SINPHONICON Nemesis Ablaze `12

CD `12 (Let Them Come Prod.)
Ocena: 6/6
Gatunek: symfoniczny black meta;

Debiut SINPHONICON wcale nie jest pierwszą produkcją jedynego twórcy „Nemesis Ablaze”. Spirit eksperymentował i szlifował umiejętności w kapeli SONNEILLON, a jako że twór ów nie przetrwał próby czasu, a Dominik miał głowę pełną pomysłów, naturalną koleją rzeczy było stworzenie SINPHONICON. Nie dziwię się więc Sebastianowi z Let Them Come Prod., że w ciemno zadeklarował wydanie nowego tworu Spirita, po tym jak wydał debiutancki album SONNEILLON. Płyta „Nemesis Ablaze” jest znakomita pod każdym względem, zarówno brzmieniowym, jak i kompozycyjnym. W swoim poprzednim zespole Spirit piastował funkcję klawiszowa, a także zajmował się programowaniem perkusji. Także tutaj mamy do czynienia z automatem perkusyjnym, partie klawiszy zostały dość znacznie rozbudowane, a do tego nagrał pozostałe instrumenty i zaśpiewał większość wokali. Śmiem twierdzić, że SONNEILLON był tylko wprawką dla niego, do stworzenia tak znakomitego materiału. Dominik pracował nad „Nemesis Ablaze” w dość komfortowych warunkach, bez pośpiechu, bez poganiania ze strony wytwórni, a jednocześnie z jasno wytyczonym celem. Doskonale wiedział, co chce osiągnąć. Będąc muzykiem z takim poziomem zaawansowania ma się dużą łatwość wcielania pomysłów w życie, a jedyną trudnością jest tylko ograniczenie własnej wyobraźni. Zdaje się, że Spirit akurat na brak wyobraźni i pomysłów nie może narzekać. Jego muzyka, przy tak dużym stopniu skomplikowania, jest zaskakująco spójna, jeden dźwięk wynika z drugiego, motywy płynnie przeplatają się ze sobą, gitary współpracują z klawiszami, perkusją czy wokalem, a wszystko jest tak szalenie naturalne, że wydaje się, iż ten album nagrał zespół o kilku – kilkunastopłytowym doświadczeniu i w dodatku w pełnym albo nawet dość rozbudowanym składzie. Pomysły, które Spirit zawarł na „Nemesis Ablaze”, są godne największych tuzów metalowego świata i z pewnością zostałyby okrzyknięte za genialne, gdyby znalazły się na krążkach takich grup jak EMPEROR, DIMMU BORGIR, HAGGARD czy LIMBONIC ART, aczkolwiek w tym momencie najbardziej skłoniłbym się do porównania z DIMMU BORGIR…, chociażby ze względu na stopień i sposób wykorzystania orkiestracji. „Nemesis Ablaze” to bardzo epicka produkcja, miejscami klimatem porównywalna z ostatnim albumem HAGGARD, z drugiej strony mamy borgirowe podejście do symfonicznego black metalu. Rozbudowane orkiestralne suity przenoszą nas w rejony bardzo odległe od metalu, co czyni z początku płytę dość ciężką w odbiorze. Wspomniałem o black metalu, za który głównie odpowiada barwa wokali, nie można jednak pominąć kolejnej strony „Nemesis Ablaze”, tej łagodniejszej, przypominającej mi nieco dokonania naszego rodzimego ETERNAL DEFORMITY. Chodzi mi głównie w tym momencie o sam ciężar materiału. Jak widać, złożoność debiutu SONNEILLON jest masakrująca i cieszę się, że ktoś wymyślił kiedyś takie określenie jak symfoniczny metal, bo jak by nie było ono wąskie w swoich ramach i niewiele mówiące, tak jest ono też doskonałym odzwierciedleniem tego, co dzieje się w tych dziesięciu kompozycjach zawartych na „Nemesis Ablaze”. Muszę przyznać, że brzmienie albumu bardzo mnie zaskoczyło. Udało się Dominikowi uzyskać bardzo naturalne brzmienia wszystkich zsyntetyzowanych instrumentów, włącznie z jakimiś trąbami, wiolonczelami czy skrzypcami. Pierwsza rzecz, która rzuca się w uszy, to doskonale zaprogramowana perkusja, bardzo głęboka i mocna, a także rozbudowane partie fortepianu. Wspomniane trąby, wykorzystane w pewnym momencie dla podkreślenia nastroju, zawsze przyprawiają mnie o ciarki na plecach i prawie za każdym razem wyrażam swój werbalny komentarz na ich temat, niezależnie od tego, czy ktoś mnie w danej chwili słucha, czy nie:-). Bo pomimo użycia dość standardowych środków przekazu, udało się Spiritowi stworzyć płytę bardzo udaną i na swój sposób oryginalną. Dla mnie jest to niezaprzeczalny debiut roku 2012, tym bardziej, że jest dziełem jednego człowieka, przy niewielkiej pomocy kilku przyjaciół, których chyba wypada wymienić. Tak więc w dwóch numerach wokalnie udzielił się Michał „Xaay” Loranc, w „Let The Light Preval” Spirita na wokalu wspierał także Sebastian Bartek, a gitarowe solo w tytułowym utworze zagrał Daniel Kesler. Bardzo budujący jest fakt, że powstaje już następca pierwszego albumu SINPHONICON i nie ukrywam, że zżera mnie ciekawość, co do nowych kawałków, które mam nadzieję za jakiś czas posłyszeć. Póki co gorąco namawiam do sięgnięcia po „Nemesis Ablaze” wszystkich tych, którzy do tej pory nie słyszeli o tej płycie, albo słyszeli, ale jakoś ich to nie obeszło, a lubią podobne klimaty. Po prostu dajcie się jej ponieść. [Paweł]

 

Sinphonicon, sinphonicon@gmail.com; www.myspace.com/sinphonicon

Let Them Come Prod., ul. Szkolna 11, 44-340 Godów; let_them_come@o2.pl; www.let-them-come.eu, www.myspace.com/ltcp