Samounicestwienie (historia samobójstw)


„Samounicestwienie (historia samobójstw)”

Może się wydać z pozoru, że temat samounicestwienia nie ma wiele wspólnego z charakterem tego pisma, ale może nie do końca… Swego czasu mieliśmy do czynienia z falą samobójstw wśród młodzieży związanej z nurtem muzyki zwanym black metal. Jak udowadniali nam zawzięcie wybitni znawcy tematu, u podstaw tych tragicznych wybryków miała stać ponoć wiara w diabła itp. Mnie i jak sądzę każdemu w miarę możliwości logicznie myślącemu człowiekowi takie uzasadnienie targnięcia się na swoje życie wydało się równie uzasadnione jak samobójstwo z powodu hemoroidów partnerki, czyli niezbyt rozsądne. Jako dociekliwy osobnik postanowiłem więc, poznać problem od podstaw, korzystając z dostępnej literatury. Nie zamierzam tu jednak przedstawiać statystyk i nawiązywać bezpośrednio do „młodych wilków” wspominanych powyżej. Postanowiłem napisać o czymś, jak sądzę, mało znanym i wydaje mi się interesującym, mianowicie o problemie samobójstwa w odniesieniu do różnych kultur i epok. We wszystkich publikacjach podkreśla się, że wiedzę na ten temat możemy czerpać tylko z przypadkowych i nader skąpych wzmianek w literaturze, co też i ja z zapałem postaram się uczynić. Zdrowy rozsądek podpowiada, żeby rozpocząć od ludzi pierwotnych i tzw. „kultur prymitywnych”.

Dla wielu kultur samobójstwo jest czymś obcym. Niejaki Dublin wymienia szereg szczepów pierwotnych, przede wszystkim w Ameryce Łacińskiej, gdzie samobójstwo jest po prostu niemożliwe; poza tym cytuje on Sir S. Greya, który badał tubylców australijskich: „za każdym razem, kiedy stawiałem pytanie na ten temat, wybuchali śmiechem, a pytanie moje brali za żart”. Również w Afryce samobójstwo jest przypuszczalnie mało rozpowszechnione, chociaż pojawiają się np. doniesienia o epidemii samobójstw, która w 1856 roku miała spośród południowo-afrykańskiego Szczepu Bantu zebrać 50 tyś. ofiar. W nowszych czasach sprawa wygląda już tak, że w Afryce samobójstwo nie jest zjawiskiem rzadkim, z motywami, które spotyka się także u Europejczyków czy Amerykanów: np. obawa przed hańbą czy zemsta na żyjących. A z kolei wspominany już Dublin donosi, że z kolei u Indian Mohave w Ameryce Północnej samobójstwo jest zasadniczo odrzucane, niemniej jednak często popełniane.

Przegląd czasów starożytnych rozpoczniemy od cywilizacji najlepiej poznanych czyli Grecji i Rzymu. Homer każe Achillesowi sławić „życie jako z dóbr najwyższe” i w jego świecie samobójstwo oczywiście należy do rzeczy niewyobrażalnych. Śmierć, którą Ajaks zadał sobie własną ręką, nie przemawia przeciwko takiemu pojmowaniu, nastąpiła bowiem w obłędzie. I starsi klasycy, Ajschylos i Sofokles, zachowali tę postawę, która wydała im się oczywista. Ale istniał też prąd przeciwny: poeta elegii, Teognis z Megary, zaleca wyraźnie popełnienie samobójstwa w określonych sytuacjach życiowych. Fakt ten być może nie pozostał bez oddźwięku, inaczej nie dałoby się wytłumaczyć, dlaczego wielcy filozofowie: Pitagoras, Platon i Arystoteles zwrócili się przeciwko temu czynowi. Jakub Burckhardt w swoim dziele „Grecka historia kultury” wspomina o „wielkiej częstości samobójstw”, może odnosić się to jednak tylko do czasów późniejszych. Jak bardzo się one wówczas rozprzestrzeniły niech świadczy historia wygnania kyrenejskiego filozofa Hegesiasa przez Ptolemeusza. Otwarcie zalecał on w Aleksandrii samobójstwo i znalazł ponoć licznych zwolenników.
W czasach Republiki Rzymskiej samobójstwo było zjawiskiem rzadkim i jeśli się zdarzyło, było wydarzeniem niesłychanym, do pomyślenia tylko w sytuacji krańcowej. Przykładem jest samobójstwo Katona Młodszego po przegranej bitwie pod Uticą, która przypieczętowała ostateczny tryumf Cezara. „Cato Uticensis”, jak nazywali go potomni, nie chciał przeżyć hańby państwa. Również jego córka, Porcja, wybrała śmierć. Wraz z ulegającymi rozkładowi obyczajami za czasów Cesarstwa szerzyło się także samobójstwo, tak że Hirzel może mówić wprost o „czasie żądnym samobójstw”.
Z ciekawszych przykładów wspomnę jeszcze Germanów, którzy często popełniali samobójstwo po przegranych bitwach, jak stwierdza Tacyt, a Prokop wskazuje na zwyczaj Herulów bardzo podobny do indyjskiego Suttee. Plutarch mówi o masowym samobójstwie Kimbrów po ich wielkiej klęsce. Nie ma natomiast doniesień o samounicestwianiu wśród Galów. Natomiast u Germanów dalekiej północy istniało samobójstwo, za pomocą którego chciano uniknąć nędzy i bezradności starości.

Teraz pora na kilka przykładów z Azji. W Indiach szeroko rozpowszechniła się aż do czasów najnowszych praktyka Suttee. Polegała ona na samopaleniu wdowy wraz z zwłokami męża. Ale w tym wypadku chodzi nie tyle o samobójstwo, co o samoofiarę, mającą na celu oczyszczenie z win obojga. Wpływ na zjawisko suttee mają też na pewno przyczyny socjologiczne, bo kto w społeczeństwie takim jak indyjskie zaopiekowałby się wdową? Dwie przeciwstawne zasady odbijają się na nastawieniu indyjskim: z jednej strony wrogość wobec ciała wywodząca się bodaj z braminizmu, z drugiej strony postawa, którą Schweitzer określił jako szacunek dla życia i z którą nie do pogodzenia jest wszelkie zabijanie, w tym również siebie. Również buddystom nie wolno przez własne działanie skracać sobie drogi do nirwany. Samopalenia mnichów, zdarzające się np. w Wietnamie, nie przeczą tym zapatrywaniom, bo i tutaj nie chodzi o samobójstwo, a raczej o samoofiarę, w tym przypadku z zamiarem wpłynięcia na politykę. W Chinach wprawdzie kodeks karny dynastii Ch’ing również zawierał przepisy ograniczające, zezwalał jednak na samouśmiercanie, jeśli następowało ono „z gniewu, wstydu lub wzburzenia”. P. M. Yap, któremu zawdzięczamy te wskazówki, twierdzi, że samobójstwo w dawnych Chinach popełniano rzadko. W każdym razie nie znajduje się tam analogii do japońskiego harakiri, czyli chyba najgłośniejszej formy samounicestwienia. Jest ono na tyle znane, że chyba nie należy specjalnie się w tym miejscu rozwodzić. Podobnie jak indyjskie suttee, harakiri jest przypadkiem szczególnym. Podobnie jak i tam, przymus zwyczaju był tak duży, że trudno mówić o decyzji własnej woli, która jest istotą samobójstwa.

Na koniec zostawiłem omówienie judaizmu i siłą rzeczy chrześcijaństwa. Przy okazji powinno też paść kilka słów na temat Islamu, którego dzieje przez kilka stuleci łączą się z dziejami chrześcijaństwa za sprawą rzecz jasna wzajemnego wycinania swoich wyznawców.
W islamie śmierć z własnej ręki uchodzi za zbrodnię gorszą niż zabicie drugiego człowieka. Czwarta sura Koranu wyraźnie tego zabrania. Jak wiadomo, wiara mahometan jest rygorystycznie deterministyczna; Allah z góry określa długość życia. Narzuca się tu kontrpytanie, czy również samobójstwo nie mogło leżeć w woli Allaha. Zalecenie Koranu wydaje się mieć na celu uniknięcie wszelkiego osłabienia narodu.
Dla etyki żydowskiej samobójstwo było zasadniczo niemożliwe i faktycznie zdarzało się rzadko. „Stary Testament” zna tylko cztery przypadki samouśmiercenia, z których co najwyżej jeden, czyli śmierć Samsona, był samoofiarą. Jesephus natomiast opisuje samoofiarę najwyższą, mianowicie Zelotów za Eleazara ben Jair, kiedy to Rzymianie zdobyli Mesadę. Ojcowie uśmiercili wówczas własne rodziny, następnie wyznaczono dziesięciu mężczyzn do zabicia pozostałych. W ten sposób zmarło 960 ludzi.
Jeżeli chodzi o chrześcijaństwo, skąpe źródła z okresu schyłku starożytności i nastania średniowiecza nie pozwalają na wyciągnięcie wniosków na temat występowania i znaczenia samobójstwa w tym czasie. Jedynie na podstawie niektórych gwałtownych wystąpień Kościoła można sądzić, że chodziło o rzeczywiste niebezpieczeństwo. Augustyn, który szczególnie wyraźnie reprezentuje bezkompromisowość w odrzucaniu wszelkiego samounicestwiania, donosi o masowym samobójstwie Circumcellionów, ruchu schizmatycznego wywodzącego się z Donatystów, którego był żarliwym przeciwnikiem. I przypuszczalnie walką z manicheizmem, którego „katarscy” następcy aż do okrutnej zagłady w XIII wieku zakorzenili się na dużych obszarach chrześcijańskiej Europy, tłumaczy się bezwzględność jego i Kościoła. Oni bynajmniej nie odrzucali samobójstwa, pod postacią endura, powolnego obumierania, które uznane było za jedną z możliwości doskonalenia. Tragiczny koniec Katarów poprzedziło masowe samobójstwo w Minerve w 1244 r. Wzmianki dotyczące epidemii samobójstw w klasztorach, których przyczyną miała być acedia, przesyt życia, pozwalają wnioskować, że nawet najsurowsze zakazy kościelne nie mogły wykorzenić śmierci z własnej ręki.

W tym miejscu zakończę te krótkie dociekania. W czasach późniejszych, począwszy dajmy na to od rewolucji francuskiej problem samobójstw doczekał się już dokładniejszej analizy, dokumentacji wspartej w czasach współczesnych licznymi opracowaniami i statystykami. Pozostawiam jednak już własnej inicjatywie czytelników to, czy warto dalej zagłębiać się w ten temat. Jedynym celem, jaki przyświecał mi w pracy nad tym artykułem, było zwrócenie uwagi na zjawisko na tyle istotne i warte poznania, na ile zależy nam żeby nasz brat, przyjaciółka, siostra, kumpel czy syn nie przestrzelili sobie głowy „w imię Szatana” czy też nie postanowili rozstać się ze światem z innych równie „romantycznych” powodów.

Przy tworzeniu powyższego tekstu posłużyłem się wydawnictwami medycznymi z zakresu psychologii lekarskiej, psychiatrii, a także z kilku innych dziedzin. Mam nadzieję, że nikt z czytelników nie posądzi mnie jednak o kompetencję w tym tak bardzo rozległym temacie, równocześnie oczekuję opinii osób posiadających większą bądź bardziej aktualną wiedzę.

[Ukasz / Atmospheric #12]