Relacja: IMMOLATION, AZARATH, FULL OF HELL – 15.03.2018 / Warszawa

Kto grał: IMMOLATION, AZARATH, FULL OF HELL, MONUMENT OF MISANTROPHY, OMOPHAGIA
Trasa: Atonement Tour II
Organizator: Massive Music
Klub: Proxima / Warszawa

Opis wydarzenia: Ten wieczór miał być dedykowany muzycznym koneserom, prawdziwym weteranom klasycznego death metalu. Nie dziwi zatem fakt, że (prawie) wszystkie kapele supportujące IMMOLATION także miały tego świadomość solidarnie oddając hołd gwieździe wieczoru. Wymowny będzie tu cytat z MONUMENT OF MISANTROPHY – „We are here to listen to some good old school death metal, aren’t we?”.

Organizacja: Bez żadnych zastrzeżeń.

Muzyka: „Atonement Tour II” rozpoczął się dla mnie występem MONUMENT OF MISANTROPHY, które szczerze powiedziawszy… nieco mnie zawiodło. Po przeczytaniu pochlebnych recenzji ich debiutanckiego LP pt. „Anger Mismanagement” (no i przesłuchaniu) spodziewałem się prawdziwego ognia, żywiołowości, albo przynajmniej pokaźnych rozmiarów betoniarki. Minimalny warunek został co prawda spełniony – goście z Austrii/Francji zademonstrowali swoją wersje betoniarki, ale niestety takiej dość skromnej, wielkości forda focusa. Miało być „anger brutal death metal”, a było melodic death metal, choć trzeba im oddać, że z czasem się rozkręcili.

Gdzie MONUMENT OF MISANTROPHY nie dało rady, tam FULL OF HELL posłano. Chociaż wcześniej ich nie znałem to z reakcji fanów na wieść, że pojawią się u boku IMMOLATION pozwalała sądzić, że zaserwują coś więcej aniżeli klasyczny „rozpierdol”. W zespole udzielają się takie osobistości jak Nicole Dollanganger czy Kurt Ballou (CONVERGE), a sam zespół wydaje pod banderą Relapse Records. Czego można było się zatem spodziewać? Hardcore’owego szaleństwa spod znaku CONVERGE, nieobliczalności THE BODY oraz (pozornego) improwizacyjnego szaleństwa spod znaku MERZBOW? Kurwa, i to jeszcze jak. Pomimo tego, że na scenie FULL OF HELL wygląda niepozornie to ekipa Dylana Walkera (wokal, programming) miażdży atmosferą i energią, szaleństwem i psychodelicznymi samplami. Wszystkie numery z „Trumpeting Ecstasy”, (a szczególnie utwór tytułowy) wchodziły jak zimna i zarazem ciepła wódeczka. Z jednej strony wykrzywiało to mordę cholernie, z drugiej idealnie orzeźwiało i wprawiało w trans. Miód, cud i ogórki szklarniane powbijane w wydrążone przez pasożyty truchła niedowiarków, którzy twierdzą że rzyganie na żywo jest passe i infantylne. More powerviolence, please!

Po absolutnym szaleństwie FULL OF HELL poprzeczka dla AZARATH została podniesiona na poziom, który niestety okazał się tego dnia nieosiągalny dla tczewskiego zespołu. Ich obecność to jednak miły gest ze strony IMMOLATION, którzy zaprosili polską hordę w charakterze gościa specjalnego. Może to moje przyzwyczajenie do charakterystycznego skrzeku i czarciej prezencji Necrosodoma (a jeszcze wcześniej do Bruna) sprawiły, że wokal Skullrippera nie wywarł na mnie najlepszego wrażenia. Słyszałem AZARATH już wiele razy na żywo i zawsze po wyjściu czułem zapach siarki jeszcze kilka dobrych godzin i to właśnie oni zazwyczaj zostawiali po sobie najlepsze wrażenie ze wszystkich supportów. Nie wiem, może to „In Extremis” nie brzmi na żywo tak dobrze jak „Blasphemers’ Maledictions” czy „Praise the Beast” albo może zespół był nieco przygaszony. W tym miejscu zacząłem się zastanawiać co więcej mogę napisać o tym występie, co uzmysłowiło mi, że na prawdę niewiele rzeczy było wartych zapamiętania.

Teraz czas na to co wszyscy lubią najbardziej – IMMOLATION, czyli jedną z najbardziej niedocenianych kapel w świecie death metalu. Może to ze względu na zbyt poważne teksty? Może dlatego, że zespół ma gdzieś korps pejntingi, przebieranki i śmieszne rekwizyty? Skandalów z udziałem ekipy z Yonkers (USA) też chyba nie uświadczycie, a marketingowcy nie wymyślili jeszcze niczego lepszego na drodze ku sławie. Zespół z jednej strony osiągnął status legendy, ale nie takiej jak choćby CANNIBAL KORPUS (kto wie ten wie). A szkoda bo choćby te niepowtarzalne, smoliste i niezwykle precyzyjne dźwięki gitary, czy też charakterystyczny wokal zasługują na miejsce w panteonie death metalu. Warszawska Proxima pełna nie była, choć to może efekt tego, że Amerykanie grali dokładnie w tym samym miejscu w zeszłym roku. Nie przeszkodziło to oczywiście zespołowi w celebrowaniu tego wydarzenia, dziękowaniu fanom za tyle lat wsparcia i wiary. W nagrodę dostaliśmy sporo starszych numerów z epoki od kultowego „Here in After” (1996) do nieco mniej kultowego „Unholy Cult” (2002). Ross Dolan uzasadnił wybór takiej, a nie innej setlisty faktem, że nie chcą powtarzać numerów, które zagrali na „Atonement Tour I”. Zatem jeśli ktoś liczył na numery z „Majesty and Decay” w górę, to musiał niestety obejść się smakiem. Z nowych numerów pojawiło się oczywiście „Fostering the Divide” i to chyba byłoby na tyle. A co działo się na scenie? Żywioł, zatracenie i brutalność. Pomimo już sędziwego wieku (a raczej długiego stażu) ekipa IMMOLATION nadal nie ma litości dla pozerów, a powrót do korzeni tylko ich odmłodził. Wystarczyło rzucić okiem na Roberta Vigna’e żeby zrozumieć ile zespół wkłada w swoje koncerty siły i wirtuozerii.

Podsumowanie: Pomimo dość różnorodnego stylistycznie line-up’u wszystkie uszy skierowane były w stronę old school’owego death metalu i IMMOLATION, które jak zawsze nie zawiodło. Na plus oceniam dobór materiału przez Amerykanów, którzy zgrabnie połączyli zeszłoroczną wizytę w Polsce z tegoroczną odsłoną „Atonement Tour II”. Warto także zwrócić na FULL OF HELL, które zarażało energią skuteczniej niż malaria rozprzestrzeniała się w kulminacyjnym momencie w średniowieczu.

[Vexev]