SALTUS Jam jest Samon! `17

CD (Battle Hymn Production)
Ocena: 4,5/6
Gatunek: pagan black/death

Po wysoko ocenionej przeze mnie EPce pt. „Opowieści z przeszłości”, wyczekiwałem kolejnych wciągających opowieści o zamierzchłych czasach autorstwa pagan black metalowej kapeli SALTUS. Tym razem „konceptem” albumu jest Państwo Samona, czyli najstarsze znane państwo zachodniosłowiańskie.

„Jam jest Samon!” zaczyna się klasycznie, czyli od bezkompromisowego, szybkiego black/death metalowego uderzenia, z którego SALTUS jest znany. „Przez morze krwi” zdaje się być hołdem dla poprzednich dokonań kapeli, podobnie zresztą jak w „W naszych sercach drzemie gniew”. Natomiast trzeci na płycie „Wznieś swój miecz” przynosi już pewne nowości np. w postaci damskiego wokalu, a także kilka zwolnień – w samą porę, żeby dać słuchaczowi nieco odpocząć! To chyba dobry moment, żeby zwrócić uwagę na pewien znaczący mankament tego materiału, otóż… odniosłem wrażenie, że produkcja jest aż zbyt „surowa”, szczególnie w porównaniu z poprzedzającą ten album EPką. O ile wokal Screama jest doskonale słyszalny, o tyle przednia gitara czasem charakterystycznie rzęzi. A fakt, że „Jam jest Samon!” ogólnie jest raczej bezlitosny dla słuchaczy (kto liczy na więcej akustycznych kompozycji raczej będzie zawiedziony bo jest tylko 1), sprawia że po kilku odsłuchach ma się kilka faworytów i do nich ogranicza odsłuch.

Później jest już tylko lepiej, a „Posłańcom precz!” według mnie jest jednym z najlepszych numerów w historii grupy z Warszawy – rozpoczynający się fascynującym intro, a następnie bombardujący genialnymi, ciężkimi riffami. Jednak dla mnie najważniejszy w tej piosence był aspekt zazwyczaj niedoceniany, a nawet nagminnie pomijany, czyli warstwa liryczna. Tekst skonstruowany jest na wzór hymnu, który pozostaje na długo w pamięci. Mam nadzieje, że numer pojawi się w repertuarze koncertowym zespołu, fajnie byłoby wspólnie skandować żeby „Władca Franków przede mną się zniżył” ;).

Kolejny utwór na płycie czyli „Patrząc śmierci w twarz” to niestety przykład zmarnowanego potencjału, bo wprowadzone zawiłe tempa i wieloczęściowa konstrukcja utworu, a także „marszowe rytmy” sprawiają, że mogła być to kolejna wojenna, niezapomniana petarda. Co poszło nie tak? Mniej więcej od połowy utworu ktoś fatalnie zepsuł mix/mastering przesadzając właściwie z każdą linią. Końcowy „symfoniczny” fragment to istna kakafonia. Szkoda.

„Człowiek znikąd” zaczyna się bardzo melodyjnie, lecz później nie wnosi już niczego ciekawego. To pewnie zmyłka przed moją ulubioną częścią twórczości prawie każdej pogańskiej kapeli – fragmentów akustycznych, inwokacji i przypowieści. „Słowiańska Jedność” zaczyna się właśnie taką krótką inwokacją, a później gdy wjeżdżają armaty wiadomo już o co chodzi… „O potężny naród Słowiański, /…/ który zawsze będzie pogański”. Genialny numer, na wszystkich płaszczyznach. Akurat ten kawałek wznosi SALTUS do kanonu polskich „klasyków” pogańskich bleków i defów.

No i na koniec akustyczny o znajomo brzmiącym tytule – „Piastun”. Tutaj wystarczy, że nie zapomnicie imienia Samona i wszystko będzie jasne.

Reasumując, płyta podzielona jest na kawałki bardziej i mniej charakterystyczne dla SALTUSA, te bardziej na pewno spotkają się z aprobatą stałych fanów, te mniej mogą spotkać się natomiast z przychylnością „fanów nowego nurtu”, czyli takich którzy przypadkowo odbijają się od PERCIVAL SCHUTTENBACH i ciekawi ich jak może brzmieć coś mocniejszego od sitary i nieco dziecinnej formuły typu „folk’em all”.  „Jam jest Samon!” ma spory potencjał, który został jednak w dużej części zaprzepaszczony przez bardzo słabą realizacje dźwięku. [Vexev]

Saltus, https://www.facebook.com/SaltusPoland/https://saltuspoland.bandcamp.com/;
Battle Hymn Productions: https://www.facebook.com/battlehymnpromopl/;