RAVENDUSK: Nowy świt dla Kruków – 25.02.2007

Image


Wstyd, że taki zespół jak RAVENDUSK do tej pory boryka się z problemami
dotyczącymi swoich płyt, na znalezieniu jakiegokolwiek wydawcy począwszy.
Mam wrażenie, że krajowi wydawcy są głusi albo za bardzo tępi, by wypromować,
na własną korzyść, grupę nie odbiegającą poziomem wykonywanej muzyki
od światowych tuzów black metalowej klimatycznej sceny. Oto przed Wami polska
riposta na CRADLE OF FILTH i DIMMU BORGIR – i stwierdzam to bez jakiejkolwiek
przesady… Na pytania odpowiada wokalista zespołu Marcin Górniak…


Witaj! „Astroblack” dostaje sporo pozytywnych recenzji, jednak do tej pory nie podpisaliście kontraktu na płytę… Nigdy nie grzeszyliście banalnością w swoich kompozycjach, więc trochę nie rozumiem tego stanu rzeczy. Wasi ziomkowie z Ani Mru Mru stwierdzili, że trzeba kogoś wielkiego w dupę kopnąć, żeby się los odmienił. Próbowaliście?

Oczywiście, że tak! Przy promocji „Astroblack” szczególnie mocno próbowaliśmy, może nie kopać, ale na pewno ugryźć kogo trzeba hehehe. Zresztą po raz kolejny dostaliśmy dowód na to, że na muzykach sceny alternatywnej przede wszystkim zarabia się niewielkie pieniądze, ale jednak, tylko jest jedno ale… Odbywa się to kosztem finansowym kapel, nie ma woli zainwestowania w zespół, no chyba że on sam wyda parę tysiaków na nagranie w dobrym tzn. drogim studiu, a potem to już tylko obietnice promocji i tym podobne bzdury… Powiem szczerze, że strach pomyśleć, ile wartościowych grup szlag trafił poprzez problemy finansowe związane z nakładami promocyjnymi.

Image

Marcin

Zapytam o Wasze początki. Powstaliście w 1997 roku, po jakimś czasie zebraliście trochę kasy i nagraliście pierwsze demo „Tears Shall Burn”, które podobno nie doczekało się porządnej promocji i dzięki temu przepadło w natłoku innych wydawnictw…

Hm… Masz absolutną rację. Przyczyną tego stanu rzeczy (mam na myśli „Tears Shall Burn”) był – lekko powiedziawszy – brak pewnego rodzaju doświadczenia względem wypromowania nas samych. W konsekwencji czas uciekał i materiał praktycznie jest nieznany. A trzeba przyznać, że wprawdzie stylistycznie nieznacznie odbiegał od tego, co robimy teraz, ale bronił się sam. Kurcze, zresztą myślę, że wszyscy teraz inaczej byśmy podeszli do tego; sądzę, że RAVENDUSK nigdy nie miał szczęścia do osób, które mogłyby bądź chciały wykorzystać swoją praktykę dotyczącą dobrej znajomości sceny.

Z promocją następnego materiału poradziliście już sobie trochę lepiej. Mało tego, nawet znaleźliście wydawcę, który w 2002 roku wydał Wam to na CD. Nie była to jakaś wielka wytwórnia, ale pokładałeś sporą nadzieję w kontrakcie ze Słowakami. Jak teraz podchodzisz do tej sprawy? Chyba nie było tak źle, bo jak ostatnio sprawdzałem, Wasz materiał został wyprzedany, więc jakieś zainteresowanie musiał wzbudzić… Z drugiej strony jednak i tak mało było słychać o Was wtedy w podziemiu…

To jakieś fatum:-). Tak na poważnie… Metal Age należy do większych alternatywnych, metalowych wytwórni w Europie Wschodniej i na pewno udało się im zrobić parę rzeczy, a mianowicie przez chwilę zaistnieliśmy w prasie muzycznej ogólno-europejskiej, gdzie zdobyliśmy około 30-40 pozytywnych recenzji w najbardziej znanych zinach itp., ale muszę przyznać, że Metal Age nie zapewnił formalnego wsparcia, zero koncertów, a już o takich śmiesznostkach jak koszulki nie wspomnę. Ale największym zaniedbaniem, jakiego się dopuszczono, to jak zwykle scena polska, która została zupełnie olana przez Metal Age, zresztą do tej pory ponosimy tego konsekwencje. Posiadając duży album na koncie jesteśmy praktycznie nieznani w naszym kraju. Ale pracujemy nad tym i muszę powiedzieć, że po wydaniu promo „Astroblack” wszystko troszkę się zmienia na plus.

ImageZapewne jednak w kraju materiał „Shadowcast” także wywarł na ludziach jakieś tam wrażenie, bo muzyka, jaką graliście w owym czasie, była po prostu, hmm… modna? Połowa kapel z Rzeszowa grała w tamtym czasie w takich klimatach…

RAVENDUSK za czasów „Shadowcast” był inny niż reszta klimatycznych zespołów. Teraz patrzę na to wydawnictwo z perspektywy czasu, w jakim zostało nagrane i muszę powiedzieć, że pod wieloma względami było oryginalne i nie bazowało na powielaniu. Nie wiem, jak było w Rzeszowie, ale w Lublinie, jeśli chodzi o tzw. klimaty, nie było konkurencji. Co nie znaczy, że tłukliśmy obsesyjnie covery PARADISE LOST i CREMATORY:-).

Hehe… Nikt Ci nie zarzuca, że kogokolwiek powielaliście, ale takie były czasy, że klimaty w ostrzejszym stylu cieszyły się powodzeniem. Wspomniałem Rzeszów też z tego względu, że taki natłok zespołów grających podobnie (np. ABYSS, SAGITTARIUSS, MISTERIA…) nie był wcale taki dobry. To przecież, jak sam wspomniałeś, konkurencja bądź, co bądź… Może mi powiesz, że nigdy nie obawialiście się konkurencji, chociażby pod kątem zdobycia kontraktu?

Hm… Jeżeli w ogóle można było mówić o zjawisku zdrowej konkurencji, to takowa nie istniała w tamtym okresie. My generalnie jako zespół odstawaliśmy troszkę od dominującej w Lublinie sceny death metalowej poprzez to, że graliśmy inny gatunek. Naturalna obawa o podwędzenie przez kogoś innego kontraktu nie istniała, zresztą powiem szczerze, że ja osobiście miałem to w dupie, bo liczyło się tylko granie. Oczywiście gdzieś tam na horyzoncie zarysowywały się wizje tzw. wybicia się, ale nigdy czyimś kosztem.

Minęło też trochę czasu od ukazania się „Astroblack”, więc możesz już trzeźwo spojrzeć na ten materiał pod kątem chociażby aranżacji Twoich partii wokalnych… Zrezygnowałeś z partii śpiewanego wokalu. Stwierdziłeś, że nie pasuje on do nowej muzyki, czy też może taki sposób śpiewu wymagał od Ciebie zbyt wiele wysiłku? Macie jakieś obiekcje w stosunku do brzmienia tego materiału…

Image

Dariusz

Zacznę od wokali. Prawda leży pośrodku. Zdecydowanie nie chciałem umieszczać normalnej wokalizy na tym wydawnictwie. Wynikało to z dwóch rzeczy: po pierwsze sama aranżacja muzyki prosiła się o wykorzystanie tylko mocnych wokaliz, a po drugie, jak pewnie zauważyłeś, wokale w RAVENDUSK są bardzo rozbudowane. Nie wiem, czy w czasie grania godzinnego koncertu z przemiennymi wokalami dałbym radę jeszcze nie zafałszować normalnym głosem heheh, ale nie wykluczyłem normalnego głosu z repertuaru RAVENDUSK, o czym za niedługą chwilę… Co do brzmienia, zawsze będziemy mieli obiekcje, bo zawsze może być lepiej. Nie znam osoby zadowolonej z nagrywania własnej muzy, ale trening czyni mistrza, więc myślę, że z każdym nowym materiałem coś będziemy zmieniać, ucinać, dokładać itp., aż osiągniemy namiastkę choćby perfekcji, czego sobie i reszcie chłopaków życzę.

Wiesz, tak się zastanawiam i dochodzę do wniosku, że w Polsce niewielu dźwiękowców potrafi porządnie nagrać bębny. Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, dlaczego polskie zespoły metalowe brzmią jakby zamiast perkusji miały aluminiowe garnki??? Dla mnie perkusja powinna wywalać szyby w oknach, a nie wołać na obiad…

No wiesz, wydaje mi się, że najlepiej na to pytanie odpowiedzą sami zainteresowani. Hm… Oczywiście dla mnie jest to bardzo ważna sprawa, szczególnie, że muza metalowa to na ogół rytmiczny, potężny blast, wiec spierdolić jest nie trudno… Zresztą nie tylko polskie zespoły mają z tym problem.

Zapewne wielu fanów w swoich porównaniach przytoczyło te same nazwy, co ja w recenzji „Astroblack”. Jak Ty się na to zapatrujesz? Uważasz, że takie przypinanie łatek jest dla zespołów pozytywnym zjawiskiem, czy też raczej krzywdzącym zaszufladkowywaniem?

Ja sam osobiście jestem poszukiwaczem nowości w gatunkach muzycznych, w szczególności w różnej maści odmianach muzyki metalowej i muszę stwierdzić, że powstało dużo nowych trendów, ale o skrajnej oryginalności nie ma mowy. Uważam, że muzyka metalowa ewoluuje, stąd się bierze czerpanie pomysłów od innych, co w połączeniu z własną wizją tego, co było już zagrane, powoduje paradoksalnie stworzenie czegoś nowego, czegoś bardziej złożonego w granicach naturalnie rozsądku… Ja nie wierzę w rewolucję w metalu. Wymieszano już wszystko: metal-jazz, metal-elektro, metal-pop, metal-klasyka, stąd istnieje pojęcie szufladkowania, lecz jest niezbędne… Chyba lepiej jest posłuchać perfekcyjnie rozwiniętego pomysłu, który cały czas można rozwijać, niż stać w miejscu i zrezygnować ze słuchania czy tworzenia muzyki, ponieważ z góry ktoś zakłada, że zespoliki, które dziś grają cudze kawałki, pewnie do niczego nie dojdą… Dla mnie to totalna bzdura! A my jesteśmy porównywani do zespołów na światowym poziomie. Ile w tym prawdy – odpowiedź nie należy do nas, ale chyba coś w tym jest, jeśli wiele osób tak uważa i jestem z tego dumny. To oznaka szacunku dla naszej wspólnej pracy i siła do dalszego tworzenia dla innych.

ImageKtoś na www w komentarzu recenzji „Astroblack” zwrócił uwagę na okładkę tego materiału. Czy Grześ zrobił ten cover specjalnie dla Was? Przywiązujecie jakąś wagę do oprawy graficznej, która towarzyszy muzyce, może ją uzupełnia, czy też po prostu bierzecie pierwszy lepszy kolorowy obrazek i już…

Odnośnie okładki powiem szczerze, że Grzegorz okazał się osobą totalnie wspaniałomyślną pod każdym względem. Gdy ten jego obrazek zobaczyłem, od razu wiedziałem, że musimy go mieć. Idealnie wpasował się w sferę liryczną „Astroblack”. Wiele wyjaśnia, a jednocześnie jest czymś w rodzaju szyfru. Ja generalnie staram się przywiązywać wielką wagę do wizualizacji i jeśli mam jakiś pomysł, nie trzymam go w sobie tylko informuję, że to powinno według mnie być tak czy siak, mówię tu odnośnie ogólnej formy okładek, wkładek itp.; zresztą odpowiednia wkładka dołączona do płytki to polowa sukcesu.

Interesuje Cię to, czy ludzie czytają Twoje teksty, analizują je i drapią się po głowach myśląc „co poeta miał na myśli pisząc…” ?

Image

Łukasz

Co do samego sensu i przekazu tekstów, to zdaję sobie sprawę, że ludzie czytają i starają się analizować je, ale ponieważ są one dosyć skomplikowane, staram się informować. Teksty są przejawem mojej wolnej woli, dlatego interpretacja może i powinna być sprawą osobistą każdego odbiorcy. Tak na marginesie, dochodzą do mnie sygnały, iż pod pewnymi względami mogą intrygować i to mi wystarczy. Zresztą nie jedno piwko się wypiło podczas dyskusji dotyczącej tego zagadnienia… Tak jak wspomniałem, metal jest gatunkiem ewolucyjnym, naturalnym elementem jest wprowadzanie zmian. Czasem te zmiany następują gwałtownie, czasem mniej, esencją takiej skrajnej przemiany jest PARADISE LOST. Pamiętamy płytkę „One Second” – to był szok, aczkolwiek dla mnie genialny pomysł, ale wiążący się z utratą pokolenia fanów i zastąpienia go nowym. Powiem Ci szczerze, że na  pewno trzeci krążek długogrający RAVENDUSK będzie dla mnie totalną tajemnicą, sam jestem ciekaw, co się będzie działo. Dlaczego trzeci, o tym za moment… Mogę zagwarantować, że przy obecnym stanie mojej wiedzy będziemy nadal zespołem metalowym:-).

Muszę przyznać, że „Astroblack” jest zdecydowanie innym materiałem w porównaniu z „Shadowcast”. Moim zdaniem takie szukanie swojego stylu ma pewne plusy jak brak powtarzania się, ale też i może posiadać minusy chociażby w nieprzewidywalności, bo kto może mi zagwarantować, że na kolejnym materiale nie będziecie grać country?:-)

Masz rację, zresztą nie jedno piwko się wypiło podczas dyskusji dotyczącej tego zagadnienia… Tak jak wspomniałem, metal jest gatunkiem ewolucyjnym, naturalnym elementem jest wprowadzanie zmian. Czasem te zmiany następują gwałtownie, czasem mniej, esencją takiej skrajnej przemiany jest PARADISE LOST. Pamiętamy płytkę „One Second” – to był szok, aczkolwiek dla mnie genialny pomysł, ale wiążący się z utratą pokolenia fanów i zastąpienia go nowym. Powiem Ci szczerze, że na  pewno trzeci krążek długogrający RAVENDUSK będzie dla mnie totalną tajemnicą, sam jestem ciekaw, co się będzie działo. Dlaczego trzeci, o tym za moment… Mogę zagwarantować, że przy obecnym stanie mojej wiedzy będziemy nadal zespołem metalowym:-).

A teraz z ostatniej chwili: z „Szafy Lesiaka” i tajnych źródeł UOP dowiedziałem się, że niedługo wydajecie płytę. Pochwal się nieco jej zawartością, bo pewnie niejednego metala zainteresuje, gdzie i kiedy nagraliście to cudo, jak Wam się pracowało w studio i co w sumie będzie zawierał Wasz pełnowymiarowy album…

ImageDostaliśmy propozycję wydania „Astroblack”, jak to zwykle bywa, nie w Polsce, ale ponieważ materiał z samego promo wydawał się być za krótki, musieliśmy coś wykombinować i postanowiliśmy nagrać ponownie te utwory dodając – uwaga – 6 nowych kompozycji bazujących na naszych niepublikowanych utworach. W konsekwencji nagraliśmy rozwinięcie „Astroblack”, efekt końcowy jest dosyć ciekawy, ale ogólną ocenę pozostawiam osobom zainteresowanym. Mogę powiedzieć, że nowe wydawnictwo trwa w granicach 50 minut i jest w pełni oficjalnym drugim (po „Shadowcast”) albumem grupy. Nowy stuff nosi nazwę „Astroblack Advent” i ma nieznacznie zmienioną okładkę z „Astroblack”. Zdecydowaliśmy się nie zmieniać radykalnie konceptu, ponieważ traktujemy to wydawnictwo jako kontynuację „Astroblack”. Album, podobnie jak promo, został zarejestrowany wspólnymi siłami zespołu, również za pieniążki nasze wspólne, w miłej, sympatycznej, piwnej atmosferze. Trudno powiedzieć, kiedy dokładnie się ukaże i na razie za wcześnie na info dotyczące dystrybucji w Polsce, ale jak tylko czegoś się dowiemy, poinformujemy bądź za pomocą stronki netowej, bądź pocztą pantoflową.

Kto będzie wydawcą tego materiału? Jakie macie w związku z tym plany? Jakaś super mega trasa koncertowa? Podpisywanie płyt (tudzież dziewczęcych biustów) w Empiku? Gratulacje od prezydenta Lublina?…:-)

Wydawcą będzie hiszpańska firma Mondongo Canibale. Odnośnie planów… Hm… Czas pokaże… Najpierw audiencja w Watykanie, a potem Empik heheheh.

Image

Dominik

To się stary rozgadałeś hehe… Skoro była mowa o stronie www – tak sobie po niej pęckałem szukając natchnienia na wywiad i zaskoczyło mnie to, że od tak dawna nie była ona aktualizowana. Chociażby to, że w biografii nie wspomnieliście nic o nagraniu „Astroblack” było już dość zastanawiające… Ja co prawda już wiem, że admin żyje i ma się dobrze, ale nie uważasz, że wielu ludzi mogło pomyśleć, iż RAVENDUSK już wyzionął ducha?

No właśnie, teraz szykuje się trochę rzeczy do przekazania przez internet, zresztą dosyć istotnych dla zespołu i potencjalnych fanów. Ale generalnie masz rację, troszkę to zaniedbaliśmy, ale wierz mi, że bardzo dużo rzeczy się działo i lepiej jest chyba strzelić jednego porządnego niusa niż zasypywać stronę zbędnymi raportami,  tym bardziej, że od czerwca nie zagraliśmy żadnego koncertu. Zdecydowanie trzeba popracować nad tym zagadnieniem.

A tak z okazji zbliżającego się jubileuszu, to jesteście obecnie w podobnej sytuacji jak niegdyś NEOLITH, którego dziesięciolecie zastało z jedną płytą na koncie… Także TRAUMA czy ESQUARIAL nie mogli się poszczycić niczym szczególnym świętując okrągłą rocznicę… Jakoś próbuję Was pocieszyć hehe, … że niby wszystko jeszcze przed Wami czy coś w tym stylu…:-)

No średnio wyjdzie nam jedna długa płytka na 5 lat:-). Nie jest tak źle, ale tak poważnie, to fakt, ale biorąc pod uwagę ostatnie zmiany personalne czy inne problemy i problemiki natury finansowej myślę, że jeszcze możemy powalczyć i starać się zaskoczyć scenę. Zresztą powiem szczerze, że wsparcie ludzi dobrej woli jest nam cholernie potrzebne, jednak jakiś potencjał drzemie w nas i wierzę, że ktoś tym wszystkim pokieruje i zacznie się to wszystko w pewnym sensie na nowo.

Image

Grzegorz

Co takiego się stało, że nie chcecie grać w „No Mery”??? Bywałem w tym klubie na koncertach i fakt, że klimat ma nieszczególny, ale żeby aż tak się zaprzeć hehe? Grzesiek twierdzi, że macie w Chełmie więcej fanów niż w Lublinie… Nie narzekacie na nadmiar propozycji koncertowych?

Oj, wiesz, w Chełmie mamy naprawdę wielu oddanych przyjaciół i jeśli tam teraz nie gramy, to nie z naszej winy. Zresztą, kurcze, przecież Chełm to nie tylko „No Mery”. Jeśli ktoś coś tam zorganizuje, to przyjedziemy na pewno, zresztą nie ma to jak szybkie piwko w drodze do Chełma heheh. Co do koncertów, to cholera go wie, dlaczego tak jest. Nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie.

To ja Ci mogę odpowiedzieć. Ja o Was dowiedziałem się dopiero jak Kaśka podesłała mi płytki do recenzji. Ona sama słyszała o Was tylko w czasie, gdy Metal Age wydało Wam „Shadowcast”… Po prostu jak o kimś nie słychać, to tak jakby go nie było, nie sądzisz? Moim zdaniem w dzisiejszych czasach nie wystarczy już nagrać zajebisty materiał. Teraz trzeba się nagimnastykować, by ktoś tego zechciał posłuchać… Popatrz na to z innej strony – jak wiele miernych zespołów wydaje już n-te płyty tylko dlatego, że porządnie zadbały o swoją promocję… Dostaliście kolejną szansę, a to czy ją wykorzystacie zależy w głównej mierze właśnie od Was, a nie od kogoś z zewnątrz. Co Ty na to?

Oczywiście, że jest to irytujące, gdy pseudo-zespoły nagrywające co pół roku to samo nudne gówno wydają swoje „kultowe” albumy nawet dla ciekawych wytworni, ale widzisz, promocja a dobra wola to dwie rożne sprawy i stwierdzam to z premedytacją, że w Polsce można się wypromować, ale nie za cudze pieniądze, tylko za swoja kasę. Tylko kurwa mać jest jeden drobny szczegół, to nie pop-muzyczka, więc inwestycje poniesione na zespół są adekwatnie większe, tylko skąd brać mamonę? To błędne koło. Ktoś mnie wyda, jak ja nagram w dobrym studiu – to wtedy zrobią mi promocję… Nonsens. Już nie wystarcza średniej jakości studio z przyzwoitym dźwiękowcem, teraz musi być – no wiadomo jakie… Sam widzisz, że w miarę duża wytwórnia nie gwarantuje promocji, zresztą na ogół żaden zespół nie ma wpływu na decyzje w zakresie tejże właśnie. Przykład – nasz kochany Metal Age – zero koncertów z ich ramienia, zero koszulek, tylko darmowe kopie dla co większych magazynów, zresztą w dosyć dużej ilości, ale nic ponad to. Tak więc, nawet kontrakt niczego nie gwarantuje.  

Nie myślałeś o tym, żeby – jak już Hiszpanie wydadzą Wam „Astroblack Advent” – zatroszczyć się o to, by poszukać jednak kogoś w kraju? Myślę, że wtedy będziecie mieli większą szansę na kontrakt, a jak znów Wy lub Wasz wydawca zaniedbacie polską scenę, to możecie ponownie obudzić się z ręką w nocniku…

Oczywiście, to nasz priorytet, ale szczegółów na razie nie zdradzę. Cały czas kombinujemy nad odpowiednim rozwiązaniem tego zagadnienia.

A jak ogólnie oceniasz Waszą scenę? Z jakimiś kapelami musicie utrzymywać kontakt. Jak oceniasz poziom, jaki prezentuje konkurencja na Lubelszczyźnie? Miałeś też swój epizod w innej lubelskiej kapeli…

Image

Wojciech

Według mnie kondycja lubelskiej sceny jest spox, zresztą ostatnio nie gramy wspólnych koncertów. Ostatni to, hm… chyba w czerwcu był, zresztą wiesz – co za dużo to niezdrowo, szczególnie w rodzinnym mieście. Jest sporo fantastycznych hord, które działają od naprawdę długich lat. Wierzę, że niebawem wiele z tych kapel namiesza na scenie nie tylko lubelskiej. Co do zespołów z Lubelszczyzny, to wstyd się przyznać, ale znam tylko te najbardziej znane w okolicach. Wracając do mnie, to tak – nagrałem pierwsze promo-demo lubelskiego DEIVOS „Praised By Generation”. Zresztą muszę powiedzieć, że teraz w pełni pochłania mnie praca z „Krukami”, ale kurcze, nie wykluczam w przyszłości czegoś w rodzaju side-project czy jakiegoś gościnnego udziału … Ale coś propozycji nie ma hehehe.  

Ok. Dzięki za wywiad i do zobaczenia na jakimś koncercie!!!

Wielkie dzięki przyjacielu. Pozdrawiam wszystkich i zapraszam na stronę i koncerciki, które może niebawem zagramy w Waszych rodzinnych miastach. Czekamy na propozycje współpracy. Cześć.

[Paweł / Atmospheric #13]

Ravendusk, Marcin Górniak, mgkontakt@wp.pl; www.ravendusk.pl / www.myspace.com/ravenduskpoland