RAGEHAMMER The Hammer Doctrine `16

CD `16 (Pagan Rec.)
Ocena: 4,5/6
Gatunek: thrash/black metal

Jeśli przyjąć, że rację miał inżynier Mamoń wygłaszając w „Rejsie” słynne zdanie: „mnie się podobają te melodie, które już raz słyszałem”, to RAGEHAMMER stanowi najdoskonalszą muzyczną ilustrację tej tezy. Jednak mając do wyboru wysiloną oryginalność lub szczerą muzykę opartą na znanych i sprawdzonych patentach, zdecydowanie jestem za tą drugą opcją. Na wypadek gdyby ktoś jeszcze nie kojarzył, co to ten RAGEHAMMER, informuję, że to krakowski kwartet wokalno-instrumentalny, hołdujący najlepszym wzorcom black/thrash metalu z lat 80-tych ubiegłego wieku, gdy świat był prostszy do ogarnięcia, a muzyka miała po prostu kopać po ryju. Zgodnie z tą konwencją „The Hammer Doctrine” – debiutancki pełnoczasowy album zespołu – dostarcza skoncentrowaną 40-minutową dawkę sonicznej agresji, dla wygody słuchacza podzieloną na 9 opusów. Już pierwszy w kolejce „First Wave Black Metal” pokazuje pomysł krakowian na skopanie słuchacza – rozpędzona sekcja rytmiczna z wyraźnie słyszalnym basem, jadowite gitarowe riffy i wieńczący całość wokal lokujący się gdzieś w okolicy starego niemieckiego thrashu. Kolejne strzały mkną do przodu równie raźno co wyposzczony metalowiec w stronę monopolowego, choć od czasu do czasu pojawiają się też bardziej marszowe patenty („Warlord’s Fall”), a nawet odrobina melodii („Knives”). Na deser dostajemy cover szlagieru Krzysztofa Klenczona i Trzech Koron, zgrabnie przerobiony na metalową modłę i nie odstający stylistycznie od pozostałych numerów mimo leciwości pierwowzoru. Mocną stroną RAGEHAMMER jest też brzmienie materiału wykręcone przez niezawodnego M. w No Solace Studio: całość brzmi organicznie i selektywnie, nie dając przy tym po uszach plastikiem. Co ważne mimo nagromadzenia tych wszystkich patentów, które już tyle razy słyszeliśmy w wykonaniu innych zespołów, nie czuję się tutaj jakbym zwiedzał skansen czy obcował z grupą rekonstrukcyjną „zamierzchłe dzieje black metalu”. Z tej muzyki bije taka szczerość i pasja, że zamiast rozkładać zawartość płyty na czynniki pierwsze ma się jej ochotę po prostu słuchać. Jedyna drobna sugestia dotyczy niedoboru polskojęzycznych tekstów na albumie; swojskie wersety jakoś bardziej mi do RAGEHAMMER pasują, a „Wróg” to jeden z ich najlepszych utworów i byłoby miło gdybyśmy dostali takich przebojów więcej. Po dotarciu do końca „The Hammer Doctrine” odczuwam nieodpartą chęć wciśnięcia „repeat” w odtwarzaczu i to jest widomy znak jakości „Doktryny Młota”. Ujmując rzecz słowami Heretik Hellstörma kończącymi płytę: „do zobaczenia w piekle”! [Michał Pawełczyk]

Ragehammer, www.last.fm/music/Ragehammer
Pagan Rec., info@pagan-records.com; www.pagan.records.com