QUO VADIS, CRYPTIC RITES – 5.12.2008, Szczecin

ImageXX-lecie QUO VADIS:
QUO VADIS, CRYPTIC RITES
5.12.2008, Szczecin, „Słowianin”

Wyjechałem z Warszawy ok. 6.00 rano, więc będąc w Szczecinie koło południa miałem trochę czasu na spotkanie ze starymi kumplami. Jednak zegar odmierzał czas nieubłaganie i trzeba było w końcu stawić się pod „Słowianinem”. Zainstalowałem się w kanciapie QUO VADIS i po małym piwku udałem się na rekonesans. Minęły długie lata, odkąd ostatnio byłem w tym klubie. Może nawet ze dwie dekady? Tak czy owak miniony ustrój minął, a „Słowianin” jak stał, tak stoi. Na miejscu spotkałem kolesi z supportującego QUO VADIS zespołu CRYPTIC RITES, potem namierzyłem jeszcze opojów z WISHMASTER i już było dobrze. Skaya biegał jak poparzony od jednego do drugiego. Z tym piątka, z tym fotka, tu autograf, tam „coś tam”, próba, set-listy… Znalazł jednak trochę czasu, by wręczyć mi garść kaset, płyty i poznać mnie ze swoją uroczą (przyszłą) małżonką (zdrowia, szczęścia młodej parze!). Powiedział mi też, że jest na zgon zmęczony, bo mieli przed tym koncertem próby po cztery godziny. Codziennie. W różnym składzie. Tak, tak! Na to XX-lecie zaaranżowano sprawy w taki sposób, że na scenie pojawili się wszyscy dotychczasowi członkowie zespołu! No, ale po kolei…

Tymczasem na świętych deskach „kultowego” klubiszcza swój koncert rozpoczął stołeczny CRYPTIC RITES. Chłopaki byli od kilku miesięcy bardzo podjarani tym występem, a teraz, widząc kilkaset osób, jakie tego wieczora zjawiły się w „Słowianinie”, trochę zmiękli. To nie Warszawka, panowie! Tu przychodzi więcej niż parunastu znajomych na gig lokalnej kapeli! Początek ich występu był statyczny, niemrawy i jakiś taki bezjajeczny. Szczecińscy maniacy chyba zauważyli, że coś jest nie tak, bo również „z bezpiecznej odległości” oglądali początek koncertu. Po trzecim chyba numerze coś się zmieniło. Warszawiacy zaczęli się trochę ruszać, siekli cover SODOM „Remember The Fallen”, który mnie się nie podobał, ale publiczności owszem. Zaowocowało to konkretnym młynkiem pod sceną i większym zainteresowaniem wśród gawiedzi. Dalej było już dobrze. CRYPTIC RITES zapodał numery z debiutanckiej demówki (w sumie to „Advance”), kilka nowych, bardziej rozwiniętych kompozycji i zakończył swój gig w naprawdę porządnym stylu. A co tam! Chłopaki mogą odfajkować swój najlepszy koncert w historii, bez względu na pojedyncze, przez nikogo nie zauważone „kapy”. Jednak widząc ich gig, mam wrażenie, że tym razem byli nieco przygaszeni… Bo wokalista to ruchliwy gościu, miał gdzie biegać, a nie biegał, Niedziel też się oszczędzał… Niemniej wyszło dobrze i ogromna w tym zasługa szczecińskiej gawiedzi!

Czekając na gwiazdę wieczoru, rozsiadłem się wygodnie z tyłu, zamiast kręcić młynki pod sceną. Cóż, niestety dopadła mnie odnowiona kontuzja stawu skokowego, każąc mi kuśtykać, zamiast normalnie chodzić. Ech! Szkoda gadać!

ImageSkaya i spółka nie bawili się w żadną wydumaną scenografię, pirotechnikę czy efekt wizualny. Zdobyli szacun czymś innym… Koncert QUO VADIS rozpoczęły najnowsze numery zespołu z nienagranego jeszcze materiału. I właśnie te kawałki interesowały mnie szczególnie, jako że byłem ciekaw, czy zapewnienia Tomka, że nowa płyta będzie bardziej thrashowa, mają swoje pokrycie w rzeczywistości. No nie wiem. W sumie było w nich dużo klimatu albumu „Babel”, który też ma kopa (niektórzy twierdzą inaczej), lecz odpowiedź na pytanie, co tam QUO VADIS tym razem zmajstruje, da następny krążek. Następnie cofnęliśmy się nieco wstecz, do płyty „Babel” właśnie. Utwory „Dominus” i chyba „Judasz” porwały większość zgromadzonych. Pod sceną się gotowało, a ja siedziałem i patrzyłem. Szlag mnie trafiał, że nie mogłem wskoczyć w środek młynu! Dalszy ciąg koncertu to oczywiście cofanie się do początków. Poleciały numery z materiałów „Król”, „Po”, „Uran”, „Test Draizea”, „Politics”. Amok spowodowały jednak numery z debiutanckiego krążka „Quo Vadis” (może to jakaś aluzja co do kierunku, w którym zmierza grupa, co Skaya?). „Trzy Szósteczki” – pogrom! Przed słynnym coverem MAANAAM – „Kocham Cię, Kochanie Moje”, Skaya zaskoczył wszystkich prosząc Kasię o rękę. „Sto lat!” – buchnęło z kilkuset gardeł, a wojna na scenie trwała w najlepsze. Był nawet numer „Rzeźnik” z „Demo’ 88” – totalne zaskoczenie (nawet pomimo faktu, że set-listę znałem długo przed koncertem), było „Pretty Woman” (tylko dlaczego dwa razy? mało to QUO VADIS ma swoich, zajebistych numerów?), była też kibolska przyśpiewka na koniec. Muszę zapytać Skayę, czy jeśli zagrają w Poznaniu, to zagrają hymn Pogoni Szczecin! W sumie to chyba nic takiego, jako że kibole na koncerty raczej nie chadzają. Patent z grą na dwa zestawy perkusyjne wypadł naprawdę wspaniale. I nie chodzi o kwestię techniczną, ale samo nagłośnienie tych beczek. Dosłownie wątroba podskakiwała od stop i kotłów. Fantastyczne. Był też epizod z trzema gitarami, przy czym wszystko brzmiało dość selektywnie, czego nie spodziewałbym się w klubie o takiej kubaturze. Sprzęt i obsługujący go ludzie, w parze z wybornymi muzykami, zrobili swoje. Na koniec jeszcze raz wszyscy muzycy QUO VADIS pojawili się na scenie, gromkie sto lat i… koniec. Ze zdziwieniem i niedowierzaniem patrzyłem na zegarek. Była 21.30. Ludzie z wolna wychodzili z klubu. To koniec? Jak się okazało nie!

Koncert się co prawda skończył, ale „Urodziny QUO VADIS” dopiero miały się zacząć! Tak, tak, zaproszeni goście przenieśli się do osobnej sali, gdzie czekał suto zastawiony stół: bigos, pieczone kurczaki, spaghetti, grochówka, żurek, wędlinki, sery, pieczywo, ogóry, oraz… bimber, gorzała (Quo-Vódis), piwo i naturalnie doskonały tort! Skaya musiał się czuć jak „pan młody” na weselu – większość z kilkudziesięciu osób po kilku głębszych „ma bardzo ważną sprawę”, musi pogadać, pocukrować itepe. Ot, dola jubilata:-)! Reszta to już historia.
Impreza była przednia, gospodarz(e) na poziomie, super atmosfera (Miłosz, za co Ty w końcu chciałeś lać tego gościa, bo nie pamiętam:-)). Dość powiedzieć, że o piątej rano wsiadłem w pociąg powrotny i pomimo kurewskiego bólu tej cholernej nogi, nie żałuję ani chwili z tego spotkania. Skaya! Czekam na zaproszenie z okazji ćwierćwiecza QUO VADIS!!!

 

[Adrian]