SALTUS, NORTH, INFERNAL DEATH, VALKENRAG, BESTIALITY – 28.03.2014, Warszawa

2014.03.28_saltusSALTUS, NORTH, INFERNAL DEATH, VALKENRAG, BESTIALITY

28.03.2014, Warszawa, “Piwnica pod Harendą”

Piątkowy wieczór kusił słowiańskim naku*wem w prestiżowym miejscu stolicy, które jednak nie słynie (jeszcze) z metalowych biesiad. Wnętrze zdawało się potwierdzać tę tezę – było nad wyraz sympatyczne i kolorowe, co niestety, w świetle specyfiki gatunku, wyszło in minus i odejmowało trochę punktów z atmosferę.

Na miejscu byłem nieco po czasie, ale nauczyciel życia – doświadczenie mówiło mi, że nie istnieją koncerty niemające opóźnień. I tak oto trafiłem na miejsce w połowie występu zespołu BESTIALITY, który od początku nawiązał dobry kontakt z publicznością (co w kontekście innych zespołów będzie miało znaczenie). Chłopaki zaaranżowali szybkie i proste kawałki, idealne na przystawkę, pełne atawistycznej mocy.

Następnie na scenie pojawili się wikingowie z VALKENRAG (zamiast wcześniej anonsowanego na plakacie AMAROK), którzy bezapelacyjnie nie mieli sobie równych pod względem atrakcyjności występu – wokalista raczył bowiem słuchaczy ciekawymi przypowieściami, pozwoliło to podtrzymać publiczność dłużej na ogniu. Występ zaliczam na plus, nagłośnienie było przyzwoite, a chłopakom udało się przemycić trzy bardzo wciągające kawałki, w tym sztandarowy „The Price of Wisdom”. Niemniej jednak poza obrębem tychże trzech piosenek bywało różnie – raz gorzej, raz lepiej. Poza tym bardzo miłym akcentem było użycie etnicznego instrumentu (w końcu to pogański wieczór) – można żałować, że tylko w jednym kawałku.

DSCF1205(Valken)

DSCF1211(Valken)

DSCF1215(Valken)

Po VALKENRAG na scenę wkroczył mój przed-koncertowy faworyt – NORTH, który od 1993 rozbudza waleczne słowiańskie serca. Jednak od tego momentu zaczęło się coś psuć. Nagłośnienie nie był już tak klarowne jak wcześniej. Odbiło się to nieco na jakości koncertu NORTH, ale w żaden sposób nie zniechęciło wiernych, aczkolwiek nielicznie zgromadzonych fanów. Nie, nie – wojna dopiero się rozpętała, w pewnym momencie nawet sprzęt na scenie zaczął latać, potrzebna była przerwa techniczna. Wojów ostrzeżono dwujęzycznie:-) – „uważajcie / be careful”. Zauważyłem jednak, że takie zachowanie spowodowało rozpierzchnięcie się wielu osób spod sceny – część usiadła przy scenie, część poukrywała się za ścianami (dlatego kluby o prostej kubaturze są lepsze, nie ma gdzie się chować przed pogaństwem), część wyszła. NORTH nie zawiódł, ale liczyłem na zdecydowanie mocniejsze sponiewieranie i większą dozę słowiańskości.

DSCF1239(North)

DSCF1224(North)

DSCF1230(North)

Kolejny był INFERNAL DEATH – jak dla mnie największe pozytywne zaskoczenie. Panowie emanowali doświadczeniem i spokojem, łatwo dostrzegalnym było, że koncertowanie to dla nich nie pierwszyzna. Tym bardziej bolała mnie wręcz żałosna frekwencja pod sceną. Na szczęście nie strąciło to Sponsora i spółki z pantałyku, bo old school death metal zawsze i wszędzie jest w cenie. Warte odnotowana jest także to, że kawałki z „Gniewu” wgniatały w ziemię, naprawdę… potężne koncertowe buldożery.

DSCF1334(Infernal)

DSCF1297(Infernal)

Organizacja stała na dobrym poziomie, już w trakcie trwania koncertu nie było żadnych opóźnień, a zmiany zespołów odbywały się bardzo sprawnie i szybko. W imię tej zasady, na scenie pojawił SALTUS. Zespół, na którym bywałem już nie raz i nie dwa – w końcu to miejscowi. Obyło się dziś bez banneru za sceną, nie wiem, czy to dobrze – zawsze miło jest zawiesić oko na pieczołowicie przygotowanym słowiańskich herbie. SALTUS zagrał tak jak ostatnio czyni to najczęściej, zbyt melodyjnie jak dla mnie. Ale udało im się przyciągnąć resztki publiczności pod scenę i złoić im nieco skórę, choć nie sprawdzili się jako „headliner”, a publiczność bawiła się tego wieczoru już lepiej.

DSCF1355(Saltus)

Konkludując… była to niemalże rodzinna impreza, niestety mało osób przyszło spoza grona znajomych zespołów. Frekwencja wszakże nie dopisała, choć niektórzy witalnością nadrabiali niedostatek innowierców.

Nagłośnienie na płaszczyźnie całego koncertu było średnie, ale ani razu nie zawiodło – może ten niedosyt wynikał z naturalnej akustyki klubu. Ponadto aż trzy zespoły zgłaszały zastrzeżenia do braku odsłuchu na lewą gitarę dla perkusisty, można byłoby takie niedociągnięcia poprawiać sprawniej.

Jak już napomniałem, poza tradycyjną obsuwą, koncert pod względem organizacyjnym zdał egzamin. Tylko zasłona dymna pojawiała się w nieodpowiednich momentach, była też nieco niedopasowana do okoliczności.

Metalowej mocy było na koncercie pod dostatkiem, ale czasem nie spotykała się ona z należytym odzewem – mi osobiście najbardziej brakowało jednak pogańskiego klimatu, takiego stricte rodzimowierczego. Ale to jest na pewno do odrobienia.

[Vexev]