REGICIDE DECEASE: Chuckowi w hołdzie…

REGICIDE DECEASE to stosunkowo młoda death/thrashowa kapela z Lublina, debiutująca w tym roku płytą „Anatomy of Sickness”. Większość muzyków to ludzie niezwiązani wcześniej z innymi zespołami, jedynym bardziej doświadczonym muzykiem w tej grupie jest Xaos Oblivion, wokalista m.in. ABUSIVENESS.

Ja jednak na spytki wziąłem założyciela zespołu, gitarzystę Jakuba Hajduka.

 


Witaj. Wszyscy Cię o to pytają i mnie to też ciekawi – dlaczego walnęliście od razu z grubej rury? Zastanawiam się, czy nie jest to spisanie na straty pierwszej płyty, w takim sensie, że zespół nikomu nieznany wydaje długograja, zamiast na początek zaprezentować się na forum jakąś próbką…

Fakt, to wszystkich ciekawi, dlaczego tak zrobiliśmy i olaliśmy tradycyjną, można by powiedzieć, formę rozwoju „kariery” w świecie muzyki metalowej… No cóż, powtórzę się na pewno i napiszę, że to chyba było podyktowane czasem, ponieważ i tak bardzo dużo go straciliśmy. Nasz materiał powstawał w bólach, to postanowiliśmy ominąć wszystkie takie skróty i od razu rzucić się na głęboką wodę i tak też uczyniliśmy po wspólnej naradzie. Czy to był dobry pomysł?… Hmm, wiesz, dostajemy za to zarówno zjeby, jak i ogromne plusy za odwagę. Ogólnie nasza płyta jest dobrze przyjęta, wiec nie uważam tego jako coś spisanego na straty, nasz start wg mnie udał się i to nawet chyba bardziej niż to przewidywaliśmy.

 

regicide.decease_anatomyJak myślisz, co powodowało Robertem z Wydawnictwa Muzycznego Psycho, że zabrał się za Wasz debiut? Jego fascynacja starą szkołą death/thrashu czy może wyczuł pismo nosem i zobaczył w Was potencjał?


Dobre pytanie! Aczkolwiek nie potrafię na to pytanie do końca odpowiedzieć:-). Po prostu nie wiem. Robert jest na pewno starym wyjadaczem i może po prostu nasza muza mu podeszła i tyle… Z tym potencjałem to bym nie przesadzał:-).

 

Bo wiesz, chodzi mi o to, że wytwórnie, nawet te najbardziej podziemnie, ucieszyłyby się zapewne z faktu, że nakłady, jakie ponoszą, zwracają się chociażby:-). Mówisz, że wydanie debiutu przeszło Wasze oczekiwania, w jakim sensie? Płyty rozchodzą się jak świeże bułeczki, laski rzucają się Wam na szyję na ulicy, zaproponowali Wam trasę z VADERem?…:-)


To ostatnie to raczej obelga niż wywyższenie… To prawda, w obecnych czasach nikt raczej w ciemno nie inwestuje pieniędzy, a raczej nie lokuje ich na przyszłość:-). Szczególnie tych grubych… Nasz debiut przeszedł nasze oczekiwania raczej pod względem recenzji, opinii na temat naszej muzyki. Chyba nikt się nie nastawiał na to, że po wydaniu jednej płyty staniemy się gwiazdami… To chyba nie te czasy i obecnie to chyba nie możliwe.

 

Myślę, że teraz, by zostać gwiazdą, trzeba mieć cholernie dużo szczęścia. Twierdzisz, że z wydaniem płyty dostosowaliście się do dzisiejszych czasów. Oczywiście zgadzam się z Tobą, że wypromowanie zespołu jest obecnie dużo łatwiejsze niż kilka dekad temu, aczkolwiek jestem też tego zdania, że mamy w tej chwili wielki natłok kapel i mimo wszystko trzeba się sporo napracować, by ktoś Cię zauważył…

Tak, dokładnie. Niektórzy nie wiedzą, ile trzeba poświecić czasu na to, żeby znaleźć gdziekolwiek wzmiankę o sobie, ile wysyłać maili, pisać z ludźmi, korespondować z nimi, wysyłać płytki itp. Niektórzy myślą, że skoro nagrali już płytę, reszta się zrobi sama, a tak niestety nie jest. Konkurencja jest silna, nie mówię, że nie! I na pewno każdy obecnie próbuje na wszelkie różne sposoby się promować, teraz dostęp do mediów jest niesamowicie urozmaicony, a zarazem o wiele łatwiejszy niż nawet 10 lat temu. Obecnie chyba trzeba mieć pomysł na muzykę, żeby zostać zauważonym i to jest nawet logiczne, bo powielanie schematów jest u nas bardzo popularne i przynajmniej mi się już daaawno przejadło.

 

Z drugiej strony coraz łatwiej jest pobrać mp3 z muzyką debiutantów, niekoniecznie z oficjalnego źródła. Portali też jest sporo, więc jeśli chcesz dotrzeć do dużej ilości czytelników / słuchaczy, to musisz się nieźle napocić:-). A z tego, co wiem, nie masz zbyt pozytywnych doznań, co do krajowego underku…

Wiesz, ja chyba ogólnie nie lubię polskiej muzyki i tutaj pewnie dostanę zjeby od wielu:-). Co do polskiego undergroundu, to na pewno jest on o wieeeeele ciekawszy niż scena oficjalna. Najgorzej jak wejdzie jakiś trend w muzie, tak jak obecnie HATE kopiuje w 99% BEHEMOTHa, niestety jak się nie ma pomysłu na muzę, to tak to wygląda. Trzeba się doczepić na krzywy ryj do czyjegoś wózeczka, bo może zostanie się dostrzeżonym, skoro „inni lubią taką muzę”. Ale tak jak wspominałem, ja jestem niesamowicie wybredny, jeśli chodzi o muzykę. Obecnie cały czas szukam czegoś, co mnie zaciekawi. Jeżeli 8 na 10 utworów na danej płycie zaczyna się i kończy w taki sam sposób albo prawie w taki sam, to jest chyba coś nie tak, przynajmniej wg mnie. U mnie takie rzeczy nie przechodzą, muzyka ma przyciągać, a nie usypiać, no chyba że lubi się takie lanie wody przez pół godziny albo dłużej… Podkreślę od razu, że mowa jest tutaj o nowo lub niedawno powstałych kapelach, a nie o starych wyjadaczach, bo u nich podejście do muzyki jest zupełnie inne. Wtedy taka muzyka była ogólnie nowością i jakąś egzotyką, w niektórych kręgach z muzy z lat 80. i do połowy lat 90. przechodzi wszystko, no prawie:-).

 

W takim razie masz jakieś typy z naszego underku warte poznania? Coś z Lublina?

O kurde, kiedyś podkreślałem, że scena lubelska jest dla mnie jakąś czarną dziurą. Nie interesuję się nią praktycznie w ogóle. Co do reszty undergroundu… Hm, musiałbym pomyśleć… INHUMAN OBSESSED – pamiętam taką stołeczną kapelę, kiedyś grali naprawdę fajnie. Co jeszcze? A, mam jeszcze jedną kapelę – nazywał się bodajże EXISTANCE, to był projekt z Lublina, który nie wypalił, a szkoda, grali coś niesamowicie zakręconego, totalny kosmos.

 

 

 

W ogóle Lublin ma mało szczęścia do zespołów, sporo kapel nie przetrwało próby czasu, a te, co grają od zarania dziejów, często dość długo pauzowały, albo nie dały rady się wybić poza miasto. Sam mam wrażenie, że atmosfera między zespołami jest w Lublinie nieciekawa, nawet Cezar nie zagrzał tu długo miejsca:-).


Ale jeździsz po ostrzu noża, jak nie VADER, to Cezar… Wejdź sobie na stronę np. SOUL SNATCHER, a potem na ULCER i zobacz, kto tam gra. To prawie ci sami ludzie, może jedna, maks dwie osoby się różnią. Co do atmosfery, nie wiem, nie jesteśmy „skumplowani” z nikim z wymienionych zespołów, a nawet muzykami, pomijając Xaosa, który jest znany z paru projektów. Na temat atmosfery to raczej on by mógł tutaj parę zdań powiedzieć… A co do wybijania, wiesz, to jest wschód, ty sam to rozumiesz doskonale, sporo osób stąd ucieka za chlebem i się wcale im nie dziwię.

 

To fakt, co lepsze trasy koncertowe skutecznie omijają Lublin, a co dopiero moje rejony. Ciężko się wbić jako support bez układów na koncert w lubelskim „Graffiti”, sam kiedyś próbowałem coś wskórać w sprawie RAVENDUSK i wyszło z tego wielkie G…

No ostatnio nie jest tak źle z tymi koncertami, można powiedzieć, że nawet jest dobrze w ostatnich latach. Sporo osób znanych odwiedziło ścianę wschodnią, a dokładnie Lublin, np. MARDUK, INCANTATION, ostatnio BULLDOZER i BLAZE BAILEY, a także niegdyś kultowe THE BUDGIE:-).

 

Dobra, dość tych pierdół:-). Zdaje się, że wydaliście płytę… Gracie old schoolowy death/thrash i twierdzisz, że jest to gatunek, który najbardziej Ci leży…

Tak jest, można dopowiedzieć, że taki dość nietypowy death metal czy thrash, ponieważ staramy się zawsze trochę połamać naszą muzykę, żeby się wywinąć od tej banalności:-). Ale to przychodzi samo, nie staramy się tego robić na siłę.

 

I stąd pomysł na coverowanie KREONa?

O kurde, z tym się wiąże kultowa już opowieść. Myśl na cover KREONa przyszła parę lat temu po obejrzeniu filmu „Fala – Jarocin 1985″ i to była ta pierwsza iskra, żeby dalej to pchać i w końcu zrealizować.

 

Ciekawe, że Wasza muzyka i KREONa to dwa różne bieguny. Xaosowi udało się nieco „oswoić” ten cover, aczkolwiek wersja z Zarankiem to niezły patent…

 

 

 

Haha, dokładnie tak. Wersja z Zaranem to taki bonus, ponieważ Zbyszek sam zaproponował, że zaśpiewa nam ten utwór:-). To było dość spontaniczne, ale niesamowicie miłe i chyba także bardzo ciekawe dla niego samego. Kiedyś mi pisał, że fajnie było poczuć tamten klimat, więc chyba było warto, zarówno dla niego, jak i dla nas, zrobić ten utwór:-).

 

I niekoniecznie to ostatni kawałek KREONa, który przerobicie…

Oczywiście. W planach mamy „Chwile grozy”, ponieważ ten kawałek urywa jaja i jest niesamowity. Jak na tamten czas to był, moim zdniem, killer totalny i momentami przebijał wszystko, łącznie z kultowym w owym czasie KATem.

 

Nie lubisz KATa?

Lubię bardzo, szczególnie pierwsze płyty i „Ostatni tabor”:-). Ogólnie KAT jest świetny, bo Roman Kostrzewski to genialny tekściarz i znakomity wokalista i chyba dzięki temu ich muzyka przyciąga.

 

No bo już myślałem, że zakończymy wywiad:-). Powiedz mi, dlaczego we wkładce do płyty wypisaliście sprzęt, jakiego użyliście przy nagraniach? Najbardziej wypasionego sprzętu użył Xaos:-). Chyba te firmy nie sponsorują Was… jeszcze:-)?

To był mój pomysł. Po prostu w erze komputerowych wzmacniaczy i innych cudów na kiju to chyba jednak ważne i należy to podkreślić, że to człowiek gra, a nie maszyna za niego. Nikt z nas nie lubi i nie używa żadnych cybernetycznych gówien do nagrań, takie rzeczy są dobre dla ludzi, którzy lubią łatwiznę i chodzenie na skróty, a nie o to chodzi w graniu takiej muzyki. Poza tym to był kolejny ukłon w stronę old schoolu. Wiem, że kiedyś się tak robiło. Obecnie też niektórzy tak robią, ale to jednak także taki ślad minionej epoki, który podkreśla nasz muzyczny kierunek:-). Co do sponsorowania:-), to chyba w Polsce każdy zespół chciałby, żeby takie firmy go sponsorowały:-).

 

Mam wrażenie, że w muzyce rockowej, w tym metalowej, to właśnie fakt grania koncertów na żywo i nagrywania płyt zgodnie z własnymi umiejętnościami jest najważniejszy i jest wyznacznikiem wartości muzyki, w odróżnieniu choćby od popu…

Dokładnie tak, więc niestety zawsze było tak, że to te „złe” zespoły metalowe czy rockowe miały w swoich składach najlepszych instrumentalistów i wokalistów, a mimo to zawsze miały pod górkę. No może oprócz lat 80.:-), bo to był wspaniały okres dla muzyki chyba każdej, ale to, co obecnie się dzieje na tak zwanym rynku komercyjnym, to jest tragedia. Wydaje mi się, że tak jak i w Polsce, tak na zachodzie większość gwiazdek wali z playbacku, bo tak jest prościej, po co się męczyć i tak nikt nie zwraca uwagi na to, jak kto śpiewa, bo liczy się dobra zabawa… Dla mnie to jest beznadziejne.

 

Niestety i na naszym poletku zaczyna się walenie w trąbę zarówno przy nagrywaniu muzy, jak i podczas koncertów – chociażby sprawa z fałszywym nagłośnieniem IMMORTAL, o ile dobrze pamiętam, choć głowy nie dam…

:-), pamiętam, ale to chyba chodziło o to, że po prostu „ściana marshalli” była makietą, ale za nią były chyba dwa ENGLe i wszystko chodziło jak trzeba, ale są kapele nawet we wspomnianym blacku, które idą nieco na skróty.

 

No o to chodziło, ale to i tak jest kurewstwo, bo wychodzi jakieś zakompleksienie czy inna cholera, zamiast szczerego pure blackowego przekazu:-).

No widocznie chłopaki chcieli pokazać, że mają sprzęt, a tu nagle ktoś z tyłu fotki pykał, no i „mamy cię”:-) i nie wyszło, a raczej wyszło, ale wszystko na jaw:-). I tak bywa, może to i zakompleksienie, ale przynajmniej nie szedł playback i to chyba takie kurewstwo nie było, bo chłopaki „grały renkyma swymy” więc spoko, a taką wpadkę da się wybaczyć:-). I nie da się tego porównać do tego, co się dzieje na scenie popowej.

 

Oczywiście, że nie, aczkolwiek dla mnie zespół nieco stracił na wiarygodności. Wróćmy do REGICIDE DECEASE. Po wydaniu płyty nie zrobiliście sobie wakacji. Szykujecie split z pewnym szwajcarskim zespołem będący hołdem dla twórczości Chucka Schuldinera.

Tak jest, będzie to split w 10. rocznice śmierci „Evil Chucka”, łącznie osiem utworów zarówno nasze, jak i CALCINED, w tym dwa covery DEATH.

 

Ale się rozgadałeś… Coś więcej? Czyj to był pomysł, jak do tego doszło, dlaczego akurat DEATH i dlaczego split tylko z jednym zespołem? W sumie to dość niecodzienny pomysł, bo ani to płyta, ani tribute…

Z pomysłem wyszedł CALCINED. Napisali do nas maila pod koniec czerwca, że bardzo chętnie by z nami zrobili właśnie taki splicik. Dlaczego akurat DEATH? Cholera, chyba oboje lubimy tę kapelę, ale oni akurat się wstrzelili w nasz gust, przeczytali w naszych umysłach:-). Wydaje mi się, że akurat split dwóch kapel to dobry przykład, żeby porównać umiejętności, samą muzykę, no i najważniejsze – podejście do coveru i jego wykonanie. Myślę, że większa ilość kapel nie pozwoliłaby na takie zagranie, a tak mamy projekcik taki… kameralny:-).

 

Jaki tytuł będzie nosiła ta płyta i kiedy można się jej spodziewać na rynku? Skoro to projekt kameralny, to czy będziecie chcieli znaleźć dla niego jakiegoś wydawcę, czy sami sobie wyprodukujecie ten krążek? Liczycie po cichu na otwarcie się rynku zachodniego za sprawą konszachtów ze Szwajcarami?

Co do tytułu, na razie nie mogę się wypowiadać, musimy to ustalić razem. Płytę chcemy wypuścić przed 13 grudnia tego roku:-). Co do wydawcy, nasi zachodni koledzy już namierzają kogoś, kto zechce to wydać. Może we Francji lub Niemczech… Czy liczymy na otwarcie zachodniego rynku? Hm, chyba nie pod tym kątem robimy ten krążek. Raczej jest to dla nas wyzwanie, ponieważ w bardzo krótkim czasie musieliśmy pozbierać, poukładać, dopracować i nagrać materiał. Na razie zdajemy sobie sprawę, że za pomocą zespołu, który jest zaledwie parę lat dłużej na rynku niż my, nie znajdziemy się na widelcu Metal Blade czy Nuclear Blast:-).

 

No oczywiście jesteście w lepszej sytuacji, bo macie płytę, a oni nie:-).

CALCINED wydało parę rzeczy, nawet przysłali nam w ramach wymiany swoją ostatnią EPkę. Zobaczymy, co wymyślą tym razem, sam jestem ciekawy, szczególnie ich wersji coveru DEATH.

 

 

A wracając do debiutu, pewnie pokazało się już sporo recenzji w prasie? Jaki jest odzew na Waszą muzykę?

Tak jak wspominałem wcześniej, ogólnie nasza płyta została dobrze, a nawet bardzo dobrze odebrana w Polsce i za granicą. Wiesz, to zależy od danego zina / recenzenta, ponieważ np. wysyłając nasz materiał do magazynów skierowanych raczej na brutal death i black metal, dostawaliśmy noty bardzo średnie, plusy były za urozmaicenie itd., a nie za moc muzyki, ale wiadomo, że w nas tyle black metalu, co mięsa w parówkach… Ale uogólniając, naprawdę nas zaskoczyło tak pozytywne podejście do naszej muzy, spodziewaliśmy się nieco bardziej stonowanego podejścia, a tu takie zaskoczenie, skądinąd bardzo miłe:-).

 

Wobec tego, że macie już, czym się pochwalić, czy coś się ruszyło w kwestii koncertowania czy dalej poniektórzy lecą sobie, tak jak to było z supportowaniem pewnej kapeli w „Graffiti”?

Z powodu nagrań, które obecnie trwają, na razie sobie odpuściliśmy koncerty. Oczywiście już ustawiamy grafik z co niektórymi ludźmi na koniec roku lub początek następnego, a co do sprawy „Graffiti”, to nadal chciałbym tam zagrać, ale na pewno nie z tymi gwiazdami, które nas tak, kulturalnie mówiąc, wychujały…

 

Nie powiesz nic więcej na ten temat?

Nie chcę rozciągać tematu tego, co się wtedy stało, bo to nie ma sensu. Nie chcę się zniżać do poziomu tych „gwiazd”, które wtedy grały, bo to już jest niestety samo dno.

 

No jak wolisz:-). Nie mogę nie zapytać Xaosa, bo jest to osoba dość znana na scenie, a z tego, co wiem, jego udział w REGICIDE DECEASE stał się faktem niejako z przypadku. W tej chwili Wasze ścieżki zacieśniają się jeszcze bardziej za sprawą nowego projektu Xaosa, w którym dla odmiany Ty bierzesz udział. Zdradzisz, co to będzie za muzyka?

:-), ciężko powiedzieć, sam do końca nie wiem, jak to będzie wyglądało:-). Xaos jest dosyć pomysłowy, a zarazem nieprzewidywalny, wiec mogę się spodziewać różnych rzeczy, ale na pewno będzie to coś z pokroju starego black/death metalu. Reszty nie jestem w stanie powiedzieć, mimo usilnych chęci.

 

Szykujecie już jakiś konkretny materiał, czy na razie jest to tylko projekt na etapie pomysłu dalekiego do realizacji. Swoją drogą, wszechstronność Xaosa nie jest zbyt kłopotliwa czasami?

Odpowiem od tyłu:-). Wszechstronność Xaosa nie jest kłopotliwa, my doskonale wiedzieliśmy, że to zapracowany gość, więc nie możemy mieć do niego pretensji za to, co wnosi do kapeli. Idzie mu to wybaczyć:-), więc nie ma z tym problemu. Co do projektu, to na razie jest to projekt na etapie pomysłu, póki co nie ma żadnych ustaleń.

 

No cóż, wobec tego trzeba Wam tylko życzyć chyba wytrwałości, bo pracy przed Wami masa, jak widzę… Mam nadzieję, że REGICIDE DECEASE nie będzie kolejnym lubelskim zespołem, z jedną płytą w dorobku:-). Trzymam kciuki.

Dzięki wielkie, też mam taką nadzieję.

 

[Paweł]

 

Regicide Decease, www.myspace.com/regicidedecease