SEPTICFLESH Titan `14

CD `14 (Season Of Mist)
Ocena: 6/6
Gatunek: symfoniczny death metal

Muzyczna istota, której ojcami są Grecy z SEPTICFLESH, pretenduje do miana… „natchnionej arii symfonicznej agonii”. „Titan” to dziesięć utworów, które – jeden po drugim -obalają mit o istnieniu ram we wpływie muzyki na mentalność i kondycję psychofizyczną odbiorców. Takoż w przypadku tego albumu nie ma mowy o jakichś „polubownych mediacjach” pomiędzy słuchaczem a autorem, Grecy ograbiają niwy umysłu i podpalają ostatnie izby rozsądku – w efekcie sytuując słuchacza na czymś w rodzaju tronu degenerującego zmysły, stanu przyjemnej ułudy. Podczas gdy w rzeczywistości odbiorca doznaje różnakich form emocjonalnej śmierci, której zadawanie nigdy dotąd, w przypadku muzyki Greków, nie było tak dotkliwe i nieprzewidywalne w skutkach. SEPTICFLESH ukuł tu symfonicznego Tytana, który pierw bezcześci ostoje „standardowej egzystencji” podczas bitwy w „War in Heaven”, by następnie boską iskrą podpalić gorejące resztki świata w „Burn”, po czym wskrzesić dominujący ród w „Order of Dracul” i powołać do życia nową, predestynowaną do rządzenia istotę w „Prototype”, która ustanawiałaby współczesne prawa w „Dogma”. Wtem na planie świata pojawia się nowożytny odkupiciel, można go spotkać w „Prometheus” – jednak zamiast wykradać ogień z Olimpu, przystępuje bezpośrednio do bitwy z tytułowym Tytanem. A dalej… Czym dalej w płytę, tym bardziej epickie i fantasmagoryczne wizje możemy napotkać, wszystkie autorska „żelaznych Greków”. Do czasu wydania „Titana” zastanawiałem się, czy będzie to płyta konkurencyjna wobec „Labirynth” włoskiej grupy FLESHGOD APOCALYPSE – odpowiedź wylała się na mnie jak kocioł gorącej smoły pod murami twierdzy Malbork. Nie istnieje żadna konkurencyjność, album SEPTICFLESH został wydany niejako poza konkurencją ze strony Włochów czy każdego innego „symfonicznego” zespołu w 2014 roku. Niedościgniona perfekcja w posługiwaniu się (czasem bardzo) niebezpieczną zabawką, jaką jest orkiestra, umiejętność scalania jej duszy z death metalowym piekłem; ponadto oddano nam do kontemplacji takie cechy jak zręczna manipulacja nastrojami i atmosferą w poszczególnych utworach, unikalny i niezastąpiony wokal Spirosa Antoniou czy jeszcze większa ilość masywnych partii symfonicznych, które niszczą i inspirują. Niemniej dziwię się wielu opiniom płynącym z zagranicy, że „Titan” to płyta nazbyt pompatyczna i „zbyt głośna”, w której wszystko ma zostać „zagłuszone”. Przecież od czasu „Ophidian Wheel” Grecy przyzwyczaili nas do sporej ilości muzyki symfonicznej i uważam, że w tej materii zmieniło się tylko na lepsze, szczególnie na gruncie (zero) doświadczenia. W podsumowaniu mógłbym dopisać, że „zapraszam do odsłuchania, bo to pozycja obowiązkowa”, ale to na pewno zdążyłeś/aś wyłuskać – napiszę zatem, że… wszystkie kawałki na „Titanie” są moimi faworytami, bo i tak niczego więcej nie wniosę w obliczu niezniszczalnego Tytana. [Vexev]

SepticFlesh, www.septicflesh.com
Season Of Mist, www.season-of-mist.com