ROAR King Of Hell `12

Można zagrać dziś staroszkolny thrash metal i zachować przy tym krztynę oryginalności oraz pomysłowość, a także odpowiednie pokłady agresji i wściekłości w to wrzucić. ROAR, aż dziw mnie bierze, że nie trafił pod skrzydła rodzimej Xtreem, zamiast tak przeciętnych i nijakich grup jak BREATHLESS czy REDIMONI. ROAR dynamiką i świeżością oraz wyrywającą się z serc i wypływającą spod palców dynamiką i energią potrafi naprawdę nieźle wymieść. I wymiata na płycie „King Of Hell”. Jest to jedna z lepszych nowych thrashowych grup, jakie mi było ostatnio słyszeć! Wystarczy, że posłuchacie „Metal Or Death”. Gacie spadają, gumki na niezdrowych uciskowych skarpetach pękają. Ten numer jest jakby esencją wszystkiego, co najlepsze w metalu! Posłuchajcie sami! Mamy tu co nieco odwołań do klasyki. ROAR czerpie bez zażenowania z niemieckiej szkoły, pamiętając przy tym, że thrash jest dziki, zadziorny i wulgarny. W wielu partiach, motoryce i sposobie aranżacji mocno kojarzy mi się też z naszymi ziomalami z BLOODTHIRST. Taka sama dzikość, kipiąca lawa thrashowych nut lecących na nas z głośników. Trudno wyróżnić któryś z kawałków, bo cały album „King Of Hell” jest równy, ale „The Seeping Giant” ma naprawdę niezły klimat, tytułowy zaczyna się nieco rock’n’rollowo i przeistacza się w energiczny, dobrze zaaranżowany, jeżeli idzie o tempa, numer (fajne te ironowskie klimaty w środku). Dynamika i przyśpieszenie bez zastrzeżeń. Goście z ROAR naprawdę wymiatają bez większych zastrzeżeń. Trzeba mieć oko na tą kapelkę, może jeszcze w przyszłości namieszać, a ja słucham sobie ich ostatnio raz w czas, bo materiał „King Of Hell” wchodzi mi elegancko! [von Mortem]

 

Roar, www.myspace.com/roaringmetal