SAUTRUS Reed: Chapter One `14

digi CD / LP `14 (Pink Tank Rec.)
Ocena: 5/6
Gatunek: stoner-blues’n’roll

Już pierwsze dźwięki albumu „Reed: Chapter One” uderzyły we mnie rykoszetem i powaliły na ziemię… Czyżby KYUSS zmartwychwstał? Nieeee! Niestety (i „stety” jednocześnie)! Bo duch KYUSSa odrodził się w polskim SAUTRUS, który na światło dzienne wydała młoda, acz obiecująca niemiecka Pink Tank Records. I jakoś dziwnie nie przeszkadza mi, że inspiracje legendą z Palm Desert są tu tak wyraźne, bo: a) nie jest to kopia 1 do 1; b) kierunek muzycznych poszukiwań nie jest szczególnie wyeksploatowany; c) panowie są w swym graniu bardzo autentyczni i – mimo etykiety, którą już im przykleiłem – wciąż „poszukujący”. Przy okazji „Reed: Chapter One” przyjrzałem się również czterem wcześniejszym utworom SAUTRUS wydanym w 2012 na EP pod tytułem „Kuelmaggah Mysticism: The Prologue”. I tak stwierdzić mogę tu postęp w wielu obszarach. Najbardziej widoczny skok zrobił wokalista, którego jednak i na „Reed: Chapter One” czepiłby się każdy nauczyciel śpiewu: że warsztat oraz warunki słabe i przez to śpiewanie takież. Ogólnie zaś nastąpiło przesunięcie z okolic wczesnego TOOLa w okolice KYUSSa właśnie. Zespół jeszcze bardziej obniżył brzmienie, jak stoner, to stoner – walec musi równać z ziemią. Słuchanie tylko partii basu na tym albumie jest w długich partiach czystą przyjemnością. Dużo lepiej odwalił swoją robotę producent (Jan Galbas z Sounds Great Promotion): jest selektywnie i surowo jednocześnie, brudno, ale i „przejrzyście”. KYUSS swoje nowatorskie na tamten czas brzmienie osiągnął, podpinając gitary elektryczne pod basowe wzmacniacze. Teraz nie jest to już konieczne, choć w wypadku „Reed: Chapter One” całkiem niewykluczone. I jeszcze jedno: ta muzyka, prócz rock’n’rollowej energii, pulsuje jeszcze bluesem, który często płynie w żyłach stoner rocka – jak swoista pierwotna siła. Rytmika bluesowa, która kiedyś dała początek rockowi, teraz powraca przetworzona i odmieniona. Bo SAUTRUS to niby nic nowego, a jednak pozostawia człowieka z poczuciem świeżości – niekoniecznie w jamie ustnej. Na koniec jeszcze ostrzeżenia dla wszystkich pałających wstrętem przed chrześcijańskim zabobonem: liryki SAUTRUS (do których mimo starań nie dokopałem się w internetach), zdają się („na ucho”) propagować nauki pewnego wędrownego uzdrowiciela z czasów Oktawiana Augusta, którego niektórzy – nawet nam współcześni – uznają za wcielenie Boga na ziemi. Hipotezę uwiarygodnia dodatkowo krzyżyk w logo zespołu (a-fe!). [Herr B.]

Sautrus, sautrus@gmail.com; www.facebook.com/Sautrus
Pink Tank Rec., www.pink-tank-records.de