PYORRHOEA Demo 2002

No proszę, tego się nie spodziewałem, heh. Pieżu Band, heheh. A tak poważnie, to znany tu i ówdzie z Masterfula Andrzej Papież całkiem nieźle radzi sobie jako wokalista w brutalnej kapeli. Tak, PYORRHOEA to brutalne grzańsko. Na poziomie – trzeba dodać. Panowie wiedzą jak posługiwać się instrumentami, no i robią całkiem fajne numery. Osobiście, bardzo miło mi się słucha „Demo 2002”. Materiał jest raczej szybki, choć tradycyjnie zdarzają się tempa średnie, wolnych raczej nie ma, to samo zresztą tyczy się opętańczo szybkich motywów. Znalazło się też miejsce dla odrobiny melodii. Jak już wspomniałem – niektóre pomysły są naprawdę świetne, choć rewelacji tutaj żadnej nie ma. Jest też jeden motyw, który mi się cholernie nie podoba, heh, ale to drobny szczegół, podobnie jak i tytuł szóstego kawałka, czy outro, nawiasem mówiąc zatytułowane „Pigsty End”… można się domyślić o co chodzi, dodam jeszcze, że jest to często wykorzystywany motyw i mi osobiście się przejadł, można było sobie to darować. Oczywiście muszą być też klasyczne introdukcje, które jednak są dość krótkie, na pewno nie dłuższe od samych kawałków, co często się zdarza. Całość trwa mniej niż 15 minut, więc wchłania się bez problemów. Warto poruszyć jeszcze kwestię brzmienia – Hertz Studio. I wszystko jasne, heheh. Dodam, że dysponuję wersją bez masteringu, a brzmi to naprawdę świetnie. Ogólnie – bez rewelacji, choć jest kilka fajnych motywów i całkiem przyjemnie się tego słucha. [Mirek]

Pyorrhoea, pyorrhoea@pyorrhoea.org; www.pyorrhoea.org