RITI OCCULTI Riti Occulti ’12

Jeżeli zespół posiada w składzie trzy niewiasty, arabskie logo i pochodzi z Włoch, czuję się co najmniej trochę niepewnie jeśli chodzi o przynależność gatunkową. Gdy obnosi się z tym, że gra blackened stoner doom a w składzie nie ma ani jednego gitarzysty, moje zwątpienie osiąga apogeum i podchodzę do płyty jak pies do jeża. Okazuje się, że zupełnie niesłusznie i niepotrzebnie, bowiem RITI OCCULTI to jeden z najciekawszych debiutów roku 2012. Grupa powstała w 2011 roku z inicjatywy basisty Niccolo Tricarico i perkusisty Ivano Mandoli, którzy planowali jako duet pograć sobie muzykę oscylującą w klimatach doom/stoner właśnie. Wsparci studyjnie przez klawiszowca Luciano Lammana zaczęli krystalizować swoją wizję, która nabrała wyraźnych kształtów wraz z kolejnymi muzykami: obsługującą klawisze Sarze del Reno i wokalistkom Elisabettcie Marchetti i Serenie Mastracco. Szczególnie ta ostatnia zasługuje na wyjątkową uwagę, jest to bowiem postać znana na scenie włoskiej, pod pseudonimem Moerke przewodząca black metalowym hordom VIDHARR, MEK NA VER, czy gothik/funeral doomowemu CONSUMMATUM EST. Pomysły całej ekipy zaowocowały płytą o jakże odkrywczej nazwie – „Riti Occulti”. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, traktowałbym to raczej jako manifest tego czym zespół jest. A to znakomicie określa cały album. Już pierwszy utwór; „It’s all grey” zaskakuje. Rozpoczyna się banalnym stonerowym riffem zagranym na przesterowanym basie, do tego wchodzi bardzo specyficznie nagłośniona perkusja (choć muszę przyznać, że te milion ech robi swoje) i już gdy myślałem, że mam do czynienia z grupą odtwórczą, Serena odezwała się wściekłym blackowym skrzekiem a wsparciem posłużyły jej klawisze przywodzące na myśl wczesne dokonania KING CRIMSON. Poczucie wyobcowania, samotności, alienacji i pustki to słowa które często towarzyszą recenzjom z tego kręgu muzycznego, jednak RITI OCCULTI naprawdę ewokuje takie uczucia. Klimat sączy się tutaj niczym lepka smoła, jednak dzięki wspomnianym klawiszom i echom mamy szansę zaczerpnąć nieco powietrza, za sprawą tego obcowanie z płytą nie przypomina przebywania w dusznej trumnie, ale raczej lewitowanie gdzieś w odległej i obowiązkowo mrocznej przestrzeni. Mrocznej za sprawą tekstów pełnej nawiązań do Czarnej Magii, okultyzmu czy wręcz otwarcie satanistycznych. W tym momencie przypomina mi się niedawno recenzowany przeze mnie SEKTARISM, zespół, który również w diabelski i okultystyczny sposób próbował grać funeralny doom metal, ale nie ukrywajmy, przy RITI OCCULTI okazuje się tak mroczny jak wnętrze plecaka pierwszoklasisty. Do tego o ile w przypadku tamtej płyty co rusz miałem jakieś zarzuty, tu praktycznie ich brak. Wszystko brzmi jak powinno, utwory nie nudzą, choć płyną bardzo transowo, muzycy współgrają ze sobą świetnie, udało im się również uniknąć grożącej przy takim gatunku monotonii. Tu zwracam uwagę na bardzo orientalny „Desert of Soul”. Tu też większą rolę odgrywa druga z wokalistek, operująca klasycznym operowym głosem, dotychczas pojawiającym się jedynie jako ozdobniki i tła. RITI OCCULTI zaprezentowało intrygującą, oryginalną płytę, świadomie i ciekawie korzystając ze swych umiejętności, pokazując że minimalizm może być sztuką, a niżej podpisanemu, że swoje uprzedzenia opisane na początku tejże recenzji ma sobie wsadzić w… buty. [Shadock]

Riti Occulti: http://www.facebook.com/RitiOcculti, http://ritiocculti.altervista.org/, http://ritiocculti.bigcartel.com/, ritiocculti@hotmail.it

Epidemie Records: http://www.epidemie.cz/cz/