Rise For Victory ‚zine: Ekologiczny gaduła – socjolog (…od A do Z…)

rise.for.victory_logoMiras z „Rise For Victory” odwala kawał świetnej roboty! Wydał cztery numery swojego pisemka, z czego każdy kolejny jest coraz lepszy i ciekawszy. Szanowny pan edytor nie tylko stale podnosi umiejętności swojego pióra i tryska zabójczym humorem, ale też znacznemu wyostrzeniu ulegają jego poglądy na temat muzyki i podziemia. Co więcej, nie zamierza on wychwalać upiorności blekofców ani spiepszyć z zinolem do internetu. Wielka szkoda :-)  

Oto krótka prezentacja jego osoby i zine`a „Rise For Victory”…


A jak anarchiści / anarchia

W szkole podstawowej miałem styczność z ta muzyką. Na Śląsku istniało kilka bardzo mocnych załóg punkowych. W takim Jastrzębiu było chyba z 10 kapel – stąd kompilacja „Atak Szczurów Jastrzębia”. Nie wiem, co się dzisiaj dzieje na tej scenie, ja pamiętam ciągle zespoły pokroju: MOSKWA, KSU, BRYGADA KRYZYS, PSY WOJNY, ABADDON, FORT BS, SMAR SW. Od czasu do czasu słyszę o czynnym sprzeciwie, promocji pozytywnych postaw wobec innych nacji i ras. W Empiku natrafiam na pisma „Nigdy Więcej” i „Inny Świat”, w listach znajduję – ale to rzadkość – ulotki „Anarchistycznego Czarnego Krzyża”. To tyle w tym temacie…

ImageB jak biuro handlowe

Pracuję w biurze handlowym producenta stolarki okiennej. Do moich obowiązków należy nakłanianie klientów do zakupu okien, robienie kosztorysów, spisywanie umów, odbieranie telefonów, obsługa faksu. Niby praca jest bezstresowa, ale jak człowiek pomyli się w obliczeniach, to musi się nieźle nagimnastykować, żeby nie stracić połowy wypłaty. Gorąco robi się też w sytuacji, gdy przychodzi rozłoszczony klient. Wtedy najlepiej zrobić dobrą minę do złej gry. Od czasu do czasu – jeżeli sytuacja tego wymaga – daję klientowi do zrozumienia, że nie dam sobie wejść na głowę i to ja tu rządzę. Walę pięścią w biurko, patrzę prosto w oczy delikwentowi i krzyczę, tak jak to robił Glen Benton za najlepszych lat: „Kill The Christians!” – che, che, che. Już taki ze mnie Diabełek w garniturku i z kłakami prawie do pasa. Zapraszam do Wodzisławia Śląskiego na ulicę 26-Marca 94 w godzinach 9.00-17.00.

C jak chrześcijaństwo

Coraz częściej słyszy się o sekularyzacji, pozbawieniu religijnej motywacji, procesie wyzwalania się różnych dziedzin życia społecznego, kulturalnego spod wpływu Kościoła i kleru. Wystarczy spojrzeć na kraje Piętnastki (szczególnie widać to na przykładzie Anglii i Holandii). Nie należy jednak popadać w euforię i upatrywać rychłego zmierzchu chrześcijaństwa – jednej z wielu religii monoteistycznych, którą wyznaje obecnie około 30% ludności świata. W Polsce, w dalszym ciągu, wyznaje się zasadę „religii losu” (religii urodzenia). Człowiek nabywa wiarę rodziców w momencie urodzenia, dzieje się to poza jego świadomością. Dopiero w późniejszym okresie może podejmować samodzielnie decyzje, oceniać, analizować, weryfikować. Niestety niewielu rodaków poszukuje, próbuje poznać pokrętną politykę chrześcijaństwa np. krucjaty, wyprawy krzyżowe, inkwizycję, najważniejsze założenia Soboru Watykańskiego, „dzieło” dominikanina niemieckiego Sprengera pt. „Młot na Czarownice”, zasadę przyjętą w 1555 roku podczas augsburskiego pokoju religijnego.

D jak dwutlenek węgla

Bezbarwny gaz, pozbawiony zapachu, cięższy od powietrza. W chemii znany jako CO2. Bez dwutlenku węgla nie byłoby życia na ziemi, z drugiej jednak strony nadmierne stężenie niekorzystnie wpływa na układ oddechowy człowieka (tzw. hiperkapnia), a także przyczynia się do ocieplenia klimatu. Cieszy natomiast mocno gazowane piwo…

E jak ekologia

Chcemy być ekologiczni, a nie potrafimy zadbać o porządek wokół siebie. Robimy śmietnik w lesie, odpadki wrzucamy do pieca i trujemy tym samym całą okolicę, wylewamy chemikalia do zlewu czy też kratki ściekowej, które w ostateczności i tak lądują w rzece. A potem się dziwimy, że kraje nadbałtyckie uznają Polskę za największego truciciela morza Bałtyckiego. Musimy zmienić mentalność, nauczyć się segregować śmiecie (pod warunkiem, że nasi „kochani” decydenci postawią na każdym większym osiedlu kontenery na surowce wtórne!). Nasze prawo musi by bardziej restrykcyjne wobec największych trucicieli. Nie może być tak, że kary są relatywnie niskie w stosunku do uzyskanych kosztów.

F jak festiwale

Najlepsze festiwale robią Czesi – co do tego nie mam wątpliwości! Ilekroć byłem w Czechach, zawsze mogłem liczyć na dobrą organizację, niewygórowane ceny i miłą atmosferę. Szkoda, że nie ma już Full Moon Carnival (mój pierwszy koncert pod chmurką!) i Silesia Open Air Festival, bo to były naprawdę świetne imprezy. Nie polecam natomiast polskich festiwali. Dwa razy uwierzyłem w zapewnienia organizatorów, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik i dwa razy się zawiodłem (Dying Art i Smash Festival). Cele założone nie miały odzwierciedlenia w celach realizowanych. Dopełnieniem obrazu nędzy i rozpaczy była katastrofalnie niska frekwencja.

G jak gadulstwo

Nie ukrywam, jestem osobą komunikatywną. Lubię wdawać się w dyskusje, w których nie brakuje ostrej wymiany zdań. Jeżeli „kręci” mnie jakiś temat, to trudno mi przerwać. Ostatnio jednak znacznie częściej milczę i stronię od gwarnych miejsc, co wpływa pozytywnie na moje zdrowie psychiczne.

ImageH jak humor

Lubię się śmiać, opowiadać dowcipy i robić głupie żarty. Często mój humor przybiera absurdalną formę i dla postronnej, niezorientowanej osoby może być przejawem zaburzeń osobowości.

I jak ideały / idee

Historia ludzkości to nieustanne definiowanie zastanej rzeczywistości, kierunku jej przemian i rozwoju. Jedne idee są nam bliższe, identyfikujemy się z nimi, natomiast inne są nam obce, przyjmujemy wobec nich postawę obroną. Powołujemy się na prace K. Marksa, utożsamiamy się z hasłami głoszonymi przez Jerzego Owsiaka, krzyczymy „bóg, honor, ojczyzna” itd. Często to gra warta świeczki.

J jak „jebziny”

Jebziny to nie jest podziemie! Z moich obserwacji wynika, że osoby tworzące tego typu strony nie zabiegają o utrzymywanie kontaktu z podziemiem, tradycyjną korespondencję i flyersy traktują jak zło konieczne. Krew mnie zalewa, gdy widzę, że na 100 recenzji 10 faktycznie pochodzi z niezależnego źródła, a redaktor (tak! teraz każdy chce być profesjonalistą!) na stronie głównej pisze wielkimi literami „Forever Underground!”. Faktycznie, podziemie jest super, ale tylko wtedy, gdy dostaje się darmowe kopie od zespołów, ma się zapewniony wjazd na koncert i, co jest już dla mnie totalną bzdurą, obejmuje się patronat medialny (kolejny przejaw profesjonalizmu!). Szkoda słów!!! Więcej na ten temat można przeczytać w #3 „Rise For Victory”. Tam też, po raz pierwszy, użyłem terminu „jebzine”, chcąc tym samym wyrazić swój negatywny stosunek do tego całego internetowego gówna!

K jak kibole

Temat jest mi wyjątkowo bliski, gdyż mieszkam na takim osiedlu, gdzie co chwilę dochodzi do bójek dwóch zwaśnionych grup kibiców (Wrębowa kontra Radlin). Zresztą w woj. śląskim jest bardzo wiele klubów piłkarskich i ich oddanych fanów, którzy nie zawahają się, by upokorzyć rywala. Palenie barw klubowych, stadionowe zadymy, ustawki to już prawie codzienność. W mordę można dostać na przystanku autobusowym, w pociągu – wystarczy, że jest się nie z tego miasta, co trzeba. Nie wiadomo, kto z kim trzyma, kto ma sztamę. Idąc na mecz np. Górnika Pszów i Naprzodu Rydułtowy (piąta liga!) trzeba uważać, żeby nie dostać kamieniem w głowę.

L jak lody

Nie wyobrażam sobie lata bez lodów. Jem je wręcz nałogowo. Nie mam ulubionego smaku, chociaż nie zdecydowałbym się na zakup lodów o smaku ośmiornicy, krabów ani wołowego jęzora (podobno przebój w Tokio!). Ostatnie badania OBOP wykazały, że: „lody wolą kobiety, jedzą je częściej niż mężczyźni, bo w ten sposób odreagowują stres, za to panowie wybierają lody dla ochłody”. Ech… mam głupie skojarzenia. Co na to feministki?!?

M jak maile

Nie cierpię, gdy ktoś na moje papierowe wypociny odpowiada pocztą elektroniczną. Osoby, które mają dostęp do sieci, deprymują tych, którzy są w mniej uprzywilejowanej sytuacji. Prowadzi to do nowych, wcześniej nieznanych podziałów – uczestnictwa w sieci i wykluczenia z niej. Oczywiście nie mam nic przeciwko e-mail, bo uważam, że jest to wygodny, tani i szybki środek komunikacji, chociaż nie ma to już takiego klimatu jak papierowy list. Wydaje się, że przysłowie: „littera scripta manet” czyli słowo zapisane pozostaje, już wkrótce nie będzie miało racji bytu. Szkoda.

N jak „new” metal

Wszystko zależy od słuchacza, jego subiektywnej oceny. Ja przykładowo chętnie sięgam po płyty ARCTURUS, DEMIMONDE, KATATONIA, IN THE WOODS… itp., co dla twardogłowego black metalowca może być przejawem pozerstwa, nowatorskiego gówna. Nie mogę jednak zdzierżyć muzyki KORN czy SYSTEM OF A DOWN, która dla większości użytkowników portalu onet.pl (czat: muzyka – ciężkie brzmienie) jest przejawem ekstremy w metalu. Zastanawiam się również, czym jest trip hop – styl, o którym dowiedziałem się przy okazji czytania recenzji ostatniej LUX OCCULTA.

O jak opowiadania

Kiedyś znacznie częściej sięgałem po opowiadania, co zresztą było widoczne w dwóch pierwszych numerach „Rise for Victory”. Obecnie nie odczuwam już takiej potrzeby, uważam, że to strata czasu i marnowanie papieru.

P jak PKP

Och, ilu to już nie przeklinało PKP? Że bilety drogie, że opóźnienia, że pociągi brudne etc. Ja akurat nie narzekam, ponieważ jestem synem pracownika PKP i posiadam legitymację kolejową. Zniżki do 80% na przejazdy pociągami dowolnej klasy (dopłaty są w intercity) w kraju i za granicą (tu akurat są pewne ograniczenia) to niesamowity komfort! Doceniam to tym bardziej, gdy zobaczyłem rok temu na wakacjach, ile płaci moja dziewczyna (pozdrawiam Cię Madziu!), a ile ja. Bez porównania!

l_rise-for-victory-1 R jak „Rise For Victory”

Wszystko zaczęło się w wakacje `98. Początki były trudne, prędko nasze młodzieńcze fantazje skorygowała brutalna rzeczywistość. Na razie ukazały się trzy numery. W przygotowaniu jest czwarta odsłona, w której tradycyjnie nie zabraknie kąśliwych artykułów, relacji z koncertów, wywiadów (w końcu sporo kapel z zagranicy), masy recenzji (według moich obliczeń może być ich nawet 200 – tylko podziemne tytuły!) itd. Niestety nowy numer ukaże się ze sporym opóźnieniem, co tylko umacnia naszą pozycję lidera w rankingu nie regularników.

S jak sekty

Jeszcze nie ochłonąłem po obronie pracy magisterskiej, a Ty mnie zamęczasz pytaniami o sekty. Trudno jest mi się odnieść w kilku zdaniach do tego pojęcia. Musiałbym napisać o nowych ruchach religijnych, grupach kultowych, denominacji, przypomnieć pierwotne znaczenie słowa sekta. Niestety termin sekta ma negatywne zabarwienie, na rynku wydawniczym jest bardzo wiele tytułów, które opisują zdarzenia w taki sposób, aby je można było zaklasyfikować jako „złe”. Również część mediów, a także niektóre organizacje i osoby prywatne specjalizują się w upowszechnianiu szokujących opowieści. Przykładowo Małgorzata Ibek analizując obraz sekt w polskiej prasie katolickiej na podstawie wybranych tytułów z lat 1989-94 tak o tym pisze: „Ważną cechą omawianych tekstów jest narastający negatywizm. Częściej tępi się postawy i wartości nie akceptowane niż prezentuje pozytywne wzory. Stąd przede wszystkim używa się takich słów jak: zagrożenie, fałsz, agresja, ofensywa, inwazja, szarlataneria, dewiacje itp”. Nic dodać, nic ująć…

T jak trendy (w metalu)

Nie interesuje mnie to – przynajmniej nie w takim stopniu jak kilka lat temu. Zresztą trudno to zweryfikować. Już nikt nie chodzi i nie pyta o skład, a za pominięcie jednej płyty w dyskografii SLAYER nie traci się naszywki czy bluzy. Ludzie słuchają czego chcą, chociaż nie jest przypadkiem, że kiedyś rządził black, a teraz death. W dużym stopniu, to wytwórnie płytowe kreują gusta młodych metalowców. Wystarczy przeanalizować rozwój Mystic Production i ich kolejne wydawnictwa, lata w których się ukazywały.

U jak Urząd Pocztowy Rybnik 10

Problemy, jeszcze raz problemy. Nawet już nie pamiętam, kiedy zaczęły do mnie przychodzić otwarte listy lub nie widziałem ich w ogóle. Interweniowałem trzy razy w głównym urzędzie, ale tam w dziale reklamacji bezradnie wzruszano ramionami. Później okazało się, że naganę dostał listonosz, co było totalną bzdurą, bo znam chłopaka osobiście i wiem, że nie byłby wstanie grzebać w listach. Po prostu nie ma na to czasu. Jednak tak to już bywa w życiu, że po dupie zawsze dostaje najsłabszy. Teraz sytuacja uległa poprawie, chociaż wiem, że kilka listów gdzieś przepadło.

W jak wady

Jak każdy człowiek mam wady. Lubię długo pospać, często jestem totalnie bezproduktywny, a potem w biegu nadrabiam zaległości. Brak mi systematyczności. Wiele osób zarzuca mi, że szukam dziury w całym, analizuję każdy szczegół. Jestem aż nadto bezpośredni, jeżeli coś mi nie pasuje, to wypluwam to z siebie. To co dla jednego jest wadą, dla drugiego może wydawać się zaletą. Ważne jest, żeby przyjrzeć się samemu sobie, zwłaszcza, gdy ktoś zwraca nam uwagę na jakiś element naszego zachowania. Niestety dla wielu to zbyt trudne.

Z jak złodziejstwo

Kradnie się wszędzie – na budowie, w sklepie, w podziemiu. Jak to mówią: okazja czyni złodzieja. Przykre jest jednak, gdy jedzie się do Włoch, a tam w jednym z miejscowych sklepów jest ostrzeżenie: „Polaku nie kradnij!”, w innym natomiast: „Polacy mogą przebywać nie więcej niż pięć minut w sklepie!”. W Holandii każde pole namiotowe jest bezpieczne i można spokojnie zostawić bagaż pod warunkiem, że nie ma tam Polaków.

[Kasia / Atmospheric #12]


„Rise For Victory”,
rfv_zine@poczta.fm; www.rfv-zine.prv.pl