Relacja: IN YOUR FACE! #10 – 02.12.17 / Łódź

Kto grał: TERRORDOME, STRAIGHT HATE, MINETAUR
Koncert: In Your Face! #10
Organizator: Support Them All
Klub: Magnetofon

Opis wydarzenia: Była to jubileuszowa X edycja święta metalowego podziemia, niejako podsumowująca 2 lata istnienia cyklu wpie*dolu zwanego In Your Face! Poprzedziliśmy ją m.in. wywiadem z ekipą Support Them All, czyli organizatorami i pomysłodawcami. Jubileusz zaś, był nie byle jaki bo w Łodzi pojawiły się zespoły rozpoznawalne i bardziej markowe niż niejeden dresik z logiem Adidasa. Począwszy od MINETAURA, przez STRAIGHT HATE, po TERRORDOME oczekiwaliśmy najwyższej jakości.


Organizacja: Początkowe opóźnienie było dosyć poważne, ale oczekiwanie się nie dłużyło – głównie dzięki rodzinnej atmosferze. Przemeblowanie zespołów było sprawne, nie wystąpiły żadne awarie. Generalnie, poza obsuwą, było dobrze.


Muzyka: Bez wątpienia większość osób wpadła na to wydarzenie, aby posłuchać ekipy TERRORDOME, czyli zespołu który bije na cycki ilością lajków nas, dwa poprzedzające go zespoły, a także organizatorów – ale uwaga – łącznie. Czemu o tym wspominam? Bo równocześnie odbywał się w Łodzi koncert międzynarodowych gwiazd hejwi metalu – NOCNEGO KOCHANKA. Poza 45 tysiącami lajków nie widziałem  i nadal nie widzę chyba żadnego powodu przemawiającego za tym, ażeby fani cięższych brzmień mieli wybrać ten drugi zespół. Ale cóż… raczej każdy kto pojawił się tego dnia w Magnetofonie zauważył, że pół Łodzi wymiotło w stronę innego klubu zwanego Scenografią. Obiektywnie rzecz biorąc, frekwencja była zła i to w kulminacyjnym momencie istnienia IYF.

MINETAUR natomiast już na początku dał sygnał do ataku – nie będę owijał w bawełnę, dla mnie to był występ wieczoru. Inspiracje zespołu każdy fan zna i o ile z protoplastami groove metalu nigdy nie sympatyzowałem, to akurat MINETAUR ma coś w sobie unikatowego, a ponadto koncertowo album „Gravel Pit” brzmi   bajecznie. Dodam do tego, że zespół z Warszawy grał niemalże na życzenie – miało być szybciej? Było szybciej? Miało być jeszcze troszkę szybciej? No to poleciało „Human Error”. Brzmienie ostre jak żyleta.

STRAIGHT HATE natomiast to zespół, który ostatnio ma dobrą passę koncertową i prawdopodobnie spotkamy się jeszcze kilka razy w ciągu najbliższych miesięcy (z MINETAUREM zresztą też). Chłopaki grają grindcore z naleciałościami death’u i death z naleciałościami grindu i było to słychać. Prawie w każdym utworze przeplatało się trochę tego i tego, oczywiście poza typowymi 50-sekundowymi grindowymi petardami. Zawsze mam problem z rozpoznaniem co akurat leci, bo zespół nie daje raczej wiele czasu na zastanowienie, ale chyba rozpoznałem „Don’t be so cheap”. Konkretny występ, konkretne kawałki, ale nie przemówiło to do mnie tak jak poprzednik.

Pora na najbardziej znany zespół, ze wszystkich które dotąd zagościły u ekipy Support Them All – TERRORDOME. Na pewno nikt z was o tym nie wie, pewnie nawet nie wiedzą członkowie zespołu, nawet ja o tym nie wiedziałem, ale Atmospheric Magazine dotrzymuje towarzystwa tej kapeli od zarania dziejów, czyli od 2008 roku. Archiwum podpowiada, że moi (byli już) koledzy i koleżanki recenzowali wszystkie ich wydawnictwa i uczęszczali grzecznie na pierwsze koncerty w Krakowie. Czy przewidzieli jacy szołmeni wyrosną z tej młodej thrashowej kapeli? Pewnie nie, ale tym bardziej byłem ciekawy co pokaże właśnie TERRORDOME. Zacznę od tego, że chłopaki potrafią bardzo ładnie się bawić, a do tego są szczodrzy i nie szczędzą fanom złocistych trunków (co widać na zdjęciach). „Old-school’owy look” pozbawiony był u nich zbędnego blichtru, niektórzy nawet przej*bali swoją dzianinę za stylowy pasek do gitary. Koniec żartów – muzycznie można byłoby podsumować kawałki z płyty „Machete Justice” takim sympatycznym angielskim frazesem: „sounds like fun”. Było w tym, moim zdaniem, trochę więcej crossover’a, aniżeli klasycznego thrashu. Więcej krzykliwych, szybszych wokali, które bardzo fajnie sprawdzają się koncertowo. Natomiast praca gitar jednoznacznie już wskazywała na thrashowe korzenie.


Podsumowanie: Tak jak wspominałem w rozmowach podczas wydarzenia, tak i wspominam teraz – jakościowo ta edycja nie miała sobie równych. Trzy rozpoznawalne kapele, które zazwyczaj sieją postrach w całej Polsce, zrobiły różnice. Zmiana klubu nikogo nie stremowała, co więcej pozwoliła na godną celebrację 10 edycji. Zmartwiła mnie natomiast bardzo niska frekwencja, ale… najważniejsze że sami organizatorzy byli zadowoleni – jeśli kiedyś się wybierzecie na n-tą edycję In Your Face to jestem przekonany, że pierwsze i ostatnie co rzuci się wam w oczy to wręcz rodzinna atmosfera, która sprawia że patrzysz na ilość gości, a na ich jakość. Czy słuszny to pogląd? Zobaczymy pewnie na następnych edycjach!

Zdjęcia autorstwa: FotoMilvusS A.Hatała