SAMAEL, NOCTIFERIA, PANDEMONIUM, CRYPTIC TALES – 25.01.2009, Kraków

SAMAEL, NOCTIFERIA, PANDEMONIUM, CRYPTIC TALES

25.01.2009, Kraków, „Loch Ness”

Massive Music reklamowało kolejny przyjazd SAMAELa do Polski jako koncerty legendarnego zespołu ze Szwajcarii… Taaa, legenda legendą, a mity mitami… Czy SAMAEL jest legendą czy mitem, miało się okazać nieco później. Najpierw na deskach krakowskiego „Loch Ness” zaprezentowały się supporty…

Punktualnie o godzinie 19-tej swój set rozpoczęła grupa CRYPTIC TALES. Wydarzenie to nie byle jakie, gdyż był to pierwszy koncert kapeli po reaktywacji, czyli od jakiś jedenastu lat!!! Trema więc była, tak samo jak wpadki. Lider zespołu, Piotr Kopko, po zejściu ze sceny nie krył, iż pierwszy utwór to było poszukiwanie brzmienia i zgrywanie się z kolegami:-). Ale później wszystko się wyrównało i było naprawdę nieźle, przynajmniej jak na tak długą absencję sceniczną. Panowie w świetnej formie, z bardzo przerzedzonymi już włoskami, ale moshingu oczywiście nie brakło:-). Poza tym skład uzupełnił gitarzysta z zaprzyjaźnionego UNDERDARK, który zastąpił kontuzjowanego Jacka Falla, więc młoda krew też zawrzała:-). CRYPTIC TALES zagrał cztery utwory z nowej płyty „VII Dogmata Of Mercy” i pośpiesznie opuścił scenę. Krótki był to występ. No i niestety przyjęty chłodno. Było widać, że ludzie nie za bardzo znają tę przemyską grupę. Ale tak widocznie musi być – teraz kapela ma priorytetowe zadanie: odbudować swoją (dawną) pozycję, m.in. przez występy na żywo…

Image

Jako drugi zagrał inny polski, zasłużony, jakby nie było – kultowy zespół PANDEMONIUM. No, tym razem Paul mógł być zadowolony z reakcji publiki, wśród których znalazło się paru sympatyków:-). Zresztą nawiązał z nimi bezpośredni kontakt, gdyż coś tam zagadywał nie tylko ogólnie do publiczności, ale także do konkretnych osób:-). Było więc dużo lepiej niż niecały rok wcześniej, gdy PANDEMONIUM wystąpił w krakowskim klubie „Lost Highway” dla naprawdę garstki maniaków. Muzycznie też było ok. Zabrzmiały utwory z dwóch ostatnich albumów grupy (np. „Hellspawn”) i parę staroci. Zabrakło jednak walca spod znaku DOMAIN – „Ritual Combat”, który świetnie sprawdza się w wersji live. Ale cóż, nie można mieć wszystkiego…

Image

SAMAEL przywiózł ze sobą kapelę NOCTIFERIA. Panowie na oko wyglądali niczym SOULFLY, jakby pochodzili z Brazylii, a tu niespodzianka! Jest to band ze Słowenii. W dodatku nie jest to zespół nowy, gdyż jego początki sięgają głębokich lat `90. Jednak sądząc po buźkach muzykantów, których można było oglądnąć w Krakowie, skład został gruntownie przebudowany, a dokładnie odmłodzony. Zresztą ponoć na przestrzeni lat twórczość NOCTIFERII również uległa dużym metamorfozom, zmieniając się z symfonicznego black/death metalu, w zindustrializowaną wersję ciężkiej muzy. No tak, niewątpliwie taka stylistyka dobrze wpasowała się w towarzystwo SAMAELa i uradowała publiczność, która fatygowała się na ten koncert. Dopiero przy tej grupie ludzie zaczęli się bawić. A sprzyjały ku temu skoczne dźwięki, zrytmizowane trochę w hard core`owy deseń. NOCTIFERIA zaserwowała dynamiczny show, a dodatkowo sami członkowie kapeli sprzedali się w sensie dobrej prezencji. Skaczący i machający dredami wokalista jest dobrym frontmanem, a pozostali chłopcy zażarcie mu wtórowali. Gawiedzi Serbowie przypadli do gustu, ale nic w tym nadzwyczajnego. Przecież wygrywali taką modną teraz muzykę, która na żywo sprawdza się najlepiej, bo można się przy niej głupio wyszaleć…

Image

Po występie NOCTIFERII nastąpiła długa przerwa. Zmieniła się scenografia i układ na scenie. Przede wszystkim „wzniesiono” wysoki podest, na którym ustawiono instrumenty klawiszowe i perkusję. Poza tym SAMAEL przyjechał z własnym oświetleniem, więc porozwieszano i ustawiono różne dodatkowe reflektory. Z tyłu znajdował się też ekran, na którym pojawiały się jakieś migawki (najczęściej przypominające wygaszacie na monitor), jednak nie odgrywały one większej roli. Wzrok zdecydowanie bardziej przyciągały właśnie te oczojebne światła. Scena najczęściej dosłownie tonęła w krwawej czerwieni lub intensywnym błękicie. I notorycznie była zadymiona:-) (stan wkurzający w akcie fotografowania:-)).

SAMAEL zawładnął zgromadzoną w „Loch Ness” sporą rzeszą swoich wyznawców w czteroosobowym składzie, z czego każdy muzyk budził emocje. Choć chyba najbardziej niepozorny był ustawiony po prawej stronie sceny wiosłowy Makro. Niemniej odwalił kawał świetnej roboty. Po przeciwnej stronie usytuował się basista Masmiseim. W czarnej koszulince bez rękawów i dzwonowatych spodniach, z dziurą na kolanie (pewnie zahaczył się o gwoździa wystającego z konstrukcji sceny:-)). Grał fenomenalnie. W muzyce, którą obecnie uprawia SAMAEL, rytm jest najważniejszy. I – w sytuacji niedostatecznej perkusji – waśnie on go tworzył! Jego sceniczna żywiołowość także jest godna podziwu. Facet młodzieniaszkiem nie jest, a zachowywał się jak nastolatek, którego swędzi w kroku:-)! Wyginał się i podskakiwał jak sarenka:-). Tylko niestety z osobą Masmiseima wiąże się niemiły incydent. Któryś z fanów, zapewne w dobrej wierze zbliżenia się do idola, chwycił za jego gryf, co go na chwilę wybiło z gry i rozwścieczyło. Zareagował agresywnie, z buta i później jeszcze kilkakrotnie odgrażał się pięściami. Biedny fan pewnie po koncercie dostał wpierdol!:-) W tle rozstawił się łysy Xy otoczony bateriami i kablami. Priorytetowo obsługiwał syntezatory i bębny z doskoku. Również był niezwykle żywiołowy i śmigał prędziutko między swoimi instrumentami. A centralnie, na środku sceny on – założyciel formacji, pierwsza twarz grupy, kreator klimatu podczas krakowskiego spektaklu – wokalista/gitarzysta Vorph. Ubrany stylowo w spodnio-pelerynkę:-) z czerwonym podbiciem. Od pasa w dół wyglądał trochę jak wampir:-). Niestety taki sam strój nosił podczas poprzedniej wizyty w Polsce w roku 2007, więc uczestnicy obydwu edycji mogli się poczuć rozczarowani tym autoplagiatem… Vorph zrekompensował to jednak charyzmą. Co prawda zazwyczaj miał zajęte ręce i był „przykuty” do mikrofonu, ale podczas tych kilku utworów, w których odłożył gitarę, wykonywał charakterystyczny, mechaniczny taniec boczny:-). A wszyscy panowie razem wzięci tworzyli bardzo zgrany i wprawny SAMAEL Team. Naprawdę jak na swój wiek, mają niezłą krzepę:-).

Image

Pod względem czysto muzycznym szwajcarska ekipa zagrała dokładnie to, czego można się było spodziewać i tak, jak należy:-). Najstarsi fani zespołu, których jednak brakowało w „Loch Ness”, już jakiś czas temu przestali mu kibicować, nie rozumiejąc i nie akceptując kierunku ewolucji. No i fakt, na koncercie zabawne, a raczej upiorne (w negatywnym sensie) były sytuacje, gdy członkowie kapeli znikali za kotarą po zakończeniu danego utworu, a muzyka wciąż grzmiała elektronicznym echem. Tak, ilość sampli stosowana obecnie przez SAMAELa mogła przytłoczyć i zniesmaczyć. Nawet „Baphomet’s Throne” czy „Rain”, jako nieliczne starsze kompozycje, zabrzmiały jakoś za bardzo nowocześnie. Klasyczny „Into The Pentagram” to był chyba jedyny fragment całego koncertu zagrany w tradycyjnej aranżacji. Ale w końcu utwór ten ma 18 lat i należy mu się szacunek! Poza tym grupa wykonała najwięcej fragmentów z albumu „Solar Soul” (np. „Slavocracy”) oraz przedpremierowo z płyty oczekującej na wydanie.
Występ SAMAELa podobał się i upływał z uśmiechem na twarzach. Były oklaski, skandowanie nazwy zespołu i bisy. Vorph pięknie dziękował i wcale nie był zawstydzony rolą gwiazdy:-). Sala była wypełniona po brzegi. Inna sprawa, że średnia wieku plasowała się na granicy dwudziestukilku lat i przyszło dość dużo dziewczyn. Pewnie były ze swoimi chłopcami, którzy zaryzykowali i zamiast na typową dyskotekę, zabrali je na… metalową dyskotekę:-). Ale cóż, taki wizerunek ma współcześnie niegdyś czołowa kapela blackowa!:-(
Ech, ciekawe, czy po premierze najnowszego albumu „Above” SAMAEL, za parę miesięcy, w ramach trasy promocyjnej ponownie zahaczy o Polskę? Jeśli tak, to chyba będzie to już lekka przesada i głównie chęć wzbogacenia się o naście sakiewek monet polskich… W końcu stylistyczne przebranżowienie daje efekty i ludzie są gotowi płacić za bilety po 60 złotych. Szkoda tylko, że legenda została uśmiercona:-(…

 

[Kasia]