SABATON, BLOODBOUND, WITCHKING – 5.04.2009, Wrocław


ImageSABATON, BLOODBOUND, WITCHKING

5.04.2009, Wrocław, „Strefa WZ”

 

Dokładnie o godzinie 19:00 przekroczyliśmy progi „Strefy WZ”, podobnie zresztą jak wielu innych fanów muzyki. Udaliśmy się do organizatora, który okazał się przemiłym człowiekiem, umożliwił nam m.in. obserwowanie koncertu z boku sceny… Dzięki uprzejmości zespołu SABATON, zostawiliśmy na ich stoisku z koszulkami kilka egzemplarzy naszego pisma muzycznego „Atmospheric” (gdzie jednym z dań głównych jest właśnie wywiad z tą grupą), a jeden z numerów przekazaliśmy dla muzyków. Następnie udaliśmy się w kierunku sceny i okazując ochronie otrzymane od organizatora branzoletki zajęliśmy strategiczne pozycje z boku sceny.
Tłum był wielki, niecierpliwość podobnie, a wzrastała wraz z opóźnieniem. Przynajmniej tak to wyglądało na pierwszy rzut oka, gdy spragniona dobrego heavy metalowego grania publiczność ustawiała się przed zamkniętymi jeszcze podwojami „sali koncertowej”. Dopiero później, gdy udało nam się dotrzeć do rozpiski, okazało się, że wszystko przebiegało zgodnie z planem. Gdy rozpoczęto wpuszczać na salę główną, pod sceną zrobiło się bardzo tłocznie.
Image

Wraz z nastaniem godziny 20 na scenie pojawił się WITCHKING. Polska grupa była doskonałym wstępem, a swoim występem udowodniła, że na wiele ją stać. Ma swoich fanów i świetny kontakt z publicznością. Niektóre starsze utwory mogą kojarzyć się z JUDAS PRIEST, ale pojawiają się zaczątki własnego stylu. Fajny koncercik, a dla mnie pierwsza konfrontacja sceniczna z zespołem wypadła wielce zacnie. To właśnie wokalista WITCHKING obwieścił, że liczba zgromadzonych osiągnęła 1000 osób!!!

ImageBLOODBOUND był dla mnie jeszcze fajniejszym odkryciem. Grupa promowała swój trzeci album „Tabula Rasa”. Znowu heavy, ale bardziej surowy. Godzinny gig był bardzo energetyczny. Pot lał się strumieniami, a my podawaliśmy ręczniki (dosłownie;-)). Poprosił nas o to basista grupy, który w trakcie setu wziął nas chyba za obsługę klubu. Później zaowocowało to paroma miłymi dyskusjami i… nie tylko. Warto ten zespół szerzej promować, bo z tej czarnej mąki może być niezły chlebek;-). Z tego co wiem, nie tylko mnie chłopaki z BLOODBOUND pozytywnie zaskoczyli! Może nie są tak przebojowi jak SABATON, no i ich teksty są mniej „trendy”, ale na pewno warto było ich zobaczyć.

ImageWreszcie ok. 22 na scenie pojawił się najbardziej oczekiwany kąsek: SABATON. Chłopaki robią niesamowitą karierę. Szwedzi w swoim bitewno-historyczno-heavy metalowym sosie i u nas stali się gwiazdką. Zwłaszcza dzięki utworowi „40:1” zyskali u nas status grupy kultowej niemalże, bo i któż na Zachodzie śpiewa o Polakach? To na nich przybyły tłumy… Na żywo kojarzyli mi się troszkę z IN FLAMES, pod względem żywiołowości i profesjonalizmu, jak również… przebojowości. Muzycznie oczywiście troszkę inaczej, ale dobra muza to… dobra muza;-). Według rozpiski zagrali, co nastepuje: „Ghost Division”, „The Art Of Walking”, „Into The Fitta”, „Rise Of Penis”, „Onion”, „Talvisota”, „Clits Of Gallipoli”, „Attero Dominatus”, „Polish Buttalion”, „In The Name Of Eddie”, „Panzerschwanz”, „Price Of A Mile”, „Primo Victoria”, „40:1”, „Metal Dildo” (??;-)). Który z tytułów podoba się Wam najbardziej?;-) Takiego poczucia humoru wszystkim życzę;-).

 

                            [Yanus, foto Mariusz Wyłomański]