Relacja: Merry Christless – 15.12.17 / Warszawa

Kto grał: BEHEMOTH, MASTER'S HAMMER, MGŁA, WITCHMASTER, MENTOR;
Koncert: Merry Christless (15.12);
Organizator: Knock Out Productions oraz New Aeon Musick;
Klub: Progresja.

Opis wydarzenia: Był to drugi dzień świątecznych bluźnierstw spod znaku Merry Christless w warszawskiej Progresji. Drugi, ale tak na prawdę pierwszy, bo koncert w dniu 15.12.17 był tym, który ogłoszono wcześniej. W konsekwencji faktu, że bilety rozeszły się na trzy miesiące przed wydarzeniem zorganizowano dodatkowy termin w dniu poprzedzającym. 14 grudnia zamiast WITCHMASTER i MENTOR pojawiło się INFERNAL WAR oraz IN TWILIGHT’S EMBRACE.

Organizacja: Bez żadnych zastrzeżeń.

Muzyka: Zacznijmy od tego, że coś słabo było z wigilijną atmosferą na tym, ze wszech miar, wigilijnym koncercie. WITCHMASTER to w ogóle nie przypominał ekipy św. Mikołaja i jego elfich zastępów. Nie było kolęd, choinki, skarpet z prezentami, niczego świątecznego. Był natomiast fenomenalny soniczny rozpie*ol jakiego dawno nie już nie doznałem. Nie wiem czy słuchacie sobie czasem WITCHMASTER, ale jeśli nie to zachęcam was gorąco do uczestnictwa w jakiejś sztuce na żywo. Nie da się opisać słowami jakie to było dobre – pełna anihilacja, muzyka totalna. Było do bólu głośno, do bólu ciężko i do bólu grubo, a to był dopiero początek! Najbardziej zniszczył mnie klasyk z „Violence & Blasphemy” zatytułowany „Satanic Metal Attack” i ostatni kawałek „Road to Treblinka”. Tym występem WITCHMASTER wkradł się na moją listę najpotężniejszych polskich metalowych weteranów. Hail!

MGŁA, MGŁA, MGŁA. Koncert jak wiecie był wyprzedany na 3 miesiące wcześniej co zwiastowało piekielny tłok na dwóch występach tego wieczoru – MGLE i BEHEMOCIE. I tak też było, bo kto tak na prawdę nie czekał na MGŁĘ? Ja na pewno czekałem :) Był to zupełnie inny koncert niż WITCHMASTERA, który bombardował słuchaczy energetycznymi kulami zła. MGŁA wprowadzała w trans pełen refleksji, ludzie przestali się miotać pod sceną, pojawiła się hermatyczna, black metalowa atmosfera, której prekursorem było np. BURZUM. Chłopaki zagrali set złożony głównie z nowszych kawałków z płyt „Exercises in Futility” oraz „With Hearts Toward None”. Wydawało mi się, że usłyszałem dwa numery z „Grozy”, ale mogłem się mylić. Rozpoczęło się oczywiście klasycznie, od „Exercises in Futility I” oraz dwójki, potem zespół sięgnął trochę głębiej do kieszeni. MGŁA nigdy nie zawodzi, black metalowe arcydzieło.

Później nadszedł czas na największą niewiadomą Merry Christless, czyli Czechów z MASTER’S HAMMER. Znałem kilka ich piosenek, niemniej jednak byłem zaskoczony określaniem ich mianem „legendarnych”, ponieważ długi staż nie powinien równać się automatycznie wywyższającym przymiotnikom. Znani są pewnie tylko w Czechach, wiadomo też że są znajomymi Nergala. Tak sobie myślę… może to właśnie na nich stylizował się Nergal z John’em Porter’em w projekcie ME AND THAT MAN w kwestii doboru stylowych ubrań i kapeluszy? Ale do rzeczy, black metal był to w siermiężnym stylu charakterystycznym dla czeskiej szkoły black/death metalu. Na pochwałę zasługuje fakt, że MASTER’S HAMMER pozostaje wierny ojczystemu językowi, choć po 30 minutach słuchania odniosłem wrażenie jest to monotonne, a może nawet nudne. Niemalże każdy utwór opierał się na tej samej konstrukcji, tonacja głosu wokalisty pozostawała zawsze taka sama. Poza tym elementem nie byłem zawiedziony, raczej zaskoczony że na Merry Christless pojawił się zespół grający w zupełnie innej stylistyce, trochę bardziej rytmicznej.

Teraz to na to czekaliście, czyli BEHEMOTH. Zaczęło się (i skończyło) od apelu Adama Darskiego, w którym muzyk zachęcał wszystkich do poszukiwania wolności, a ażeby dodać nam otuchy na drodze ku tej trudnej sztuce, zagrano monumentalne „Conquer All”. Dobry początek? Zdecydowanie. Występ BEHEMOTHA został podzielony na dwie części – pierwszą z nowymi kawałkami i drugą z numerami z najstarszych płyt i dem. Tak też, na przystawkę poleciały największe „współczesne” hity takie jak „Lucifer”, „Ov the Fire and the Void”, „Blow Your Trumpets Gabriel”, by po zmianie transparentu powrócić do pięknych czasów kojarzonych głównie z „Lasami Pomorza” oraz „Cursed Angel of Doom” czy „Antichristian Phenomenon”. Piękna, sentymentalna podróż, prawda? Dodam, że podczas drugiej części koncertu nastąpiły zmiany w składzie i na scenę przywołano tych, którzy dali podwaliny pod współczesnego BEHEMOTHA, to oni przetarli szlaki – Les (bas), Havoc (gitara) oraz Baal (perkusja). Ładny gest ze strony zespołu. W kwestii oprawy, nie muszę wspominać że było sporo ognia, czarne konfetti, fajerwerki – do tego już przywykliśmy. Niestety po doskonałym wykonaniu ostatniego numeru pt. „Chants for Eskaton 2000” zrobiło się nieco plastikowo, przerzucano się zbędnymi superlatywami na temat dzisiejszego koncertu i na dodatek okazało się, że album „The Satanist” pokrył się złotem, co obwieścił przedstawiciel wydawnictwa Mystic Production. W praktyce oznacza to 15000 kopii, czy to tak na prawdę dużo? Pozostawiam wam do oceny. Tak czy inaczej, był to występ wieczora.

Podsumowanie: Może nie wynika to wprost z relacji, ale tegoroczna edycja Merry Christless (wcześniej znana jako Metalowa Wigilia) to chyba najlepszy klubowy koncert roku 2017. Czemu tak uważam? Wystąpiły zespoły na najwyższym, wyrównanym poziomie, line-up był jednak całkiem różnorodny. Doskonała organizacja i realizacja, momentami Merry Christless było też prawdziwa ucztą dla oczu i duszy. I jeszcze jedno… nagłośnienie. Był to najlepiej nagłośniony metalowy koncert w Progresji w tym roku. [Vexev]

.