SARATAN: „Jesteśmy przeciwni omamianiu ludzi” – 11.11.2008

Image


Thrash metal to muzyka, która ma bardzo wiele twarzy. Tak naprawdę ciężko przyrównać tutaj jakiś konkretny zespół, bo przecież zaraz pojawią się głosy,
że DESTRUCTION wielkim zespołem był… I wszystko, co poza nim, to już nie to samo.
Inni będą krzyczeć: SODOM, KREATOR – to oni są najlepsi! Później pojawią się głosy patriotyczne: HORRORSCOPE, KAT itd. Na koniec i tak wyjdzie jakiś „Kinder Metalowiec” i rzeknie: „Moja jest tylko racja i to (święta) racja – bo nawet jak jest twoja,
to moja jest bardziej mojsza niż twojsza…”. Zostawmy więc te kłótnie prawdziwym
fanom z internetowych for. Niech robią użytek z klawiatury i słownika ortografii.
My natomiast zajmiemy się rozmową z prawdziwie thrashową grupą,
która wydała niedawno swój debiutancki krążek o nazwie „The Cult Of Vermin”.
Mowa oczywiście o krakowskim SARATAN! Oddaję głos braciom, którzy tworzą
ten zespół: gitarzyście Jarkowi i perkusiście Wiktorowi…




Witam! Czy emocje towarzyszące wydaniu „The Cult Of Vermin” nieco opadły? Czy nadal jest u Was tak gorąco jak w dniu premiery?

Jarek: Witam! Oczywiście emocje związane z wydaniem albumu nieco opadły, jednak w naszej kapeli ciągle dużo się dzieje. Planujemy koncerty, pracujemy nad drugą płytą. Jednym zdaniem – nie narzekamy na nadmiar wolnego czasu.

ImageOstatnio modne, a także praktyczne stały się kontrakty z zachodnimi wydawcami. Jak doszło do podpisania umowy pomiędzy SARATAN i My Kingdom Music? Sami odnaleźliście tę stajnię? Czy dostaliście bezpośrednio od niej propozycje kontraktu na debiut?

Jarek: Cała operacja trwała prawie cztery miesiące. Na początku czekaliśmy na odzew po rozesłaniu płyt, potem przystąpiliśmy do rozmów z zainteresowanymi firmami. Jako że oferta My Kingdom Music wydała nam się najbardziej korzystna dla zespołu, postanowiliśmy związać się kontraktem na jedna płytę właśnie z tą wytwórnią.

Wiktor: Nic nie przychodzi samo. Jarek poświęcił naprawdę wiele czasu i energii, by znaleźć wydawcę – nam dawał jedynie mniej odpowiedzialne zadania takie jak noszenie pudeł:-). Jego upór w dążeniu do celu przyniósł wymarzone efekty. A dlaczego kontrakty z zachodnimi wytwórniami są modne? Ponieważ nasze mają zazwyczaj komplet kapel w swoim katalogu wydawniczym.

Jakie przesłanie niesie ze sobą SARATAN? Nazwa Waszego zespołu nie pochodzi z naszego ojczystego języka. Wiem, że Jarek – ze względu na kierunek swoich studiów – miał styczność z pewną odległą nam kulturą. Co tak naprawdę oznacza ta nazwa? I o czym opowiadają teksty zawarte na „The Cult Of Vermin”?

Jarek: „Saratan” oznacza w języku arabskim słowo „rak”. Nasze przesłanie jest proste: wiele rzeczy niszczy nas i nasze otoczenie. Chciwość, bezwzględność, chęć kontrolowania innych, zakłamanie – wszystko to jest jak choroba, która nas zżera. W naszym przekazie staramy się piętnować wszystkie takie zjawiska. Teksty z płyty traktują o tych elementach rzeczywistości, które nas najbardziej irytują. Jesteśmy przeciwni omamianiu ludzi, próbom kontroli i całkowitego podporządkowania, a to jest celem całej polityki oraz wszystkich religii. Wyjątkiem jest utwór „Lynch Law”, który opowiada o linczowaniu i pośrednio o karze śmierci.

Na Waszym debiucie do gustu od razu przypadł mi „Path Of Mistekes”. Ten utwór jest zupełnie wyjątkowy. Jego formuła skupia się głównie na prowadzącym wokalu. Natomiast sama solówka przywodzi na myśl bardziej psychodeliczne klimaty. Konstruując riffy, na co najbardziej zwracacie uwagę? Na melodię, dynamikę czy prostotę wykonawczą?

Jarek: Przede wszystkim kawałek ma się nam podobać. Ma to być po prostu dobry utwór, a nie ćwiczenie na gitarze, czy popis własnych umiejętności. W praktyce wygląda to tak, że jeżeli nie widzimy takiego sensu, nie utrudniamy i nie komplikujemy utworu dla samej zasady. Z tego, co widzimy, wychodzi nam to na dobre.

Bardzo podobała mi się Wasza pierwsza demówka „Infected With Life”. Do dzisiaj lubię ją sobie zapuścić w domowych pieleszach:-). Co sprawiło, że na Wasz debiutancki album trafił właśnie utwór z tego demo  – „Illnes We Preach”?

Wiktor: Utwór ten wybraliśmy jako najlepszy z dema. Pozostałe również nam się podobają (inaczej byśmy ich nie nagrali). Jednak płyta miała być krokiem naprzód. Poza tym, gdybyśmy wrzucili na nią wszystkie utwory z dema, nie moglibyśmy za dziesięć lat wystawić naszego dema na Allegro za rozsądną cenę:-). [na szczęście posiadam dwa egzemplarze tego dema:-), jedna wersja – z tego co pamiętam – była limitowana i posiadała tylny cover – za nią wezmę jakąś okrągłą sumkę:-) – red.].

Jarek: Nie chcieliśmy rezygnować z tego kawałka, ponieważ wiedzieliśmy, że zdecydowanie więcej ludzi będzie miało dostęp do płyty niż do dema. Poza tym „Illness We Preach” pasował nam do koncepcji albumu.
ImageNa tym demie pojawił się utwór instrumentalny. W niektórych recenzjach odbiorcy narzekali na niego. Nie poprzestaliście jednak na tego typu zabiegach i wykorzystaliście trochę akustycznych gitar. Na myśl od razu nasuwa mi się płyta „The New Order” TESTAMENT, gdzie również pojawiły się takie miłe dla ucha akustyczne wstawki. Kto jest za nie odpowiedzialny w SARATAN?

Wiktor: Może to, co powiem, jest zaskakujące, ale za wszystko odpowiedzialny jest… Jarek. Chociaż trzeba też oddać cześć Adamowi za świetne nagrywanie tak zróżnicowanej muzyki.

Jarek: Opinie o naszych utworach instrumentalnych są podzielone, jednakże zdecydowanie częściej słyszę, że się podobają. Najważniejsze jest to, że koncepcja materiału z takimi wstawkami przede wszystkim nam odpowiada. Na nowej płycie znowu zagości parę takich utworów, a tym razem będziemy chcieli do nich użyć orientalnych instrumentów takich jak tar.

Pierwszy materiał na demo rejestrowaliście w olkuskim studiu ZED. Co sprawiło, że kolejny materiał nagraliście w olsztyńskim Studio X? W końcu brzmienie płytowego debiutu nie odbiega znacząco od swojego poprzednika… I jak się Wam współpracowało z Szymonem Czechem? W końcu to bardzo znana postać w polskiej branży metalowej.

Wiktor: Pierwotnie planowaliśmy nagrywać płytę również u Tomka Zalewskiego, jednak przeszkodził nam jego ekstremalnie napięty grafik. Szczęśliwym trafem w Studiu X udało się wykroić kilkanaście dni na naszą sesję. Obydwa studia są świetne i oba materiały mają naprawdę dobre brzmienie, które pasuje do naszej muzyki. A z Szymonem pracowało się świetnie. Jest specjalistą najwyższej klasy, a przy okazji świetnym człowiekiem. Razem z Marcinem Kiełbaszewskim stworzyli nie tylko naprawdę dobre brzmienie, ale i atmosferę. Miło jest pracować z takimi ludźmi.

W muzyce SARATAN podoba mi się połączenie „kwadratowej” rytmiki TESTAMENT z efektownymi zwolnieniami w stylu SLAYER. Jednak czasami aż się prosi, żeby przyładować jeszcze mocniej. Może kolejny album będzie bardziej agresywny, szybszy?

Jarek: Tak, będzie! Na nowej płycie będzie kilka utworów naprawdę wściekłych. W tym momencie mamy gotowych osiem nowych kawałków. Pracujemy nad kolejnymi oraz nad tekstami i grafikami. Kolejna płyta będzie bardziej agresywna, czasem bardzo szybka, ale pewnych elementów na pewno nie zmienimy – nasz album znowu będzie przesiąknięty ciężkim klimatem. O tym będzie można się przekonać na naszych koncertach w nowym roku. Mamy zamiar grać wtedy parę nowych utworów.

Pamiętam, że na samym początku swojej działalności wykonywaliście cover zespołu METALLICA, a dokładnie „Fight Fire With Fire”. Jak podchodzicie dzisiaj do przerabiania cudzych kompozycji? No i oczywiście co sądzicie o nowym albumie METALLICY „Death Magnetic”?

Jarek: Już od prawie dwóch lat nie gramy coverów. Powodem tego jest chęć prezentowania ludziom przede wszystkim naszej twórczości. Miło wspominam granie takich utworów jak ten przez Ciebie wspomniany, ale w najbliższej przyszłości nasz set koncertowy będzie się składał tylko z naszych kawałków. A nowa płyta METALLICY jest, jaka jest… Nikt raczej nie spodziewał się powrotu klasy z lat `80 i `90. Szczerze trzeba przyznać, że „Death Magnetic” bije na głowę „St. Anger”. Ogólnie obu tych płyt w ogóle nie słucham, wolę starocie.

Może cofniemy się jeszcze bardziej wstecz… Ciekawi mnie, jak zaczęła się Wasza przygoda z grą na instrumentach? Liznęliście trochę szkoły muzycznej w dzieciństwie, czy może mieliście muzykalnych rodziców, którzy zarazili Was pasją do słuchania i wykonywania muzyki?

Wiktor: Tylko Sławek ma typowe muzyczne wykształcenie. Nie dość, że uczęszczał do szkoły muzycznej, to na dodatek teraz studiuje muzykologię. Reszta uczyła się grać na instrumentach od małego, choć niekoniecznie na tych, na których grają teraz.

Jarek: Wszyscy mamy muzykalnych rodziców i to od tego właśnie się zaczęło.

Image
Jarku, patrząc do wnętrza wkładki Waszej płyty widzę, że figurujesz jako główny twórca materiału. Czy jesteś pewnego rodzaju szefem grupy – mówisz, co i jak chłopaki mają zagrać?

Wiktor: Odpowiem za Jarka. Jedynym sposobem, by taki zespół działał, jest trzymanie wszystkiego za jaja i tą niewdzięczną rolę przyjął na siebie Jarek, nie bez perwersyjnej przyjemności. On jest osobą, która tworzy materiał i pilnuje aranżacji. Dodatkowo jest naszym menadżerem. Oczywiście staramy się mu pomagać, ale nie wiem, czy recenzje byłyby tak dobre, gdym np. ja pisał słowa, co usilnie staram się czynić.

Śmierć Waszego wcześniejszego gitarzysty Stanisława Chorążkiego na pewno odcisnęła piętno w Waszych sercach. Osobiście, kiedy przypominam sobie tamto wydarzenie, nasuwa mi się pewna ważna myśl… Uświadomiłem sobie, jak kruche potrafi być życie. Śmierć może dosięgnąć każdego z nas bez względu na wiek, bez względu na wszystko…

Wiktor: Wszyscy go bardzo lubiliśmy. Poza tym był jedną z osób, które nasz zespół kształtowały – to on wymyślił nazwę. Bardzo nam go brakuje. Takie zdarzenia bolą.

Jarek: Po takim wydarzeniu zaczynasz inaczej patrzyć na świat. Zmienia się system wartości, oraz pojawia się świadomość, że śmierć może nadejść szybciej niż ktokolwiek by się spodziewał.

Jakiś czas temu na Waszej stronie pojawiła się informacja o odejściu z grupy Wiktora. Co się stało, że nagle powróciłeś on  do zespołu? Wszak SARATAN jest dla thrash metalu tym, czym Bracia Cugowscy dla muzyki rozrywkowej:-)…

Jarek: Wiktor odszedł z zespołu, ponieważ dostał bardzo korzystną propozycję wyjazdu za granicę. Musiał spróbować i my nigdy nie mieliśmy mu tego za złe. Jak dowiedziałem się, że Michał, który przyszedł do SARATAN na jego miejsce, po kilku miesiącach grania z nami postanowił odejść, pierwszą rzeczą, którą zrobiłem, było zadzwonienie do Wiktora. Nie ukrywam, że granie w kapeli z bratem oraz z bardzo dobrymi kumplami, których znam wiele lat, jest najkorzystniejsze dla grupy.

Wiktor: Każdemu może się zdarzyć czasowa demencja… Starałem się pisać część doktoratu za granicą, jednak z powodu biurokracji nic z tego nie wyszło. Kiedy dowiedziałem się, że Michał, musi odejść z powodów osobistych, podjąłem decyzję o powrocie do kapeli. Skruszony, bijąc się w piersi – powróciłem.

Jakie macie plany na przyszły rok? Zamierzacie wydać nowy materiał? Może uchylicie rąbka tajemnicy?

Wiktor: Planujemy zarejestrować nowy materiał w maju 2009. Większość kawałków jest już zresztą gotowa. Poza tym mamy zamiar zagrać znacznie więcej koncertów niż w tym roku, których – szczerze powiedziawszy – zagraliśmy nie najwięcej. Wszystko przez tych cholernych perkusistów, którzy się ciągle zmieniali. [taa! z nimi zawsze są problemy:-) – red.]

Zgodnie z obowiązującą tradycją ostatnie słowo należy się właśnie Wam! Dzięki za miłą rozmowę!!!

Wiktor: My również dziękujemy. Zapraszamy wszystkich na koncerty i do odwiedzenia naszych stron internetowych..

Jarek: Dzięki i do zobaczenia na koncertach!!

[Sabian]

Saratan, Jarosław Niemiec, Biały Kościół 161, 32-089 Wielka Wieś; saratan@interia.pl; tel. 0505187621; www.saratan.metal.pl / www.myspace.com/saratanband