SALTUS, CRYPTIC TALES, UNDERDARK, MESMERIZED, BASEMENT – 30.10.2009, Lublin

SALTUS, CRYPTIC TALES, UNDERDARK, MESMERIZED, BASEMENT

30.10.2009, Lublin, „Graffiti”

Tragedia Panie i Panowie, tragedia. Jeszcze nie widziałem tak słabej frekwencji w „Graffiti”, jak tego dnia. Bilety do chwili otwarcia bram sprzedały się w zastraszającej ilości 58 sztuk, a finalnie było 98 osób, co i tak nie zapełnia ludziem 1/5 sali w tym klubie. Nie widziałem też nigdy takiej opieszałości podczas przerw, które – bez zbytniej przesady – trwały niekiedy dłużej niż sam występ zespołu. Do tego, że w „Graffiti” koncerty zaczynają się z godzinnym opóźnieniem, zdążyłem się przyzwyczaić, ale żeby od godziny 19 do północy nie zagrały wszystkie kapele, to już gruba przesada. Tym bardziej że każdy zespół grał mniej więcej pół godziny, to już szczyt wszystkiego. Co to kurwa, jakiś piknik w Mrągowie czy co? Wszyscy snują się bez celu, realizator ma w dupie to, co mówią ze sceny. Co do diabła? Za mało piwa poszło czy co, bo innej przyczyny nie widzę… Masakrycznie długie przerwy sprawiały, że każdy miał dość i w dupie trzymał jakąkolwiek chęć do zabawy. Może prócz garstki prawdziwych zapaleńców…

Uważam, że zabranie na koncert z grupami bardziej lub mniej black metalowymi kapeli pokroju BASEMENT to kiepski pomysł. Nic w tym momencie nie mam do samego zespołu, gdyż sam w sobie prezentuje dobry poziom, jednak była to grupa tak bardzo stylistycznie odmienna od pozostałych, że nie zdołała ani na moment zainteresować w większym stopniu nielicznie przybyłych czcicieli szatana. Ci woleli z zakamarków sali oglądać ukradkiem, jak chłopaki się produkują. Pomimo ciągłych próśb wokalisty by ludzie podeszli bliżej, że nie gryzą i takie tam :) Zapewne mało kto wiedział wtedy, że BASEMENT to dawny death metalowy AZAZEL z Będzina, reaktywowany po piętnastu latach w prawie niezmienionym składzie, jednak gatunkowo całkiem nowy. Porządny thrash metal, hołdujący dokonaniom SEPULTURY (cover tejże kapeli zagrali jakoby na zachętę dla publiki, ale widocznie nikt z zebranych jej nie lubił…), rozbrzmiewał niestety dla pustej sali i z przykrością trzeba stwierdzić, że BASEMENT został wyniesiony na tarczy. Szkoda, zapewne w innych okolicznościach, dla innej publiki byłaby lepiej.

Image

MESMERIZED mnie nie zachwycił. Co z tego, że panowie mają umiejętności, potrafią grać złożony death, skoro na scenie tego nie widać. Wyszło paru gości, zagrało dość statycznie. Szkoda. Trochę więcej ruchu, jadu może zachęciłoby publikę do zabawy, a tymczasem tylko kilku gostków przez moment (o ile pamiętam) się pobawiło i znów pustka pod sceną. Jestem zdania, że dużo zależy w tym momencie od zespołu i samo odegranie, notabene ciekawej muzy, nie wystarczy by poruszyć publikę, zwłaszcza lubelską. Szkoda.

Image

Czy już wspominałem, przerwy trwały wieczność. Wieczność przed nami, wieczność za nami, a dla nas chwila między wiecznościami…

Nadszedł czas na UNDERDARK. Nareszcie coś zaczęło się dziać na scenie. Pióra latały, instrumentaliści biegali po scenie, wokalista uwijał się przy mikrofonie, jednym słowem, grupa teneczno-muzyczno-wokalna UNDERDARK robiła wszystko, by przywołać ku sobie choć część tej marnej garstki maniaków, wydających swe ostatnie zaskórniaki na bilety i piwo wodorozcieńczalne. Tak się jakoś dziwnie składa, że przemyska kapela przypadła mi do gustu, jeśli chodzi o materiały studyjne i miło było wreszcie skonfrontować to na żywo. Nie miałem wcześniej okazji naocznie obcować z tym zespołem (tak jak i ze wcześniejszymi w sumie), ale mogę tu bez owijania w bawełnę powiedzieć, że chłopaki się starają i dobrze im to wychodzi. Przyjemnie jest popatrzeć, jak ktoś wkłada w to co robi tak dużo wysyłku, co też w szybkim czasie odwzajemniło się ruchem podscenicznym. Co z tego, dobrze rozkręcony koncert jednak musiał się w końcu skończyć, a przerwy były tak rozciągnięte, jak stuletnia gumka w majtkach babci Zosi. Ludzie po prostu zapominali w tym czasie, że się bawili, kostnieli w oczekiwaniu, krew się chłodziła w nich od wiatru, co to hulał po pustej sali, bo jakiś cymbał otworzył drzwi na taras… Żeby jeszcze był ścisk i duchota, to rozumiem, ale ognia tego dnia pod sceną w „Graffiti” nie było…

Image

A oto i zespół, na który czekałem – CRYPTIC TALES. Ostatni raz widziałem ich wieki temu w Kołobrzegu, gdy promowali swoją poprzednią płytę „The Tales”. Byłem  w szoku, gdyż muzyka z albumu nie miał wtedy nic wspólnego z prawdziwym deathowym obliczem kapeli. Ledwo rozpoznałem kilka utworów:-). Teraz CRYPTIC TALES wreszcie nagrywa krążki z taką muzyką, jaką faktycznie chce grać. Chłopaki nabyli lat, doświadczenia i przede wszystkim skończyło się parcie na szkło. Piotrek przed koncertem stwierdził, że teraz grają już tylko dla przyjemności, dla własnej satysfakcji. Grają kiedy chcą, gdy wszystkim pasuje termin, nie zabijają się w pogoni za kolejnym kontraktem… Reaktywowali grupę z potrzeby grania. I dobrze. Miło było zobaczyć ich znów na scenie, tym bardziej, że zasileni o dwóch nowych muzyków, roznieśli scenę w pył. Tylko ogień, siarka i smród czarcich kopyt. Klawiszowiec, gdyby tylko miał przenośny instrument, najchętniej grałby pod sceną, jednocześnie szalejąc z publiką. Chłopaki promowali swoją ostatnią płytę i chyba raczej nie grali starszych utworów, nawet w aranżacjach black metalowych he he. Tio był bardzo udany występ.

Image

Jednak pół godziny po północy widmo nocnej, półtora godzinnej jazdy do domu nie wyglądało zbyt zachęcająco. Wzięło jednak górę nad perspektywą kolejnej okropnie długiej przerwy przed SALTUSem i tak oto zakończyła się moja eskapada. Szkoda, bo dużo sobie obiecywałem po występie SALTUSa, a podobnobyło co oglądać…

 

[Paweł]