RAIN DELAY We Forget `08

ImageImage RAIN DELAY „We Forget”
CD-R `08 / CD `08 (Mr. Metal)

Image

 

Z serbskim RAIN DELAY jest trochę jak z rosyjską super-produkcją filmową „Volkdov”. Imponująca kampania promocyjna, próba zrobienia z obrazu wydarzenia (u mnie w mieście jeszcze przed premierą nad kinem wisiał wielki baner reklamowy), a już po pierwszych kilku scenach człowiek zastanawia się, czy nie pomylił sal kinowych. Bo coś zamiast dziełem, zalatuje kiczem. RAIN DELAY to kapela, której kawałek promował jeden z serbskich filmów (wyobrażacie sobie coś takiego u nas?), zalicza u siebie wszystkie możliwe festiwale i supportowała KATATONIĘ. Kiedy przeczytałem potem w notce biograficznej, że muzyka tej grupy to miksutra OPETH, SATURNUS, BURST, POISON THE WELL, FAITH NO MORE i CHIRSA REA (sic!), zastanowiło mnie, czy nie pisała tego przypadkiem osoba z otępiałym słuchem. Cholera, ja, zamiast jakiegoś zbawcy metalu, słyszę na „We Forget” raczej zespół nie wiedzący, co właściwie chce grać. Właściwie mamy tutaj mieszankę metalcore’a z domieszką deathu. Najgorsze w tym wszystkim są wokalizy. Męski growl należy do gatunku tych, których nie znoszę, czyli przypomina bardziej odgłos mojego odkurzacza, gdy coś go zapcha. Towarzyszący mu kobiecy głos woła już o pomstę. Dawno nie słyszałem tak płaskiego, bezbarwnego wokalu! Instrumentaliści RAIN DELAY też nie zaskakują niczym szczególnym. Ot, panowie raz ostro grzeją, innym razem starają się grać łagodniej i melodyjniej. Łącznie wszystko razem brzmi okropnie i z powodzeniem kandyduje do miana „najsłabszej płyty, jaką niżej podpisany recenzent słyszał”. „We Forget” to świetny prezent dla dokuczającego nam kolegi z pracy/szkoły. [Jacek Walewski]


Rain Delay, saradora3@gmail.com; www.myspace.com/raindelay