomą wartość informacyjną, a poza tym przypominają mi się w tym momencie sławetna recenzja Krzyśka z „Arachnopchobii” – nomen omen – „Distant Dream”, w której debilami nazwał tych, co pytają jeszcze o określenie „occult metal” (lub o Church Of Bull), a więc objawił się nam kolejny kretyn, mili państwo. Zdumiewająco brzmią w tym kontekście słowa Andy`ego w znów „nieświeżym” wywiadzie z DAMNABLE (miał być w #1), który chwali pana edytora za rzekomy profesjonalizm. Ponoć części planów nie udało mu się zrealizować w tym numerze, ale przecież potencjalnego czytelnika nie obchodzą zamiary, tylko efekt, a ten mieści się z zaledwie 7-miu niekoniecznie długich rozmowach. Nie lepiej jest z recenzjami – nie dość, że jest ich niewiele, to jeszcze przewijają się wśród nich stare materiały, które chyba każdy zainteresowany metalowiec zdążył poznał i nie potrzebuje już rekomendacji. Muszę jeszcze zaznaczyć, że dość znacząco zmienił się styl pisania kolegi Maxia. Jego towarzyskie pogawędki z kapelami mają w sobie więcej luzu i są ubarwiane wręcz pijackimi, że się tak fantazyjnie wyrażę, jajcarskimi lub po prostu głupimi pytaniami typu: „pijesz czasem mocz do obiadu?”, „palisz papierosy?”, „jeździsz na deskorolce?”, „uprawiasz ogródek działkowy?” (współczuję kolesiowi z BRAQUEMARD, na którego tu padło). Dziennikarskiego kunsztu próbuje sobie dodać wstawkami pokroju: „echhh, pewnie chuja rozumiecie” i w ogóle chce być very cool Przykładowo słabiutka relacji z koncertu (opatrzona jednak ładną fotką MISTERII) zakrawa o alkoholowe perturbacje i użalanie się nad sobą, jaki ja to byłem najebany i czegoś tam nie widziałem, a przywodzi mi to na myśl raporty Sivego z nieodżałowanego „Eligor`a” – może szanowny autor zapomniał, czy przeleciał tę znajomą kobiałkę, jak już z nią wyszedł na „rejon zewnętrzny”? Na tej samej zasadzie nie wiem, jak mam rozumieć okładkę, na której obok świetnych czaszek zostało wetknięte zdjęcie mr Opalińskiego obalającego kolejne litry piwska – tak jakby to był co najmniej punkt honoru. Jednak najbardziej drażni mnie w „Polaris`ie bardzo wyraźne inspirowanie się „Wolfpack`iem” – dowodem na to niech będzie pisownia „Traszemol”, prześmiewczy artykuł „Ludzie listy piszą”, identyczny jak „Dam, co mam, za 50 złotych” z #100 w/w periodyku bądź akurat chybiona sonda „Pozerem być” (tylko trzy komentarze), która w swoim założeniu miała piętnować prawdziwych blekowców. Owszem, popieram bazowanie na dobrych wzorcach, ale wtórność doprawdy mi nie imponuje – nawet by krytykować wszystko, co popadnie, trzeba mieć trochę własnej inicjatywy, a nie żerować na tematach już oklepanych i szukać tanich sensacji. Ba, nawet tekst o tym, co się może dziać z ciałem po śmierci, śmierdzi mi trendem, tyle że tym razem grind/gore`owym. Jedyny pozytyw jest taki, że poprawiła się szata graficzna, która została staranniej opracowana i jest lepiej przemyślana – maszyna poszła do lamusa i tekst został wystukany na komputerze, niemniej opcji sprawdzania błędów ortograficznych Max już nie raczył wykorzystać („papierz”, „młodzierz” itd.). A tak poza tym miejsce „Polaris`a” jest co najwyżej w śmierdzącym kuble na odpadki. [Kasia]

„Polaris”, Max Opaliński, P.O. Box 82, 68-200 Żary; tel. 0692118022