S-CORE Into The Deepest… `12

Pierwsze skojarzenia często bywają mylne. W przypadku S-CORE, nazwa przywiodła mi na myśl „power-operowe” zespoły jak RUNNING WILD czy WINTERSUN – okładka za to, skojarzyła mi się (stylistycznie) z dziełami artystów gloryfikujący raczej mizantropię aniżeli filantropię. Innymi wyrazy, z nurtów takich jak depressive, funeral czy doom. A czy były jakieś trafne skojarzenia? Oczywiście, z łatwością można wyczuć wyraźną inspiracje twórczością PANTERY, na co wskazują mówione partie wokalne tudzież sekcja gitarowa. Co intrygujące, nie jestem w stanie zdefiniować gatunku w jakim poruszają się panowie z S-CORE, słychać w ich muzyce bowiem wpływy trash metalu, djentu, groove metalu, power metalu czy alternatywy. Profesjonalna nazwa gatunku wydaje się wyglądać (brzmieć) lakonicznie – Power Core. Ni to power, ni to core, ni to nowa scena, ni to stara scena. Niemniej sam zespół wydaje się wychodzić obronną ręką z gatunkowego impasu. Konwergencja gatunkowa, jaką zaprezentował francuski zespół ma cechy barddzo dobrego materiału – spójność, równość i energię. Niewątpliwie jednak, mankamentem jest wtórność i operowanie wieloma znanymi motywami. Dobre wrażenie sprawiają za to płytowe hity, takie jak „My Guardian Angels – In Memoriam Part II” bądź „Betrayal”, które na pewno będzie można niebawem usłyszeć w wielu Internetowych radiach.
Muzyka na płycie niesie ładunek pozytywnej, metalowej energii, intensyfikowanej przez dobrze współgrające wokale (które jednak czasem przypominają SEPULTURE) oraz ciekawe instrumentalne intra. Materiał trwa niebagatelnie długo jak na współczesne standardy, bo aż 51 minut, co może być dla jednych wielkim plusem, a dla innych pretekstem do odstawienia tej płyty na najniższą półeczkę w szafce. Skąd to rozwarstwienie? Otóż z faktu, że utwory, pomimo niewątpliwej chwytliwości, nie błagają by się nimi nieustannie katować – raczej powinna być to płyta krótsza a bardziej zwięzła. Brak pomysłów troszkę razi przy dłuższym kontakcie. Zasłużona, mocna czwóreczka.

Pierwsze skojarzenia często bywają mylne. W przypadku S-CORE, nazwa przywiodła mi na myśl „power-operowe” zespoły jak RUNNING WILD czy WINTERSUN – okładka za to, skojarzyła mi się (stylistycznie) z dziełami artystów gloryfikujący raczej mizantropię, aniżeli filantropię. Innymi wyrazy, z nurtami takimi jak depressive, funeral czy doom. A czy były jakieś trafne skojarzenia? Oczywiście, z łatwością można wyczuć wyraźną inspiracje twórczością PANTERY, na co wskazują mówione partie wokalne tudzież sekcja gitarowa. Co intrygujące, nie jestem w stanie zdefiniować gatunku w jakim poruszają się panowie z S-CORE, słychać w ich muzyce bowiem wpływy trash metalu, djentu, groove metalu, power metalu czy alternatywy. Profesjonalna nazwa gatunku wydaje się wyglądać (brzmieć) lakonicznie – Power Core. Ni to power, ni to core, ni to nowa scena, ni to stara scena. Niemniej sam zespół wydaje się wychodzić obronną ręką z gatunkowego impasu. Konwergencja gatunkowa, jaką zaprezentował francuski zespół ma cechy bardzo dobrego materiału – spójność, równość i energię. Niewątpliwie jednak, mankamentem jest wtórność i operowanie wieloma znanymi motywami. Dobre wrażenie sprawiają za to płytowe hity, takie jak „My Guardian Angels – In Memoriam Part II” bądź „Betrayal”, które na pewno będzie można niebawem usłyszeć w wielu Internetowych radiach. Muzyka na płycie niesie ładunek pozytywnej, metalowej energii, intensyfikowanej przez dobrze współgrające wokale (które jednak czasem przypominają SEPULTURE) oraz ciekawe instrumentalne intra. Materiał trwa niebagatelnie długo jak na współczesne standardy, bo aż 51 minut, co może być dla jednych wielkim plusem, a dla innych pretekstem do odstawienia tej płyty na najniższą półeczkę w szafce. Skąd to rozwarstwienie? Otóż z faktu, że utwory, pomimo niewątpliwej chwytliwości, nie błagają by się nimi nieustannie katować – raczej powinna być to płyta krótsza a bardziej zwięzła. Brak pomysłów troszkę razi przy dłuższym kontakcie. Zasłużona, mocna czwóreczka. [Vexev]

S-Core, www.facebook.com/SCOREOFFICIAL, www.processengaged.com/

Noisehead Records, www.noiseheadrecords.comoffice@noiseheadrecords.com