SCARM Fragile `12

CD `12 (Inverse Rec.)
Ocena: 2/6
Gatunek: metalcore

Jak ja nienawidzę dostawać do recenzji takich płyt jak to „Fragile”! Rzut okiem na fotę gości z fińskiego SCARM i już mam drgawki. Jeszcze z 15 lat wstecz dostaliby wpierdol na jakimkolwiek metalowym spędzie. Ja wiem, że po wyglądzie nie można oceniać ludzi, ale jak widzę takie emopedziodyskomulstwo, które ma rzekomo grać metalową muzykę, to chcę do lasu, albo boru jeszcze lepiej. Pospać na mchu i poodejmować się z brzozowym gajem. Nie gejem rzecz jasna. SCARM gra muzę z gatunku nu metal, może metalcore, a może jedno i drugie, a może melodic metal? Czemu nikt jeszcze nie wymyślił takiego określenia!? Może ja będę prekursorem, w końcu się spełnię, bo jestem przecież niespełnionym, zabuczałym i gównowiedzącym recenzentem, który nawet swojej facjaty nie umieszcza na stronie pisma, dla którego co jakiś czas pisuje. Połowa, jak nie więcej, hm, chyba więcej, bo mamy na „Fragile” 11 utworów, więc połowa to 5,5, więc tak się tutaj nie da, kawałków to taki „metal” z Eski Rock. Wiecie, rozumiecie, niby ostre, a w rzeczywistości jedynie rockowo brzmiące gitary, miękkie, wyszlifowane do bólu, nic zadziorności. Wokalista operuje najwięcej czystym wokalem, jak czasem zaciągnie, to mam wrażenie, że prawie się nie popłakał. Takie ckliwe i romantyczne momenty. Nie chcę wymieniać nazw, bo ich nie znam, chyba to pokłosie jakichś KORNów i innych takich gówien, co kalają prawdziwy metal. To wolę już naprawdę jakieś drugoligowe heavy/power pitolenie. Przebojowe, poprzeplatane jakimiś wstawkami typu growl granie wzbudza we mnie zwykły niesmak. Punkty daje za próby wzbicia się na metalowe piętro. Tytułowy, „Depraved Countenance” czy „In Aversion” mają inklinacje do pobujania nurtem goeteborskiego death metalu i część partii z tychże utworów jest znośna i nawet zaczepiłem tam gdzieniegdzie ucho me kaprawe, na które ongiś słoń nadepnął, jednakże nie na tyle kaprawe ono, by tej cholernej nu metalowej maniery nie słyszeć! Tej hardcorowej mieszaniny, która nie będąc spod znaku starego dobrego hc z lat 80-tych, a późniejszych natchnionych wynalazków pokroju BIO-HAZARD, MACHINE HEAD i masą ich naśladowców, która ewoluowała do nurtu tzw. metalcore. Więc przy całokształcie bawią mnie te growle, nijak niepasujące do awangardowego grania. Weźmy „Concrete Wall”, mógłby to być świetny dynamiczny kawałek, ale lepiej przecież go rozpierdolić łabędzim śpiewem i jakimś banalnym refrenem. Podobnie „Alku”, do momentu jest dobry czad i rozpierdol, a potem jak wyżej.  Najlepiej jakby SCARM wywalili w pizdu te 2/3 materiału i zrobili EPkę (bo teraz moden jest robienie EPek, nie mini płyt, a EPek), to może by moja ocena wzrosła. Ten zespół tak naprawdę nikomu nie jest potrzebny. Chyba, że ktoś lubi takie plastiki, no ale cóż, jeden dyma lalę z sex-shopu, a inni wolą realne i namacalne kobiece kształty! [von Mortem]

Scarm, scarmband@gmail.com; www.myspace.com/scarmband, www.facebook.com/pages/Scarm/179409407777

Inverse Rec., info@inverse.fi; www.inverse.fi