SATYRICON, ZONARIA – 8.12.2008, Wrocław

SATYRICON, ZONARIA

8.12.2008, Wrocław, „WZ”

Energetyczny koncercik czarnej jak nowa era zespołu SATYRICON wypadł w poniedziałek. Kapela dotarła do wrocławskiej „WZ-ki”, by promować najnowszy album „Age Of Nero”. Zagrała parę numerów z tej płyty, jak i cały „the best show”, jaki ma w repertuarze. Szczególną atencją cieszyły się utwory z „Nemesis Divina”, a i sam krótkowłosy Satyr zapowiadał je z tak emanującą pewnością, iż ich odbiór będzie wspaniały (czego nie robi się dla fanek;-)). Cóż, tak też było i w istocie. Również m.in. „Havoc Vulture”, „Fuel For Hatred”, „K.I.N.G.” czy „My Skin Is Cold” wywoływały duże owacje i moshing. Na koniec, na bis, opus magnum;-) – „Mother North” (a już traciłem nadzieję;-). Później ukłonili się wszyscy i zapaliły się światła.

ImageNiektórzy sugerowali, że SATYRICON zmęczony nieco lub może po prostu zagrał rutyniarsko, jednak myślę, że zaangażowanie było zarówno ze strony fanów, jak i ze strony grupy. Momenty były;-). Satyr & Frost + najemnicy (wydaje mi się również, że dziewczyna tego pierwszego grała na klawiszach, no ale głowy nie dam, ani nic innego;-)) potrafili przywalić. Satyr przyodziewał się czasami w gitary lub mikrofon z trójzębem, vocalował i dziękował wylewnie, Frost grzmocił, że aż miło, gitarmeni ładnie machali i brzdąkali.

„WZ” oferuje opcje dla leniwych, tzn. wszędzie są ekraniki, dzięki którym można – nie wstając od stolika zastawionego trunkami – spozierać na wygibasy na scenie. Dnia poprzedniego byłem po koncerciku TSA, na którym też fajnie się bawiłem, jednak potrzebowałem jeszcze tzw. „pierdyknięcia”;-), więc wybrałem drugą opcję, którą klub także oferował czyli wylądowałem pod samą sceną, Raz coś widziałem, raz nie, aczkolwiek tłok był, głośno i ciepło;-). O szaleństwie pozamuzycznym można więc było zapomnieć, niemniej to muzyczne było całkiem zacne.

Był też jakiś support – ZONARIA – niemniej przyszliśmy na chwilkę i jakkolwiek panowie próbowali w trójkę uchodzić za VENOM, to nie za bardzo muzycznie to było, więc wróciliśmy, by przy stoliku słów parę o najzacniejszej z muz zamienić i takie tam…

 

[Yanus, foto Anna Kula]

 

Marcowy koncert SATYRICON na Metalmanii 2008 był jednym z najciekawszych na tej edycji festiwalu. Zwrócił uwagę zarówno krytyków, jak i fanów. W związku z tym nie zdziwił nikogo fakt ponownego ściągnięcia przez Metal Mind SATYRICONa do Polski. Dwa występy – związane z promocją najnowszego dzieła Norwegów, „The Age Of Nero” – odbyły się we Wrocławiu i Warszawie.
Wrocławska publika stanęła na wysokości zadania. Myślę, że do „WZ-tki” zawitało około 400 maniaków. W powietrzu czuć było gorącą atmosferę i kipiącą w ludziach energię, którą rozładować mógł tylko… Satyr! I rozładował… Ale o tym za momencik…

Wieczór rozpoczęła szwedzka ZONARIA. Zespół coraz bardziej znany, solidny, z ciekawym podejściem do death metalu, ale – jak to bywa z supportami – nie wzbudził wielkiego zainteresowania. Wszyscy wyczekiwali dania głównego…

ImageOkoło 21.15 z głośników rozbrzmiały takty „Hell`s Bell” (z albumu „Back In Black”) AC/DC – to znak, że zaraz rozpoczną! Chwilę po tym ukłonie w stronę klasyki na scenę weszli muzycy SATYRICON. Satyr i s-ka wystartowali z mocnym „Possessed” z albumu ,,Volcano”. Zaraz po nim rozpoczęła się część właściwa – czyli set, który został zdominowany przez utwory z ostatniej płyty. Jak się okazało, takie kawałki jak „The Wolfpack”, „Black Crow On A Tombstone” czy „Die By My Hand” na żywo brzmią wręcz piorunująco! Zresztą SATYRICON tego wieczora prezentował się bez zarzutu! Satyr dyrygował publicznością prawie tak samo, jak robi to Dave Gahan z DEPECHE MODE i wcale nie chodzi mi o image, ale także gesty i zachowanie sceniczne. Reszta grupy także była mocno zaangażowana – szczególnie Frost, który nie szczędził sił i czarował niczym Mikkey Dee z MOTORHEAD! Brawo! Publiczność na każdy z utworów odpowiadała niespotykaną często spontanicznością… Zresztą nie było osoby, która nie znałaby słów choćby jednej z piosenek. Bez względu na to, czy mieliśmy do czynienia z numerami z nowego albumu czy z hitami z „Now, Diabolical” (jak rewelacyjnie przyjęty „K.I.N.G.”), zgromadzeni fani nie odpuszczali i towarzyszyli Satyrowi w każdym refrenie. Na koniec koncertu była prawdziwa bomba! Mistyczne wręcz wykonanie utworu „Mother North”. Prawie przez cały czas podtrzymywany przez Satyra mikrofon z „Diabelskim Trójzębem” górował nad szalejącą publicznością! Piękny obrazek… Życzyłbym sobie więcej takich show! Szacunek dla Norwegów za spontaniczność i pełen profesjonalizm, a fani… Widać było po twarzy Satyra, że jest wręcz wzruszony… Chóralne: „SA-TY-RI-CON!!!” robiło wrażenie.
To był jeden z najlepszych koncertów 2008 roku!

 

[Sebass, fot. Anna Kula]