ROAD’S END Last Life Memories `15

promo CD `15
Ocena: 6/6
Gatunek: thrash'n'roll core

Novy, znany z partii basu w takich zespołach jak VADER, BEHEMOTH czy DIES IRAE, powraca po dłużej chwili w postaci ROAD’S END. Jego nowy zespół to pochodząca z Chicago grupa, w której próżno szukać metalu śmierci. Tym razem Novy nagrał album rodem ze słonecznego Teksasu, gdzie powietrze pachnie thrashcorem, a publiczność wielbi po wsze czasy tylko jeden zespół na literę P. Mowa o PANTERZE, bo duch Diamond’a Darrell’a, jest obecny na „Last Life Memories”. Novy i spółka rozpoczynają z impetem od chwytliwego „All Road’s End”, gdzie skoczny rytm i ostre riffy mieszają się z lekkim zadziornym głosem w ekspresowym stylu. Innym razem ROAD’S END zaskakuje balladą „When All Is Said And Done”, gdzie delikatne piano akompaniuje głównej partii, a całość brzmi niezwykle nostalgicznie. Ten utwór budzi skojarzenia z „Nutshell” ALICE IN CHAINS. W kolejnym „Nosce Te Ipsum” podwyższają poprzeczkę brutalności i wzbogacają utwór zabiegiem cięcia dźwięku, a potem powracają, by dodać cięższy ładunek emocji. W „1000 Ghosts” mieszają hard & heavy z surowym rockiem, gdzie rytm gra pierwsze skrzypce, a na drugim planie wieloskalowy wokal romansuje z gitarową solóweczką. Całość brzmi mocno, świeżo, przebojowo. A więc „Last Life Memories” posiada cechy dobrego albumu. Jest ciekawy, bo kompozycje są zróżnicowane. Jest egzotyczny, bo dawno nie słuchałem tak dobrze zagranych dźwięków osądzonych w amerykańskiej stylistyce, a nie można zapomnieć, że ROAD’S END dowodzony jest przez Polaka. I po trzecie, bo produkcja posiada żywe brzmienie. Novy stworzył zespół, który jest gotowy stanąć w jednym rzędzie z klasykami gatunku, bez kompleksów, że pochodzi z Polski. [Tomash]

Road’s End, www.facebook.com/roadsendofficial