Relacja: Świński Fest 2 – 18.11.17 / Gdańsk

Kto grał: ANAL TETRIS, MOSZNA, KLASZCZĄCE PIEROGI, ANUS MAGULO, ZACHLAPANY SZCZYPIOR, FETOR, NUCLEAR VOMIT.

Opis wydarzenia: Świńskie Festy zdecydowanie nie są dla każdego, ale zdecydowanie każdemu służą. W czasach gdy młodych ludzi na metalowych koncertach jest coraz mniej (poza oczywiście różnymi odmianami z przedrostkiem „post”), wydarzenie które przyciąga (jeszcze dość) niespróchniałe grono odbiorców jest fenomenem w obrębie niszowego metalu. Ale czy jest się czemu dziwić? Grindcore to najlepsza okazja do przebieranek, fitnessu, grania w piłkę plażową, wspólnej biesiady na siedząco pod sceną i wielu innych aktywności (także umysłowych, patrz sekcja ze zdjęciami)!

Organizacja: Bez zastrzeżeń, dwie mini awarie sprzętu, które zdarzają się nawet mniej znanym muzykom jak Madonna czy Metallica. Warto jednak wspomnieć, że pierwsza kapela przyjechała bez gitarzysty i ich występ był w gruncie rzeczy improwizacją. Szum zrobili spory, więc chyba nie było aż tak źle.

Muzyka: Najtrudniejszy akapit… grindcore to grindcore. No i ku*wa ch*j. Spójrzcie na nazwy zespołów: MOSZNA, KLASZCZĄCE PIEROGI… no ma być zabawnie, ma być szybko, ma być wpie*ol. Nie wiem czy uzasadniona w takim przypadku jest pełna analiza warsztatu i jakości wykonywanej na żywo muzyki. Chyba w zupełności wystarczy jak napiszę, że MOSZNA wywarła na mnie najlepsze wrażenie tego dnia. Zagrali na gigantycznym luzie, a że Polacy mają mega-przaśny humor to i wszystkie bluzgi rzucane co 0,1 sekundy współbrzmiały z muzyką niczym głos odległej mewy z szumem fal uderzających o falochron. Na dowód – grali także na afterparty, a tylko wybrańcom jest to dane. KLASZCZĄCE PIEROGI wróciły z nową setlistą i wykonały fitness plan lepiej od Chodakowskiej. Przysiady, pompki, skrętoskłony – tego nie zabrakło pod sceną. Był wycisk! ANUS MAGULO wszyscy zapamiętali z nieco uboższego image’u oraz chwytliwego sloganu: „Anus Magulo gówno z cebulo” oraz „wypier*alaj”. Występ jednak bdb. Natomiast ZACHLAPANY SZCZYPIOR pokazał nam jak grają aniołki – pięknie, czysto i chwytliwie w ch*j. To pierwsza kapela, na której scena była opanowana przez widzów, którzy wraz z dostojnym Knurem i wyniosłym Kogutem skandowali agroturystyczne hity. I teraz trudny temat – dwa zespoły, które zdobyły już niezłą renomę i łupią nawet na dużych zagranicznych festach. FETOR i NUCLEAR VOMIT dzielą także członków zespołu, a tym razem dzielili razem scenę. Niestety w przypadku NUCLEAR VOMIT zaszły spore zmiany personalne przed samym koncertem (drugi głos znany jako Gruby/Vaginathor nie dojechał z różnych powodów, a trudnego zadania zastąpienia charakterystycznego kwiku podjął się Darior) i za sprawą wszechobecnego alkoholu brzmiało to inaczej niż zwykle. Ostatnio słyszałem chłopaków na festiwalu Niech Cisza Milczy i tam w podstawowym składzie urwali mi sadło. Na Świńskim… nie było źle, setlista ładnie się składała, ale pewnych braków nie dało się przeskoczyć. Fajnie jednak, że pomimo problemów koncert się odbył bo NV to jednak zawsze klasa. Z drugiej strony zawiodłem się trochę na FETORZE, nie był dość intensywny. Serio, numery zlewały się w jedno i miałem wrażenie, że zostaliśmy uwięzieni w „Abandoned Hope”. Generalnie 5+.

Podsumowanie: No fajnie było, chlewik przedni. Atmosfera, której bardzo trudno uświadczyć regularnie w naszym kraju i nie mam tu na myśli fetoru odchodów, wymiocin i szczyn. Zauważyłem, że takie wydarzenie to świetna odskocznia od codzienności – tak i dla fanów, jak i dla zespołów. Możliwość przebierania się, luźna atmosfera, niewybredne żarciki pod adresem różnych świętych indywiduów przyjmowane z aprobatą, pomysłowi słuchacze, morze alkoholu i co najważniejsze… rytmiczna i dobra do tańca muzyka na żywo!

Galeria (autorstwa Xak Tsaroth):

Arrow
Arrow
zachlapanyszczypior6.png
ArrowArrow
Slider