POMBAGIRA Maleficia Lamiah `13

CD/LP `13 (Black Axis Rec.)
Ocena: 4,5/6
Ocena: 1,5/6
Gatunek: sludge/doom metal, stoner

Czas leci zaskakująco szybko. „Maleficia Lamae” to już piąte wydawnictwo POMBAGIRA, a większość z Was pewnie nawet nie słyszała o tym niezwykłym tworze dowodzonym przez Petera Gilesa. Na twórczość tej grupy natknąłem się kiedyś przypadkiem, śledząc projekty muzyków NAPALM DEATH i znajdując perełkę w postaci UNSEEN TERROR, gdzie Giles szarpał za cztery struny. Nie będę udawał, że znałem UNSEEN TERROR wcześniej, choć wiem, że powinienem. Zmilczę też fakt innych grindowych projektów artysty, bowiem POMBAGIRA to muzyka kompletnie odległa od wszystkich wspomnianych tu nazw. Osadzona tak głęboko we wczesnych latach 70-tych, że czasem nie sposób uwierzyć, że album „Maleficia Lamae” miał premierę kilka tygodni temu. Duet Pete i Carolyn (za bębnami) zabierają nas w psychodeliczną podróż do czasów, gdzie BLACK SABBATH dopiero próbował ogarnąć salę prób, a szczyty popularności święciły grupy w kolorowych koszulach grające na tle slajdów z rzutnika. Nie ma jednak co ukrywać, jeśli lubicie granie retro, a Wasza wyobraźnia muzyczna lubi dalekie podróże, to płyta, jak znalazł. Dwie kolosalne, rozbudowane kompozycje: „Maleficia Lamiah” i „Grave Cardinal”, obie trwające blisko po 20 minut, to wyzwanie dla przeciętnego słuchacza, tym bardziej, że całość została oprawiona odpowiednio brudnym, zamulonym brzmieniem, wraz z obowiązkowo cofniętym za instrumenty wokalem. Nie sposób ogarnąć za jednym razem wszystkich pomysłów i rozwiązań, jakimi naszpikowano obie kompozycje. Wraz z każdym odsłuchaniem odnajduję nowe smaczki, jednocześnie z rosnącym zaskoczeniem odkrywając, że całość z każdym razem coraz bardziej mnie się podoba. Jak dla mnie, „Maleficia Lamae” to najlepszy krążek grupy POMBAGIRA i pozycja obowiązkowa dla miłośników stonerowo-psychodelicznego grania. [Shadock]

Takiej muzy, jaką na płycie „Maleficia Lamae” gra POMBAGIRA, nie znoszę. Jakiś alternatywny doom metal, ni to doom, ni to rock, pewnie do szuflady tzw. post metalu (tfu!) możnaby ich wrzucić, chociaż ja tam nie wiem, nie moja to bajka, pardon, szuflada. Nudzę się słuchając tego materiału. Ziewam, a oni biją w sabbathowskie nuty, płyną, wręcz się rozpływają. Próbowałem wiele razy wgryźć się w ten album i nie dałem rady. To nie tyle, co jest ciężkie, co ciężko tego słuchać. Wszystko w wolnych tempach, ale brak tu ikry, choć nie jest to jednostajne, to takie się odnosi wrażenie słuchając płyty „Maleficia Lamae”. Jest ona jałowa, pusta. Miast depresji się nabawić, raczej zasnąć idzie. Sorry, nie mam siły na dłuższe słuchanie tej pani i tego pana z POMBAGIRA, tej pary. [von Mortem]

Pombagira, www.reverbnation.com/pombagira
Black Axis Rec , ams@blackaxisrec.co.uk; www.blackaxisrec.co.uk