SAINC: Skażeni superchorobą

sainc_logoZespół SAINC wydał debiutancką płytę „Pathogen”. Przyznam, że czekałam na nią z lekkim niepokojem. Demówka z roku 2005 nie była najlepsza i ogólnie spowodowała szok poznawczy dla umysłu, który przyzwyczaił się, że Świerszcz z YATTERING to death metalowiec z krwi i kości. Bowiem kierunek rozwoju, który obrał on w swojej nowej kapeli, zmierza w inne rejony. Album „Pathogen” okazał się jednak miłym zaskoczeniem. Jest bardzo udany i zrobiony wedle zasady „no compromise”. Pomimo wyraźnych pierwiastków nu metalowych i core`owych, ma w sobie świetną motorykę, ten jakże potrzebny ciężar i zadziorność wywodzącą się z deathowych korzeni.

SVierszcz to dobry rozmówca, o czym przekonaliśmy się już wiele lat temu podczas kontaktu z YATTERING. Odpowiada na pytania wyczerpująco i z zaangażowaniem. Chętnie podejmuje dyskusję. Ale też bywa impulsywny. Wręcz mówi o sobie: „furiat”:-).

Poniżej wywiad na temat nowego krążka SAINC, kierunku muzycznego, a także trochę o jego macierzystej kapeli…

 

 

Cześć. Wcześniej nazywaliście się S.A. INC., co było skrótem od STILLBORN AGAIN INCORPORATION. Teraz Waszą nazwę pisze się SAINC. Dlaczego? Czy w ten sposób chcecie zaakcentować zmiany w zespole? Stylistyczne, personalne, osoby przy mikrofonie, inne?


Na początek witam wszystkich czytelników „Atmo”! Minęło kilka dobrych lat, jak pisaliśmy ze sobą w związku z „Promo `97” lub „Human`s Pain” i dyskutowaliśmy o YATTERING:-). SAINC to była zawsze luźna ekipa muzyków. Początkowo nazwa miała nawiązywać do naszego pierwszego składu i udziału wokalisty w grupie STILLBORN. Nie zamierzaliśmy kontynuować działań tego zespołu, a nawiązać do nazwy. Później i dla nas stało się łatwe mówić o kapeli używając skrótu. Teraz, mimo że jest to skrót od tej dłuższej nazwy, nie używamy go, gdyż nazwa własna SAINC bardziej nam leży. Tak jest łatwiej, a to, że nastąpiło wiele zmian muzycznych, stylowych nie miało aż takiego wpływu na tę sytuację:-).

 

s.a.inc_demo2005Moim zdaniem pierwsze demo S.A. INC z roku 2005 przeszło bez echa. A później była długa przerwa… Mam ważenie, że kompletnie nie masz parcia na rozgłos, popularność…


W tamtym czasie grałem jeszcze w YATTERING i SAINC był odskocznią od tego zespołu. Wysyłaliśmy demo gdzie się da, ale widocznie przeszło bez echa, jak mówisz. Cały czas staraliśmy się promować, ale właśnie wtedy doszły moje mega osobiste problemy. „Yatta” padła, do tego straciłem firmę, zostałem z długami na grube banieczki i do dziś liżę rany. Trudno było podjąć dodatkowe działania na rzecz SAINC. Traktowaliśmy to na luzie, graliśmy sporo koncertów, kręciło się dość sympatycznie. Tak w sumie było z każdym materiałem, do tego stopnia, że mamy już, wg mnie, drugi, jak nie trzeci album demo:-). Dopiero teraz zakończyłem ten etap pierwszą oficjalną płytą SAINC „Pathogen”.

 

No chyba że tylko ja nie zauważyłam szerszej propagandy na rzecz SAINC, bo na przykład bardziej się promujecie na scenie hard core`owej i w kręgach SWEET NOISE, ACID DRINKERS, GUESS WHY, FLAPJACK itp. niż wśród typowych metalowców… Jak to jest?


Tak jak wspomniałem, po pierwsze luz w promowaniu się, a dalej… SWEET NOISE oraz ekipa Noise Nation to działania promocyjne dla muzyków, które nam zaproponowano, bo stanowimy spoko ekipę:-). Z GUESS i ACID znamy się troszkę i warto promować się u boku lepszych. To także grupy grające metal, mające ugruntowaną publikę, więc zagranie z tymi super zespołami zawsze zwraca na nas uwagę. Z „Flapy” grał jeszcze jeden wokalista za czasów STILLBORNa, my nie mieliśmy okazji:-), a poszła taka notka do naszej historii. Graliśmy również z LIPALI. Pozdrówki dla wszystkich wymienionych!

 

W sumie muzyka, którą grasz w SAINC, ogólnie jest dość popularna i przy odpowiedniej promocji (wytwórni, mediów itp.) zespół mógłby wiele osiągnąć, tak sądzę. Tyle że nie wiem, czy przełożyłoby się to na sprzedaż płyt (bo ludzie teraz ściągają, zamiast kupować), ale na koncertach pewnie byłaby miazga. Jak Ty to widzisz? W sensie perspektywy na popularność:-).


Czasy są gorsze w sensie sprzedaży. Teraz ściągniesz wszystko w parę sekund, więc warto grać koncerty. Te z kolei są obecnie tragicznie traktowane, gdyż jest moda na imprezy biletowane. Zero pomocy od współorganizatora, który nic nie musi:-). Dla mnie to porażka. Jak jesteś znany, to może się jeszcze dogadasz na stawkę i ktoś tyłek ruszy z promocją koncertu, gdyż musi ponieść jakieś konsekwencje z tego tytułu. A tak? Grasz za bilety, klub nie pomoże w promocji, nie znają cię i jedziesz grać do pustej sceny, dokładasz do tego. Dlatego nie bawi mnie taka sytuacja. Nie mam też wsparcia od wytworni. Większość wie, że gram, ale wsparcia z tego tytułu nie ma. Myślę, że obecny album „Pathogen” to zmieni, ale nie liczę na żadną popularność, tylko na normalniejsze działania jako muzyk. Gram, więc wytwórnia i wsparcie prasy się przyda. Niezależnie od tego, sami też musimy sobie dawać radę. Kręcę filmiki, prezentacje muzyczne, ludzie nas oglądają lub też nasze produkcje i zawsze jakieś zainteresowanie SAINC jest…

 

SAINC_foto

 

Rozbawiła mnie zamieszczona gdzieś na Waszej stronie internetowej ankieta „co gra SAINC?” A jak Ty określiłbyś Wasz styl? Bo ja w recenzji dema S.A.INC wskazałam na gitarową awangardę, hard core, grunge, rocka:-), a na „Pathogen”, o dziwo, słyszę dużo z death metalu…


:-) Czyli wszystko się miesza:-). To dlatego, że gramy różne motywy, traktując muzę na luzie i każdemu z nas coś tam w duszy gra:-). Po demówce stawaliśmy się, można powiedzieć, coraz mocniejsi w graniu. Osobiście jestem z ekipą za coraz mocniejszym walnięciem. Teraz uważam, że sporo w nas także z Devina Townsenda, którego bardzo szanuję za lajtowe klimaty, jak i rzeźnię w STRAPPING YOUNG LAD… Koniec końców podsumuję, że gramy brutal new (?) metal:-).

 

O, skoro mowa o tym ekscentrycznym multiinstrumentaliście… Niedawno powrócił z nowym projektem i na pewno nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Masz jakieś oczekiwania po tym artyście?


Nie mam od niego żadnych oczekiwań. I tak robi świetną muzę i najwyżej trzeba umieć sobie wybrać to, co się lubi, a ja toleruję w 666 jego twórczość. Słuchałem już KI PROJECT i jest spoko. W międzyczasie nagrał extra płytę „Ziltoid”:-). Masakra. Miałem okazję spotkać STRAPPING YOUNG LAD w Szwajcarii i bardzo mile wspominam ich występ i wspólne granie, pobyt w hotelu:-). Devin ma wokal, umiejętności i pewnie sporo życzliwej sobie załogi. Przeraża mnie pozytywnie jego nadprodukcyjność, ale jak bym miał możliwość robić tylko muzę, to pewnie dałbym więcej od siebie:-).

 

Zaciekawiła mnie jeszcze taka kwestia. Popełniliście tak odmienne stylistycznie covery jak SLIPKNOT, DEFTONES, RAMMSTEIN, REPUBLIKA, zaś na koncertach gracie „Bloodline” SLAYERa, tak? Czy to czasami nie jest próba połączenia „nowych” i „starych” fanów? Czy nie patrzycie na to w ten sposób i traktujecie wszystkie te przeróbki jednakowo zabawowo?


To ostatnie stwierdzenie jest dobre, gdyż granie muzyki to radocha. Nie jesteśmy na tyle znani, żeby łączyć pokolenia. Po prostu gramy to, co chcemy i umiemy zagrać lub zaaranżować po swojemu. Oprócz radości grania uważam, że niech sobie inni oceniają, dla mnie to odmiana SAINC metalu… Być może weźmiemy się w wolnej chwili za jakiś album coverowy, bo zastanawialiśmy się nad tym. Graliśmy DEFTONES (nasz wokalista Benben miał taki charakter muzyczno-wokalny), graliśmy SLIPKNOTa, bo lubimy techniczną rzeźnię, zahaczyliśmy o RAMMSTEIN, pogrywaliśmy „Śmierć w bikini”:-). Wielu maniaków metalu zna muzykę alternatywną i fajnie jest ciężko zagrać np. REPUBLIKĘ. Ten utwór to także początki naszego nagrywania samemu własnych muzycznych dokonań. Teraz nadeszła pora na „Bloodline”:-), a ostatnio padło na MORBID ANGEL. Ostatnio częściej graliśmy pod nasz nowy album SLAYERa… Ku uciesze zresztą publiki, bo to starzy wyjadacze, jak my, tylko z lepszym stażem i poparciem:-).

 

Przyznam, że jak na muzyka, który w YATTERING robił kawał technicznego death metalu, stylistyka SAINC nie do końca mi leży… I wiem, że nie jestem odosobniona w opinii, że trochę poszedłeś na łatwiznę:-). Odechciało Ci się grania tak brutalnej muzy (tj. death metalu), czy jak?


W „Yatta” były non stop kwasy personalne, więc SAINC stanowił luźną odskocznię. Muzykę grało się dla przyjemności, raczej bez awantur, jak chciano coś sobie poimprowizować. Później zespół padł, a my lubiliśmy grać, także chcieliśmy robić z tym coraz więcej niż gra dla siebie, chcieliśmy wyjść do ludzi… Dla mnie to żadna łatwizna. Muzyka SAINC daleks jest do „Yatty”, gdzie technika i rzeźnia przewodziła (w końcowej grze coraz mniej i powoli więcej mieliśmy już wspólnego z PORCUPINE TREE), ale staram się iść w tym kierunku. Grać agresywniej i ciężko brzmieniowo, gdyż takim zespołem zawsze byliśmy. Może dochodzą jeszcze umiejętności gry, gdyż blasty czy furię muzyczną wprowadzamy teraz w obecnym graniem. Ale niezależnie od grania różnych utworów i mniejszego „szacunku”, SAINC to nie „Yatta”:-). My robimy swoje i to dobrze:-).

 

Poszerzmy wątek YATTERING… Z tym zespołem nagrałeś kilka świetnych płyt. Sami twórcy często mówią, że każdy kolejny album jest lepszy od poprzedniego. Ja mam największy sentyment do debiutu „Human`s Pain”, który narobił sporo szumu. Wszyscy dziwiliśmy się, jak można w Polsce z taką finezją i techniką zagrać death metal… A Ty którą z płyt YATTERING cenisz najwyżej? Zdarza Ci się ich słuchać po latach?


Na początek dzięki wszystkim za szacunek:-). Mimo wielu lat cieszy to dalej, że ktoś o nas pamięta. Jakby nie było, mija prawie dekada, aż się łezka w oku kręci:-). Każdy album YATTERING w jakiś sposób lubię, ale jeśli mam rozpatrywać płyty, to w kolejności takiej: „Genocide”, gdyż jest najlepiej wydanym, najświeższym krążkiem (jak „III”), z najlepszym dźwiękiem. Zaraz za nim na równi stawiam „III”, bo jest ulepiony z tej samej gliny. To że album „III” jest progresywny, z klimatami techno, mam gdzieś. To dawka imprezowej dawki „Genocide”. Dalej postawiłbym „Human`s Pain”, bo kopie jak „Genocide”, ale stare czasy to inna świeżość brzmieniowa. Na końcu „Murder`s Concept”, bo jest – mimo fajnej, pokręconej muzy i takich perełek jak „Anal Narcotic” – jest najgorzej zmiksowaną i wydaną (mimo mega starań) płytą YATTERING.

 

Jak z perspektywy czasu oceniasz wkład YATTERING w scenę metalową w Polsce? Czujesz ten ważny bagaż? Moim zdaniem grupy YATTERING, DEVILYN czy TRAUMA strasznie deptały po piętach VADERowi…


E tam, im deptały wyśmienite bandy jeszcze poprzedniej dekady jak PANDEMONIUM, GHOST, LASTWAR, ARMAGEDON, VIOLENT DIRGE i inne mega wypaśne zespoły, ale to im się udało i bardzo dobrze. Miło, że było tyle konkretnych kapel i nas wśród nich wymieniasz… Zombal grał w VADER i tak się nagrał, że menago powiedział prosto – można współpracować z „Yatta”, ale nie z tym człowiekiem… I tak bagaż doświadczeń, a wręcz garb doszedł jeszcze większy po wojnach z nieuczciwymi wytwórniami, które przemaglowały nas na grubą kasę. W końcu sami się rozeszliśmy… Dla mnie większą radochą było to, że maniakom się muzyka podoba, na koncerty zapraszali nas fani(!), a nie jakieś instytucje itp., pisało się listy, udzielało wywiadów. To było super. A to że nie wyszło maksymalniej, choćby jak VADER, BEHEMOTH, HATE, RIVERSIDE…? Cóż, z SAINC się uda:-).

 

Wiem, że byłeś osobą, która dramatycznie starała się podtrzymać YATTERING przy życiu…


Po tym jak garowy olał granie lub też odszedł z niechęci do mojej osoby, dalej „działaliśmy” z „Yatta”, szukając garowego. Były to raczej moje poszukiwania, gdyż do pół roku naprzód już miałem wstępnie załatwione koncerty na festiwalu Inferno (Norwegia) oraz Steel Warriors Rebelion (Portugalia). I w zasadzie był to przyczółek do zrobienia trasy z BOLT THROWER… Garowych, jak na złość, nie było, a Tomasz Duc vel Czubdrummer okazał się dla chłopaków za słaby… Truf już dawno miał dosyć grania w tym stylu i w „Yatta”. Nasza muza wg niego słabła, a on wolał rzeźnię w AZARATH lub też własnym projekcie. Utrzymuję z nim sporadycznie kontakt internetowo. Hudy został z garowym i coś tam dłubią. Starałem się utrzymać z Hudym kontakt, ale jak go nie podtrzymuje, to kontaktu nie ma:-(. Każdy ma jakieś swoje sprawy, więc układ koleżeński widocznie w „Yatta” nie istniał… Także żadnej pomocy, co do kontynuowania „Yatty”, nie było. Samemu nie będę szukał bandu dla nazwy YATTERING. Później doszły problemy prywatne, więc odpuściłem…

 

l_masachist_death-march-furyJak napomknąłeś, inny ex muzyk YATTERING – Trufel z powodzeniem gra w AZARATH i w tym roku wydał płytę swojego MASACHIST. Obydwa zespoły są zabójcze. Czy słyszałeś ich płyty? Czy w ogóle takie granie jeszcze Cię rajcuje?!


Robi to, co lubi i super. Sporadycznie słyszałem utwory. Pewnie pomimo wsparcia wytworni, Trufowi nie jest po drodze użyczyć, zapodać mi swojej płyty, jak to lubił odwrotnie – jak SV dawał albumy:-). Nieważne, w sieci posłuchałem fragmentów i spoko. Ważne, że się czegoś w „Yatta” nauczył i idzie swoją drogą. Hail Satan!

 

A inni starzy znajomi ze sceny z okresu YATTERING? Masz z nimi jakiś kontakt? Zwłaszcza z tymi, którzy nie mają już nic wspólnego z muzyką? Przyjaźnie przetrwały czy nastąpił ich kres?


Z podziemiem muzycznym starym i nowym mam różne układy. Widuję na koncertach wiele osób z podziemia, albo kontakt jest mailowo:-). Czasami promujemy band, więc i stare i nowe kontakty się odświeża. Mam nadzieję, że jak najbardziej odżyją one teraz, z nowym albumem SAINC.

 

Po rozpadzie YATTERING zainicjowałeś też projekt SV666YG. Co to takiego? Powstało coś konkretnego pod tym szyldem? Bo jakoś mi umknęło…


Tak jak SAINC, bo aż tak się nie promuję:-). Jak wspomniałem, chłopaki powiedzieli, że perkusista jest za slaby i grać z nim nie będą. Pewnie nie chcieli także kontynuować „Yatty”. Ale Tomasz jest wartościowym muzykiem, stara się, nagrał z 50 ciekawych utworów, więc nie chcąc grać po szyldem „Yatty”, starałem się stworzyć projekt. Muzyczny, internetowy… I tak powstał SV666YG. Jest sporo muzy na naszym profilu www.youtube.com/sv666yg i sporo pomysłów na dalsze granie. Czas pokaże… Zapraszam do posłuchania tego, co już jest.

 

Obecnie w Polsce ukazuje się sporo reedycji, np. HAZAEL, CRYPTIC TALES, GALLILEOUS, MERCILESS DEATH. Może i stare płyty YATTERING się doczekają? Szczególnie, że pierwsze wydanie debiutanckiej jest nieosiągalne… Sądzisz, że byłoby na te wydawnictwa zapotrzebowanie?


Nie:-). Album „Human`s Pain” został powtórnie wydany przez francuską Season Of Mist, z dodatkami coverowymi oraz „Promo `97”. Wprawdzie maksymalnie spieprzyli nam wizerunek okładki i wkładki, ale fakt, że ta płyta już jest wydana, nie daje szans na kolejne powielanie. Dodatkowo dziwnie rozprowadza to Metal Mind w boxie w cenie jednego. A sens ponownego wydania, to byłby może tylko dlatego, że pierwsza wersja, sprzed reedycji to mega wypas i szacun dla Moonlight – pierwszego wydawcy „Human`s Pain”.

 

SAINC_PathogenOprócz Twojej osoby jest jeszcze inny element łączący SAINC z YATTERING. Autorem okładki nowej płyty Pathogen” jest Krzysztof Iwin znany z grafik dla YATTERING. I jest to kolejny piękny w swoim makabryzmie obrazek…


Może nie aż taki drastyczny, jak pozostałe:-). Dla mnie to troszkę powrót do czegoś, co uważam za konkretne… Muzyka, okładki, pewna spójność w tym, co robiłem w „Yatta”… Dlatego cieszę się, że mogę dalej z Krzyśkiem współpracować i pokazać światu jego zajebiste produkcje. Okładka jak najbardziej pasuje do genetycznych grzebanin w ludzkim organizmie i także troszkę pod ten obraz został zrobiony klip do „Geno Resurrection”:-).

 

„Pathogen” to powszechna nazwa, a w samej Polsce, w roku 2005 była już płyta death/grindowej kapeli PARRICIDE, „Patogen”. Nie obawiasz się, że niektórym ludziom może się mylić?


Wątpię, że będzie się mylić, ale fakt… Szukając różnych informacji na temat genetyki człowieka, natrafiłem na ten album. Ostatecznie zmieniliśmy nazwę na angielski odpowiednik super choroby i jest to „Pathogen”. To jedyna zmiana dotycząca albumu, która wyszła – że tak powiem – w praniu:-). A przy okazji, skoro pytasz, będę musiał także posłuchać tego albumu, bo PARRICIDE nieźle kopie tyłki:-), a co ważniejsze, poczytam teksty z „Patogen”. To bardziej mnie zainteresuje. Ciekawe, czy też podjęli taki temat chorobowy…

 

Pomówmy więc o tekstach z nowej płyty, które są koncepcyjne. Dotyczą ludzkiej genetyki i zagadnienia wymarcia gatunku ludzkiego…


Jeżeli chodzi o twórczość, dla mnie za każdym razem płyta ma być mimo wszystko spójna. Zarzucano już nam, że „Demo 2007” takie nie było, gdyż mięliśmy tam wrzucone wszystko: demo z 2005, teledyski SAINC, muzykę, klipy z muzą SAINC do sportów ekstremalnych – dużo wszystkiego mało spójnego. Taka była demówka, która miała nas szerzej zaprezentować. A teraz nadszedł czas na album, muzykę spójną z okładką i teksty o genetyce oraz problemach związanych z patologiami dotyczącymi tych zagadnień. Mamy więc temat życia wiecznego, zmian chorobowych, leczenia DNA, postępowania ludzi wobec siebie na podstawie genetyki i doboru płci, zniszczenia całej populacji ludzi przez współczynnik chorobotwórczy (motyw fajnie pokazany w „Jestem Legendą” z Will Smithem). Ponadto cały czas temat klonowania, poprawiania siebie, znalezienia lekarstwa na nieśmiertelność, zarodki, kolorki macierzyste. Jest tego sporo.

 

sainc_svierszcz

 

A czym dla Ciebie jest superchoroba? To coś, co najbardziej zagraża współczesnemu człowiekowi i zatruwa planetę? Miażdżyca, otyłość, HIV, a drugiej strony pracoholizm i uzależnienie od internetu czy szerzej – terroryzm, a może tylko wyścig szczurów? Genetyka może nas ocalić? Nadludzie zwyciężą?


Nadludzie… To też motyw, jaki mnie interesował wcześniej, kojarzony niestety z faszyzmem, stworzeniem nadczłowieka… To od strony patologicznej… Dominacja gatunku nad gatunkiem i patrząc globalnie na ten temat, wszystkie te drobne choroby, jakie wymieniasz, to tylko składnik nas samych, dających początek wielkiemu zniszczeniu samych siebie… Mam gdzieś różne odmiany ludzkich chorób, które stanowią tylko odłamek jednej choroby dla ziemi… Jesteśmy nią my, ludzie! Istoty, które dążąc do rozwoju zabijają, niszczą, starając się mimo wszystko coś stworzyć, aby żyć… Totalne wariactwo… Dla mnie superchoroba jest odwzorowaniem słownikowym… Jest żywy składnik chorobotwórczy, który zdominuje, zniszczy wokół siebie wszystko… Na przykład wyścig szczurów w Londynie – mówiąc o patogenie superchorobie wspomina się właśnie o tym…

 

Kreujesz w tekstach apokaliptyczną wizję patologicznego społeczeństwa, ale jakoś nie posądzam Cię o mizantropijne poglądy. Nie zaprzeczaj, że nie chciałbyś, żeby Ci zaaplikowano środek odmładzający i przedłużający życie o 50 lat i zamrożono Twoją spermę tak, byś w następnym stuleciu miał potomka?:-)


Poruszam tematy patologiczne, jak np. w teledysku do Geno Resurrection”. Chcemy żyć wiecznie, więc komuś innemu robi się krzywdę zdobywając jego narządy w nielegalny sposób. Powszechnie stosowane brudne operacje lub też machina mafijno-polityczna dla przeszczepów… I coś w tym jest, co piszesz, gdyż chciałoby się powiedzieć: żyć wiecznie. A niedawno zmarł król popu Majkel, który swego czasu tak bardzo dbał o dotlenienie i różne rozwiązania medyczne dla siebie.

 

Wspominałeś o klipie do „Gene Resurrection”. Powiedź coś więcej o jego tematyce, produkcji i przeznaczeniu…


Tematyka utworu jest o chęci życia. Próbach jego przedłużenia, a także żalu za wieloma, którzy odeszli. Utwór w początkowej fazie zadedykowałem Olasowi z ACID. Na utwór ówcześnie miał wpływ także mord na Polaku w wojnie z tzw. terrorem. Dodatkowo mając na uwadze okładkę do albumu, staraliśmy się pokazać taką wizualizację. Trochę w tym jeszcze nielegalnej operacji, odebrania narządów komuś dla innych. Nikomu nie życzę bycia takim czynnikiem zamiennym… Także mimo prób stworzenia oficjalnie takich szpitali. Do realizacji klipu zdobyliśmy – dzięki pomocy dekoratora HM – manekiny, znaleźliśmy odpowiednią salę, żeby zrobić lazareth:-). Przybory szpitalne, miejscowe podroby, serca i masz „ucztę” gotową:-). Wraz z różnymi pomysłami moimi i członków SAINC zrobiliśmy najlepszą do tej pory jakościowo wizurę:-), promująca płytę. Teledysk został wstawiony do płyty jako dodatek oraz znajduje się na części naszych profili.

 

 

 

Skoro mówimy o życiu i śmierci… Jako że wiek już poważny, nie omieszkam wścibsko zapytać… Drzewo posądzone? Dom wybudowany? Syn spłodzony?


Drzewa nie sadziłem, ale za to macie najnowszy album SAINC. Chaty jeszcze długo nie postawię, ale to, co mam, bardzo sobie cenię, bo mam gdzie mieszkać i jest ok:-). Dzieciaków nie mam i raczej nie zamierzam mieć, tzw. własnej familli.

 

Album „Pathogen” wydaliście własnym sumptem. Ale czy rozsyłacie go po wytwórniach? Ja się za bardzo nie znam na scenie, na której porusza się SAINC, z Polski kojarzę tylko Spook Records, ale ktoś z zagranicy powinien Was łyknąć, hm? Gdybyście śpiewali po niemiecku, moglibyście uderzyć np. do Drakkar:-).


Dzięki za wszelkie porady… Wydaliśmy album sami. Premiera odbyła się podczas występu na festiwalu Tattoo w Gdańsku, pod koniec lipca 2009. Wysyłamy ją raczej do zainteresowanych już wytworni, które wyraziły chęć odsłuchania, jest to także kilka magazynów oraz festiwali do zatwierdzenia nas na koncerty w 2010. I w kilka innych fajnych miejsc, np. do Ciebie:-).

 

Początkowo płytę planowaliście nagrać w dwóch wersjach językowych. Po cholerę? Przecież Polacy powszechnie znają już angielski (a dla opornych można dołączyć tłumaczenia tekstów), a takie coś podraża koszty nagrania i wymaga kombinacji z podwójnym wydaniem… Aż tacy kasiaści jesteście?


Taki był pomysł, bo niektore sprawy inaczej brzmią po naszemu:-), a inaczej po anglo… Ale czemu zaraz szmalowni? A jaka to kasa niby jest? Oprócz faktycznie podwojonego wydania albumu po polsku, to w przypadku teledysku – był on już gotowy, a zaśpiewałem dwie wersje, więc posiedziałem chwilę dłużej nad wstawieniem do klipu dwóch wersji… Obrazek jest spójny, więc nie był to problem. Wpierw poreklamujemy debiutancki album, a później pomyślimy o dodatkowej polskiej wersji. Możliwe, że udostępnimy ją w sieci.

 

Wiesz, moje obawy wynikają jeszcze z innej kwestii. Nie podobały mi się polskojęzyczne utwory z dema „Stillborn Again Incorporation”. Mam nadzieję, że tym razem Tobie poszłoby lepiej?


Wolę śpiewanie po polsku, bo angol mnie mimo wszystko drażni:-). Mimo że angol jest uniwersalny, dobrze by było, gdybyśmy dali radę nagrać temat w dwóch wersjach. Bardzo lubię wersje polskie, mimo wszystko i fajnie zaśpiewać w naszym języku… Z perspektywy czasu na pewno muzę z demówki zrobiłbym lepiej, ale nie wiem, czy jest sens wracać do tego materiału. Mamy go zgranego ponownie w ramach demo albumu z 2007. Później było tak, że to śpiewanie powodowało jakieś zmiany ku lepszej stylistyce wykonania…

 

A tak w ogóle – nie przeszkadzało Ci, że tamten materiał tak bardzo był naznaczony przez Tomka Lipnickiego i w ogóle brzmiał jak młodszy, brzydszy brat ILLUSION? Bo mi bardzo:-).


Dla mnie ILLUSION jest wielkim zespołem, więc miło usłyszeć takie porównanie… Mieliśmy próby obok Lipy i był on dla nas jedyną osobą na tamten czas z umiejętnościami i dobrą stawką do nagrań. Być może zmiksował nasz materiał na sobie znanych patentach, ale uważam, że jest to odmienne od ILLUSION. Zawsze śpiewałem na taką środkową nutę, do tego wersja po polsku może stanowić skojarzenie w tym klimacie illusionowatym, ale tak szczerze, jesteś pierwszą osobą, która w ten sposób podsumowała to demo.

 

Być może wkrótce wokół SAINC będzie jeszcze więcej szumu, gdyż w ślad za „Pathogen” idą dwa DVD – z Twoimi pracami filmowymi z Waszą starą muzyką („Decade Of Chaos”) i z klipami zespołu („Vizual 666”)…


U nas zawsze dużo się dzieje, ale nikt tego nie zauważa:-). Te wydawnictwa w zasadzie podsumowują naszą działalność. Uważam, że mieliśmy już jeden album nagrany, ale nie dokończyłem do niego wokali (były od tego inne osoby, które się wykruszyły) i cała muza poszła do prezentacji filmowych. Mam nadzieję, że wkrótce dorobimy tę resztę. A filmiki dla SAINC można nazwać wizualizacjami do naszej muzy. Budżetu nie ma dla nas żadnego, więc podjąłem się samemu robienia właśnie takich klipów:-).

 

Poza tym kręcisz mniej lub bardziej amatorskie filmy o tematyce nie muzycznej… Czy to druga Twoja pasja obok muzykowania?


Filmów mam już na koncie ok. 100 i z każdym razem wydają się coraz lepsze. Do jednego otrzymałem nawet nagrodę za film o Pruszczu Gdańskim. Także oprócz klipów SAINC mam sporty ekstremalne, jazdę na rowerku, trial, sporty motocyklowe, quady. Tematów do nagrywania jest sporo, więc jest, co robić:-).

 

SAINC jest silnie związany ze sportami ekstremalnymi (wyścigówy terenowe, szybkie motocykle, małe, ale operatywne quady, zwinne rowery…). Jak wspomniałeś, wasze utwory były wykorzystywane do filmików dokumentujących tego typu wydarzenia (można je obejrzeć w sieci).  Powiedz, skąd w ogóle taki pomysł? Podobnie np. rzeszowski, heavy metalowy MONSTRUM nagrał oficjalny hymn dla swoich żużlowców, a QUO VADIS ma w repertuarze piosenkę stadionową, więc w sumie takie coś nie dziwi…


Zacząłem od wyjazdu na koncert, gdzie graliśmy w ramach zjazdów rowerowych. Była to superliga z Heyah i dotyczyło to zawodów DH oraz 4x i dodatkowych dyscyplin np. skoków z dropu, pokazów freeridu. Zainteresowałem się tym i filmami z tej imprezy wystawianych przez znanego operatora Ryysaa. Na podstawie jego filmu dorzuciłem zdjęcia SAINC, robiąc kolaż filmowy. Taki był początek filmów dla SAINC. Wcześniej, korzystając już z kamery, nagrywałem sceny z YATTERING. I tak np. trafił się niechciany materiał z wyjazdu na koncert w Prenzlau. Muzyka SAINC pasowała do wielu wyczynów sportowych, a że imprez trochę się dzieje, to mogłem wstawić nas do własnych filmików. Uważam, że każdy na wczesnym poziomie sprzętowym może tworzyć sobie coś na pamiątkę lub w lepszym stylu. Zawsze to dodatkowa własna autopromocja.

 

Czy sam też czynnie jeździsz, uprawiasz sporty, bierzesz udział w zawodach? Czy jesteś tylko widzem?


Raczej ostro śmigałem i skończyło się to poważnymi kontuzjami. Generalnie zdrowie mam już zszargane przez rokendroll, więc trochę sportu się przydało. Ale robiłem to amatorsko, a w tym wieku to już trudno poskładać obojczyk, żebra:-). Widzem jestem, bo ganiam w fajne miejsca z kamerą, więc utworzył się nawet lokalny grafik zajęć.

 

A czy może zdarzyło się SAINC koncertować na takich imprezach, jakiś zlotach? Jeśli tak, to jak to wygląda? Ludziom, upojonym piwem i sportowymi emocjami, chce się w ogóle na dłużej zawiesić ucho i oko na tym, co się dzieje na scenie?


Takie imprezy są zorganizowane czasowo tak, żeby po zawodach była dobra impreza. Domeną są także dj-muzycy grający łagodniejszą muzę dla mas:-). Akurat nasz koncert w Elblągu był solidnie przygotowany, więc swobodnie oprócz zawodników zjawiło się sporo mieszanej miejscowej wiary i nie kolidowało to ze sportami oraz alkoholem wydawanym w strefach typu knajpa-leśniczówka. I w zasadzie to jedyny taki występ, bo raczej były to nieregularne przedsięwzięcia. Sponsorzy często skupiają się albo łagodniejszej muzie, albo tylko na imprezie czysto sportowej, nie koncertowej dodatkowo.

 

Ok, to wreszcie koniec naszej długiej pogawędki. Ostatnie słowo należy do Ciebie. Dzięki i zdrówko!


Nasz nowy album „Pathogen” jest dostępny i zapraszam do wysłuchania. Wydaliśmy tę płytę, podnieśliśmy poprzeczkę i zobaczymy, co nowego SAINC przyniesie z kolejnym materiałem:-). Pomysły mamy, następna płyta już jest w zamysłach. Cierpliwości:-). Na koniec powiem – wielkie dzięki. Bardzo trudno przebrnąć czasowo i ilościowo przez tak dluuuuugi wywiad. Serdeczne pozdrowienia i do usłyszenia.

 

[Kasia / Atmospheric #16]

 

Sainc, svierszcz@sainc.pl; www.sainc.pl, www.myspace.com/sainc