SCEPTIC, NEOLITH, BLEEDING ART, PUTREFACTIVE NECROSIS – 30.11.2002, Sanok

SCEPTIC, NEOLITH, BLEEDING ART, PUTREFACTIVE NECROSIS

30.11.2002, Sanok, „Rudera”

Niewielki, sanocki klub „Rudera” z pewnością nie jest wymarzonym miejscem na koncerty. Znaczną część powierzchni zajmuje bar oraz loże, a skonstruowanie sceny pomiędzy luźno rozstawionymi stolikami byłoby trudne. Tak więc zespoły nie grały na żadnym podwyższeniu, co jednak miało swoją zaletę, gdyż muzycy znajdowali się dosłownie na wyciągnięcie ręki. Czuło się prawdziwie podziemny klimat, a ścisk ok. 90-ciu osób, jaki panował tego wieczoru, tym bardziej pogłębiał braterską więź zaistniałą między maniakami!

Ponoć nim rozpoczął się właściwy set, czas spędzany na piciu piwka umilał grą pewien gitarzysta, który przewinął się przez różne lokalne kapele, jednak mnie wówczas nie było jeszcze na miejscu.

Pierwszego zespołu z właściwej części gigu nie znałam wcześniej. PUTREFACTIVE NECROSIS pochodzi z Przemyśla i ma w swoim składzie dwóch członków BLEEDING ART. Grupa wykonuje brutalny death metal okraszony wściekłym wokalem, a gardłowy naprawdę wychodził z siebie i darł się tak, jakby go ze skóry obdzierano.

Sam BLEEDING ART uzyskał dość dobre brzmienie, jak na prowizoryczne warunki w klubie. Nie wiem, czy kapela ma na swoim koncie jakiś nowy materiał czy też przymierza się do jego nagrania, jednak na koncercie pojawiło się trochę utworów, które nie znalazły się choćby na splicie z BORGMASTER DAHL. Grupa zabrzmiała ostrzej niż kiedykolwiek wcześniej. Pod koniec chłopaki zagrali i zaśpiewali miłe dla ucha kompozycje polskojęzyczne, przy których publiczność bawiła się najlepiej.

NEOLITH miał wielomiesięczną przerwę w koncertowaniu, więc najwyższa już była pora, aby pochwali się wygłodniałym fanom swoją nową muzyką z następcy „Igne Natura Renovabitur Integra”, materiału „Immortal”. Zespół wykonał wszystkie utwory przeznaczone na tę płytę i tylko one (nawet w takiej kolejności, w jakiej mają się znaleźć na krążku), bez cofania się w przeszłość. Żałuję wprawdzie, iż zabrakło choćby mojego ukochanego „In The Garden Of Forgetfulness”, ale z drugiej strony kompozycje, które zabrzmiały, powalały swoją siłą! Oblicze NEOLITH anno domini 2002/2003 jest bardziej agresywne niż kiedykolwiek, ale równocześnie nie straciło nic ze swojego dawnego, uduchowionego klimatu. Ludzie z dużym zaciekawieniem czy też lekkim zadziwieniem oraz w skupieniu wsłuchiwali się w te dźwięki. Ogólnie kapela miała dobre przyjęcie i chłopaki byli zadowoleni ze swojego setu, mimo gry w okrojonym składzie, bez klawiszowca i perkusisty (dzielnie zastępował go automat) oraz jakiś problemów z głosem Leviego, który jednak jak zwykle zachowywał się energicznie i dużo mówił np. o tekstach; przypomniał też o 11-leciu (!) istnienia zespołu. Zaś w tle wisiała płachta z ogromnym logo NEOLITH (starym!).

Gwiazdą wieczoru był krakowski SCEPTIC, który tak naprawdę bardzo mnie rozczarował. Obcując z tą grupą na żywo łatwo daje się już wyczuć paskudne rutyniarstwo, znudzenie i gwiazdorstwo, o które wielu posądza choćby VADER`a. Chłopaki znają wprawdzie swoje rzemiosło i zagrali solidnie, bez wpadek, ale równocześnie bez polotu i pasji. Gitarzysta Jacek Hiro zgarnął dziesięć baniek za koncert niewiele ponad półgodzinny, widocznie jednak wystarczyło to oszalałym z zachwytu maniakom, którzy bawili się z takim impetem, że aż w pewnym momencie zaatakowali gitarzystę/wokalistę mikrofonem i interwencja ochrony była konieczna. Zresztą później ci trzej rośli faceci stanęli wprost tuż przed muzykami i gówno było widać…

Koncert rozciągnął się do 4-rech godzin, gdyż w trakcie były długie przerwy, a po jego zakończeniu można było jeszcze zostać w „Ruderze”, napić się piwa (i nie tylko), porozmawiać ze znajomymi itp. I ogólnie, mimo kilku zgrzytów, było bardzo sympatycznie.

[Kasia]