SINISTER, NOMINON, SUPREME LORD, AMORPHOUS … – 5.03.2011, Zabrze

sinister do netu 2Silesian Death Attack:

SINISTER, NOMINON, SUPREME LORD, AMORPHOUS, EMBRIONAL,
INFATUATION OF DEATH, F.A.M.

5.03.2011, Zabrze, „CK Wiatrak”

Marzec. Miesiąc zapowiadający nadejście wiosny. Pogoda faktycznie prawie że wiosenna. Lekki mróz przypominał, że zima nie odpuściła jeszcze. Nad „CK Wiatrak” świeciło słońce, tak więc nic nie zwiastowało dźwiękowej zagłady, jaka miała tego dnia nastąpić. Oto bowiem polską ziemię najechała holenderska, death metalowa maszyna SINISTER, w towarzystwie szwedzkiego NOMINON oraz polskich załóg. Sam fakt pojawienia się SINISTER oraz jako jednego z supportów SUPREME LORD, spowodował, że nie mogło mnie tego dnia zabraknąć w Zabrzu.
Wpuszczanie rozpoczęto trochę po 16.30 i pierwsze zdziwienie. Tak mało osób na SINISTER? Ja rozumiem, że na początkowe zespoły mało komu chce się przyjść, jednak stan zastany przed klubem nie napawał optymizmem co do frekwencji. Później się to troszkę poprawiło, jednak na moje oko było maksymalnie 150 osób.

Rola rozgrzewacza przypadła grupie INFATUATION OF DEATH. Pod samą sceną kilka osób, później długo, długo nic i w oddali albo przy barze reszta publiczności. Taka dola pierwszego zespołu. Było to moje pierwsze spotkanie z INFATUATION OF DEATH., które jednak napawa optymizmem. Solidny death metal, bez żadnych technicznych odjazdów, idealnie przypasował na start. Chłopaki zagrali jakieś 30 minut, wokalista (Gruby, m.in. z NUCLEAR VOMIT) dedykował poszczególne utwory a to znajomym, a to kapelom występującym tego dnia. W związku z tym, że przyszło wielu znajomych, było kogo pozdrawiać. Koncert bez fajerwerków, jednakże materiał idealnie sprawdza się na żywo. Pozostaje czekać na jakieś wydawnictwo.

Kolejnym zespołem w stawce był grindowy rodzynek z Wrocławia, a więc F.A.M. Byłem zaskoczony ich obecnością na tym koncercie, jednak wypadli bardzo dobrze. Nie każdemu takie granie oczywiście pasuje, tym bardziej na takim spędzie, ale ich prosiakowo-screamowy grind z lekkimi naleciałościami rytmów w stylu umpa-umpa okazał się całkiem przyswajalny. W połowie koncertu do wokalisty dołączył drugi i szaleństwa na scenie już nie szło zatrzymać. Trzeba przyznać, że wrocławianie wypadli pod względem żywiołowości dużo lepiej niż poprzednicy. Wokalista (a później obydwaj) biegali, skakali i robili, co mogli na scenie, natomiast basista i gitarzysta ubrani w maski a’la Hannibal Lecter raczej stali, a co najwyżej pomachali trochę głowami. Kolejny dobry koncert.

Trzecią kapelą, która zaprezentowała się tego dnia na deskach wiatrakowej sceny był dowodzony przez M. Pająka (m.in. ex gitarzysta VADER, wcześniej ESQARIAL) AMORPHOUS. Był to pierwszy zespół, wobec którego miałem pewne oczekiwania i się nie zawiodłem. Death metal z technicznymi naleciałościami (wszak Pająk wirtuozem jest i basta) podszyty thrash metalem naprawdę rozpędził publiczność. Nie powiem, żeby powstał jakiś zastraszający młyn, jednak wreszcie trochę więcej osób zbliżyło się do sceny (lub przynajmniej podniosło z ławek). Na scenie natomiast większego ruchu nie było, chociaż zmiany miejscami następowały, a i zachęt do podejścia bliżej nie brakowało. Jak dla mnie fajny koncert, zachęcający do głębszego zapoznania się z muzyką AMORPHOUS. Ciekawym smaczkiem był cover FEAR FACTORY, z ostatniego albumu, nie pomnę jednak tytułu.

Gliwiczanie z EMBRIONAL to już rutyniarze, którzy jednak nigdy nie zawodzą. Tak było i tym razem. Muzyki przedstawiać zbytnio nie trzeba, ot, oldskullowy death metal. Ze strony zespołu nie zabrakło zachęcania publiki do wspólnej zabawy („Podejdźcie bliżej, wtedy lepiej się gra”), był nawet mały jubileusz (Marcin trzeźwy na koncercie pierwszy raz od 15 lat, jak sam podkreślił). Set standardowy, składający się z przekrojowego materiału oraz coveru MAYHEM „Buried By Time And Dust” oraz miksu w postaci utworu „Śmierć I Zniszczenie”. W trakcie koncertu pękła struna w basie Armagoga, na szczęście interwencja basisty INFATUATION OF DEATH zapobiegła wcześniejszemu zakończeniu koncertu. EMBRIONAL znów pokazał się z bardzo dobrej strony.

SUPREME LORD, ostatni przedstawiciel polskiej sceny, na którego koncert czekam od długiego czasu i doczekałem się! (:-)) Po trochę dłuższej przerwie niż pozostałe zespoły, ruszyli i zniszczyli. Nie było miejsca na zabieranie jeńców. Ci, którzy nie padli od razu, byli dobijani kolejnymi utworami. Czego nie zagrali… „Nail Him”, „Death Metal Beast” itd. Oldskullowy, duszny death metal wręcz miażdżył swoją potęgą. Reyash w świetnej formie, żartował sobie z publiką oraz odpowiednią konferansjerką zapowiadał kolejne utwory. Drobne problemy techniczne w trakcie występu kolejnego zespołu stawały się nieodzownym elementem, na szczęście przeszły równie szybko, jak się rozpoczęły.

W czasie występu SUPREME LORD w „Wiatraku” pojawili się spóźnieni Szwedzi z NOMINON. Nazwa, niezbyt mi wcześniej znana, zmusiła do wcześniejszego zapoznania z ichnimi dokonaniami. Na płytach brzmiało to bardzo zachęcająco, więc i oczekiwania co do koncertu były odpowiednio wyższe. Na szczęście moje i zgromadzonej publiczności NOMINON dał jeden z najlepszych koncertów tego dnia. Było żywiołowo, pełno fuck offowania, biegania, skakania, plucia itd. A muzyka na żywo wypadła świetnie, brzmienie w porządku, bez zgrzytów, o problemach technicznych z sprzętem nie będę wspominał, bo te – jak w przypadku SUPREME LORD – szybko zostały zażegnane. Pod sceną wreszcie jakiś większy tłumek się zgromadził, chociaż dalej była to raczej grupa niż tłum. Również zagraniczni goście zachęcali do podejścia, ale gdzie tam. Widać dzisiejszego dnia większość osób stawiała na statyczny odbiór muzyki.

Na zakończenie tego death metalowego maratonu – SINISTER. Dla niektórych kultowi i legendarni weterani sceny. Wyszli i przypierdolili. Bez żadnego bawienia się w powitania, krótkie interludium i zaczynamy. W dalszej części koncertu Aad przemawiał do publiki, jednak robił to tak niewyraźnie i cicho, że nie jestem pewien, co on tam w ogóle gadał. Set był przeglądem dokonań zespołu z najmocniejszym uwzględnieniem ostatniego dzieła Holendrów. W trakcie koncertu słyszałem głosy, że to już nie ten sam SINISTER, co kiedyś. Może i tak, nie wiem, nie widziałem wcześniej, sprzeczał się nie będę. Wiem jednak, że ten koncert był bardzo dobry. Pomimo małego ruchu scenicznego, jednak potężny wokal Aada oraz całkiem porządne brzmienie robiły swoje. Pod sceną wreszcie więcej osób niż pod ścianami, a i w młynie można było wreszcie naliczyć więcej osób niż za pomocą palców jednej ręki. Wydaje mi się, że Holendrzy bawili się nieźle, pomimo mizernej frekwencji. Na zakończenie oczywiście „Cross The Styx”, w trakcie którego musiałem już zakończyć mój pobyt w Zabrzu, więc nie wiem, czy grali coś jeszcze potem.

Co do występu gwiazdy wieczoru, to pewne jest, że był to porządny ochłap death metalowego mięcha rodem z holenderskiego importu. Kto nie był, ma czego żałować. Ale koncerty wieczoru zagrali zdecydowanie SUPREME LORD i NOMINON. Bardzo dobrze wypadł tez EMBRIONAL, a pozostałe zespoły również pokazały się z bardzo dobrej strony.
Cała impreza natomiast byłaby na pewno lepsza, gdyby było więcej niż jakieś 100-150 osób. Albo gdyby ci, co byli, bardziej angażowali się w zabawę niż obserwację.
Za dość niewielkie pieniądze można było całkiem przyjemnie spędzić ten sobotni dzień. Rysą na szkle były jednak opóźnienia i problemy techniczne, ale nie da się czasem tego uniknąć. Piona po raz kolejny wykonał kawał solidnej roboty. Wypada życzyć mu i sobie kolejnych takich koncertów.

[sake]