SADIST, VIRGIN SNATCH, CRIONICS, TEHACE, SARATAN … – 10.10.2010, Kraków

2010.09.30_sadist.plakat

Beware Of Your Neck Tour:

SADIST, VIRGIN SNATCH, CRIONICS, TEHACE, SARATAN, CEREBRUM

10.10.2010, Kraków, „Rotunda”

Beware Of Your Neck Tour już za nami. Koncert odbył się w „Rotundzie” (na dużej sali), czyli tak, jak planowany był rok wcześniej gig upamiętniający dziesięciolecie THY DISEASE, ale tamten urodzinowy, ze względu na złą organizację klubu (wersja oficjalna), odbył się na mniejszej sali poniżej (dawny „Extreme Club”). Na SADIST nie spodziewałem się jakiejś ogromnej frekwencji, ponieważ październik w Krakowie, mówiąc delikatnie, pękał w szwach, jeśli chodzi o ilość koncertów odbywających się w różnych częściach miasta. Zestaw kapel zachęcał jednak do przyjścia, a poza tym cena za bilet (27 złotych) nie jest chyba wygórowaną kwotą? Ja w każdym razie stawiłem się na gigu obowiązkowo. Ludzi przyszło całkiem sporo, tylko niestety dopiero jakoś po godzinie 20-tej.

Osobiście w głównej mierze oczekiwałem na CEREBRUM. Grecy planowo mieli grać trzeci w kolejności, a dziwnym zrządzeniem losu rozpoczęli koncert jako rozgrzewacz. Niestety w klubie była wtedy dopiero garstka ludzi i zespół zagrał praktycznie dla pustej sali… Mimo tego był to występ, który uważam za najlepszy tego wieczoru z kilku względów. Po pierwsze rewelacyjna muzyka pochodząca z debiutanckiego albumu „Spectral Extravagance” na żywo sprawdza się w 100%, po drugie z całego zestawu kapel CEREBRUM był najbarwniejszy pod względem kucharskim (czego w tych dźwiękach nie ma?). Chłopaki zagrali materiał niemal idealnie. Kto nie słyszał płyty, musi wiedzieć, że do prostych ona nie należy i do odegrania tych kawałków potrzebne są wysokie umiejętności, które bez wątpienia Grecy i nasz rodzimy krakus Jakub „Cloud” Chmura posiada. A Apollon (wokalista) na żywo świetnie daje radę, ma niesamowicie oryginalną barwę głosu (głęboka, zachrypnięta, lekko bulgocząca). Niestety CEREBRUM zagrał tylko trzydzieści minut. Miałem okazję poznać chłopaków osobiście i chwilę podyskutować z nimi na backstage, choć momentami nie nadążałem za ich angielskim, czas się w końcu podciągnąć w tej kwestii:-)! Niemniej jednak to super fajni kolesie, pozdro!

Kolejnym zespołem, który zagrał, był krakowski SARATAN. Znam tę kapelę dobrze ze strony muzycznej i personalnej – przynajmniej stary skład. Niemniej jednak myślę, że w nowym składzie (do grupy trafił niedawno drugi gitarzysta Gajdek, znany choćby z WITCHKING i bardzo sprawny pałker Ragnar, udzielający się m.in. w KBTW, MORD`A`STIGMATA) SARATAN spokojnie sobie poradzi w dalszej egzystencji! W „Rotundzie” Jarek i spółka promowali swój najnowszy album „Antireligion”, bardzo szybki, suchy i brutalny. Koncert wypadł całkiem nieźle. Całkiem, ponieważ Adam Augustyński miał problemy ze swoją gitarą, co trochę zepsuło całość występu. Najpierw poszła struna w jednym wiośle, a później w zapasowej poleciał mostek – złośliwość rzeczy martwych.

Po SARATAN przyszedł czas na TEHACE. Zajebisty blast beat. Krzysztof Gordziej (wokal/gitara) zamiatał swoimi włosami podłogę, a włosami spokojnie mógłby obdzielić kilku łysych typów:-), starczyłoby dla wszystkich. TEHACE widziałem po raz pierwszy i wywarli na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Zagrał niesamowicie energetyczny i miażdżący set, który zakończył coverem MORBID ANGEL z albumu „Covenant” – oczywiście kompozycją „Rapture” (znakomity wybór).

Następny pojawił się CRIONICS. Zespół w tym momencie dość dziwacznie zbudowany, bo w składzie brakuje jakiegokolwiek człowieka, który pochodziłby ze starego składu (z dwóch pierwszych płyt). Myślę, że należałoby zmienić nazwę, bo ta wydaje się być mocno naciągana. Występ black metalowych siekaczy nie powalił. Na sam koniec CRIONICS zaserwował utwór IMMORTAL, genialny „Blashyrkh (Mighty Ravendark)” – lecz bez wolnej wstawki po środku.

Ludzie trochę się poruszyli przy CRIONICS, ale na scenie już instalował się VIRGIN SNATCH, który miał chyba tego wieczoru najcieplejsze przyjęcie. Solidna dawka thrashu poderwała nieco uśpionych młócką poprzedników metalowców. W górze pojawiło się trochę rogów, a ja udałem się na krótką pogawędkę z naszym niedalekim czeskim sąsiadem Ivanem z DRACO HYPNALIS. Stwierdziłem, że widziałem VIRGIN SNATCH już za dużo razy i ten czas przeznaczę na towarzyskie pogaduszki:-)… W międzyczasie zespół zakończył swój show.

Oczywiście, jak to zwykle na takich koncertach bywa, 90% ludzi zna się z widzenia. Do „Rotundy” przyszła masa starych kumpli, pogaworzyło się o tym i tamtym, i jak to w pewnej hip hopowej piosence kilku blokersów śpiewało („Ja wiedziałem, że tak będzie…”), faktycznie tak było… W domu przed wyjściem dwa piwka sobie cyknąłem, a w knajpie miałem zamiar pościć, bo o 4.30 rano musiałem wstawać do pracy. Jak się pewnie domyślacie, do domu wróciłem chwiejnym krokiem, a rano monitor na moim biurku troszkę mi się niestabilnie w oczach odbijał, cholerny kac! Na szczęście około 8 rano zmora puściła:-). Niestety na koncercie zmęczenie spowodowane wypiciem dużej ilości alkoholu i fakt porannej pobudki zmobilizowały mnie do szybkiego opuszczenia klubu zanim zagrał SADIST. Tak to jest, kiedy koncert odbywa się w świętą niedzielę:-). Może następnym razem zakończenie trasy wypadnie na sobotę, ale to pewnie względy terminarzowo-finansowe, także tutaj decyduje tylko pełna sakiewka!

[Sabian]