Relacja i zdjęcia z festiwalu Niech Cisza Milczy VII – 18.08.18 / Pyskowice-Dzierżno

Kto grał: OBSCURE SPHINX, MENTOR, MARTYRIUM, DOOMAS, SCYLLA, HEGEMONY;
Koncert: Niech Cisza Milczy VII Open Air Festival;
Organizator: Mork Stork Productions;
Miejsce: Pyskowice-Dzierżno;
Opis wydarzenia: Są takie dni, na które czeka się cały rok. Pamiętacie zapach mandarynek w święta Bożego Narodzenia albo zapach czekoladowego zajączka na Wielkanoc i tę niesamowitą atmosferę, która wtedy panuje przy świątecznym stole? To zapomnijcie i wypierzcie sobie porządnie głowy w smole bo festiwal Niech Cisza Milczy to nie rurki z kremem – to raczej piekielnie relaksujące święto metalu.  Po 6 edycjach, czyli 6 latach ciężkiej pracy w Pyskowicach-Dzierżnie pojawiło się jak zwykle sześć kapel z OBSCURE SPHINX na czele.

Poniżej znajdziecie także kilka zdjęć, pełna galeria na naszym profilu na Facebook’u tutaj i Instagramie tutaj.

Organizacja: Tak jak sam organizator stwierdził, jest to jedyny festiwal w Polsce gdzie nie ma ciśnienia, czasówki nie są wyżyłowane do granic możliwości, a zespoły częściowo same decydują ile chcą grać. Nie ma tutaj zatem mowy o opóźnieniach czy skracaniu setlisty. Festiwal zaczyna się odpowiednio wcześnie, a kończy o takiej godzinie, że jeszcze da się wrócić do hotelu – tutaj nie mam zastrzeżeń.  Scena, nagłośnienie, zaplecze także bez zarzutów. Niemniej jednak, niekończąca się kolejka po piwo i dość ograniczony wybór jedzenia mogły dać się fanom we znaki, szczególnie w skwar jaki panował wtedy na Śląsku. Choć czasem zepsuł się kranik, czy też zabrakło prądu, to możliwość płacenia kartą, wachlarz piw z Czech i… Kofola rekompensowały niedogodności. Cała ekipa Atmospheric Magazine (a była nas czwórka) wyraża się jednak o organizacji pozytywnie, nie ma więc bata – narzekanie na nic się nie zda.

Muzyka: Choć celowaliśmy w przybycie wprost na otwierające festiwal HEGEMONY to zdążyliśmy usłyszeć zaledwie jeden numer, więc tutaj wstrzymam się od głosu. Natomiast SCYLLĘ zobaczyliśmy już w pełnej krasie. Porządne deathcore’owe granie z nutą elektroniki i niewyczerpanymi pokładami scenicznej energii. Tym większe uznanie należy się tej niemłodej już ekipie, bo przyjechali na NCM aż ze Szczecina! Dobra rozgrzewka przed kolejnymi kapelami.

Następny w kolejce był słowacki dark doom/death metalowy projekt DOOMAS z organizatorem festiwalu Gothoom Open Air, Peterem „Doomasem” Bet’ko na czele. Przyznam, że po zeszłorocznej edycji festiwalu Metal Mine, gdzie słyszałem ich po raz pierwszy, w tym roku moje oczekiwania były jeszcze większe i… nie zawiodłem się. DOOMAS pnie się w górę, nie tylko w kategorii rozpoznawalności, ale także jakości. Doom metalowa melancholia połączona z solidną dawką death metalu świetnie sprawdzają się na scenie – głównie dzięki temu, że taka mieszanka nie nudzi, nierzadko zachęcając do tańca, ale także do przemyśleń. Ponadto, Słowacy zdawali się świetnie bawić, co udzielało się także widowni.

A co do w/w widowni… źródła z pierwszej ręki poinformowały mnie, że już na samym początku festiwalu pojawiła się rekordowa liczba słuchaczy. A dalej było tylko lepiej. Prawdopodobnie taka frekwencja nie była jedynie zasługą headlinera, ale także maltańskiej egzotyki w postaci MARTYRIUM – formacji grającej blackened industrial death metal, czyli coś co na papierze brzmi co najmniej równie egzotycznie jak kraj pochodzenia. Czemu na papierze? Bo na żywo zespół nie pozostawił złudzeń, że najbliżej im do symfonicznego death metalu z żeńskim growlem. Zespół zaskoczył mnie chyba wyłącznie wizualnie – prezencja sceniczna to zdecydowanie ich atut. Poczynając od corpse-paint’u, po jednolite stroje i kreację wokalistki – wysoki poziom. Niestety, ta ważniejsza, muzyczna odsłona MARTYRIUM szczególnie mnie nie porwała. Ot, mocniejsze death metalowe granie z symfonicznymi wstawkami jakiego na pęczki.

Jako przedostatni grał MENTOR, którego koncert trochę mnie ominął, ale z relacji współtowarzyszy wynika, że polska grupa złożona z członków THAW, J.D. Overdrive czy FURII zaprezentowała się przyzwoicie grając standardowy, aczkolwiek nadal energetyczny set. Pewnie zobaczymy się jeszcze na kilku innych koncertach w tym roku, więc nic straconego.

No to czas na deser, czyli gwiazdę wieczoru! Chociaż OBSCURE SPHINX to jeszcze nie headliner na miarę tych grających w latach poprzednich – dajmy na to VADER czy HATE, ale nie oznacza to, że zabawa nie mogła być nawet lepsza niż na wymienionych „starych wyjadaczach”. W końcu muzyka OS na płycie, jak i ta grana na żywo to istny żywioł, coś na podobieństwo muzycznej fali która zmienia częstotliwość pracy mózgu słuchaczy. Nie inaczej było i tym razem, nowoczesny mariaż post metalu z sludgem i doom’em to recepta na udany wieczór, a gdy jeszcze okrasimy to wszystko „choreografią” wokalistki, to nic tylko… wpaść w trans. Ekipa Ola, Bladego, Wielebnej i Pavulona (live) sprzątnęła i udowodniła, że są gotowi na rolę headliner’a.

Podsumowanie: Zastanawiałem się czego zabrakło w mojej relacji i przypomniałem sobie, że chyba najważniejszego spostrzeżenia, bez którego żaden opis tej imprezy nie może się obyć (poczytajcie nasze relacje z lat poprzednich). Słowo klucz: atmosfera! Takiego klimatu nie ma chyba nigdzie indziej na świecie. Festiwal Niech Cisza Milczy to żywy dowód na to, że udanie można połączyć „piknik” ze stricte metalowym wydarzeniem i udekorować je wprost rodzinną atmosferą. Nie zostało mi nic innego do napisania poza… do zobaczenia za rok!

[Vexev]
previous arrow
next arrow
ArrowArrow
Slider
Zdjęcia: MGrygoruk Photography. Wszystkie prawa zastrzeżone.