SINPHONICON – wywiad

logoWitaj Spirit. Tak więc masz kolejną debiutancką płytę w swoim dorobku… Zastanawiam się czy następny wywiad z tobą znów będzie pod innym szyldem he he he… Wcześniej SONNEILLON – teraz SINPHONICON, solowo i wydaje się że wreszcie to jest to co chciałeś…

Cześć Pawle! Tak się jakoś złożyło, że to akurat ze sobą mieliśmy przyjemność pogadać przy okazji SONNEILLON. Solowy album chodził mi po głowie od dawna, jeszcze przed współpracą z SONNEILLON, a także w jej trakcie. Cieszę się, że to wypaliło, że znalazłem dość motywacji i determinacji żeby stworzyć ten materiał, a czytając recenzje utwierdzam się w przekonaniu że było warto.

Przyznam, że przedprodukcje nie zapowiadały takiej bomby, nie dziwię się, że Twój wydawca wziął materiał praktycznie w ciemno, bazując w zasadzie tylko na tym co nagrałeś dla niego z SONNEILLON… W zasadzie to bardzo komfortowa sytuacja w dzisiejszych czasach, gdy możesz sobie dłubać przy materiale nie zastanawiając się czy znajdziesz dla niego wydawcę czy nie…

Z jednej strony masz racje, taka sytuacja jest komfortowa, ale z drugiej, zawsze jest jakaś presja czasowa, a to nie do końca dobrze służy pracy twórczej. Masz świadomość, że twój materiał nie trafi do szuflady ale też masz świadomość, że ktoś na ten materiał czeka. Akurat w tej kwestii LTC Prod. wykazało się niebywałą cierpliwością i nie odczuwałem dokuczliwie oddechu na karku, ale mimo wszystko ta presja gdzieś tam jest odczuwalna. Z drugiej strony jest to dodatkowa motywacja do pracy, więc w sumie może gdyby nie to, nie skończyłbym tego materiału do dzisiaj (śmiech).

Swoje robi też fakt, że nie musiałeś się martwić, że kończy Ci się czas wykupiony w studiu. Wobec tego całego komfortu otaczającego proces powstawania płyty nie było chyba miejsca na pośpiech i kompromisy?

Proces tworzenia pre-produkcji i generalnie kompozycji zajął mi najwięcej czasu. Fakt, że pracując w domowym zaciszu nie musiałem przejmować się terminami w studiu. Niemal wszystko, poza wokalami nagrałem sam, częściowo w domu, częściowo w swoim studiu. Wokale jedynie nagrałem w zaprzyjaźnionym studiu, gdyż tam miałem po prostu lepsze warunki techniczne. Co do pośpiechu, jak wspomniałem wcześniej, była delikatna presja, a kompromisy są zawsze. Budżet wymagał kompromisów. Dla mnie najlepszą opcją byłoby nagranie normalnej, żywej orkiestry symfonicznej i chóru, z oczywistych względów tak się nie stało. Może w przyszłości się uda.

3540349331_photoBardzo bogate aranżacje, których nie powstydziłyby się takie sławy jak chociażby DIMMU BORGIR, ARCTURUS, THE COVENANT czy chociażby SAMAEL, z jednej strony zmuszają słuchacza do wytężenia umysłu by dobrze poznać płytę a z drugiej, jak już się człowiekowi wydaje że ją zna, zaskakują coraz to nowo odkrytymi smaczkami, co powoduje, że można się nią cieszyć przez długie miesiące poznając niejako na nowo pewne jej fragmenty….

Bardzo miło mi to słyszeć. SINPHONICON z założenia nie jest muzyką lekką i przyjemną. Nie będę ukrywał, że główną inspiracją dla mnie jest muzyka klasyczna, to co w niej najbardziej mnie fascynuje to właśnie wielowarstwowość, mnogość melodii, harmonii, niepowtarzalny klimat. Sam się łapie na tym, że jak słucham niektórych dzieł klasyków po raz enty to znajduje tam nowe współbrzmienia i smaczki. Lubie jak w muzyce się dużo dzieje, jak sama muzyka może opowiadać. Poszerzenie instrumentarium o orkiestracje rozszerzyło mi pole manewru.

Ale nie tylko mnogość instrumentarium i gęstość muzyki sprawiają, że ta płyta jest taka ciekawa. Dużo w niej przestrzeni mimo wszystko, co daje czas na odetchnięcie, tudzież przygotowanie się do kolejnego ataku dźwięków. ;)

W tym gatunku muzycznym łatwo o przesadę w jedną albo w drugą stronę. Trzeba uważać, żeby nie przekombinować, gdy muzyka jest za bardzo nabita różnymi elementami robi się męcząca w odbiorze. Sporo partii w pre-produkcjach musiałem usunąć właśnie z tego powodu. Jak materiał postał chwilę to po odsłuchu miałem wrażenie strasznego przesycenia. Najtrudniejszym elementem składania aranży jest złapanie złotego środka. Z jednej strony nie popaść w monotonie a z drugiej, właśnie żeby nie było to przekombinowane.

Ale pomimo wysycenia płyty rozmaitą treścią Twoich własnych pomysłów zdecydowałeś się także zaprosić kilku znajomych do udziału w tym przedsięwzięciu. Nie pamiętam czy na debiucie SONNEILLON też byli goście ale chyba nie? Dlaczego właśnie teraz i dlaczego akurat ci ludzie?

Na SONNEILLON nie było gości z prostego powodu, po pierwsze to była promówka, potem dopiero została wydana jako EP z dodatkowym kawałkiem i teledyskiem. Na promówki raczej nie zaprasza się gości. Co do SINPHONICON, będąc samemu autorem tego projektu przydałby się jednak jakiś powiew świeżości. Każdy z gości na „Nemesis Ablaze” to inna historia. Pomysł na udział wokalny Sebastiana z LTC powstał jak drążyliśmy temat wydawnictwa, gdzieś po drodze przy którejś wysłanej pre-produkcji i rozmowie na jej temat po prostu padł pomysł i wyszło (śmiech). Xaay dostał swojego czasu instrumental do kawałka który potem stał się tytułowym. Zrobił na nim duże wrażenie, a że wcześniej rozmawialiśmy na temat wzbogacenia moich partii wokalnych jego growlem, zostawiłem mu wolną rękę. Napisał tekst, ułożył rytmikę i zawokaliliśmy wspólnie. Mi z kolei tak się ten tekst i tytuł spodobał że nazwałem tak cały album. Daniel postawił wisienkę na torcie swoją solówką. To miejsce w kawałku aż się prosiło o ten zabieg. A dlaczego akurat On? Nie znam gitarzysty który lepiej by to zaaranżował i wykonał.

sinphoniconPrzyznasz, że czasem były to dość spontaniczne pomysły, chociażby udział Sebastiana (UZIEL. CORTAGE, LTC), który miał niby nagrywać wokale do utworu, który nie był jeszcze zrobiony do końca…

Pre-produkcja już była (śmiech). No tak, to była partyzantka. Akurat jak dopięliśmy temat jego gościnnego udziału powstała napinka czasowa. Musieliśmy ustalić jakiś termin, który by nam obu pasował, co wcale nie było takie proste. Seba chciał też umieścić rough mix na swojej stronie jako zapowiedź. Teksty były w powijakach, nawet nie wiedziałem jak nazwać ten kawałek. Musiałem przerwać prace nad innymi kawałkami i przygotować tekst z rytmiką etc. Na szczęście miałem przygotowaną całą treść płyty w szkicach i notatkach. Do dzisiaj jestem w szoku, że to tak dobrze wyszło.

Raczej nie będę osamotniony w swoim osądzie i nie będzie to też zwykła przesadą jeśli powiem, że wszelkie orkiestracje, chóry, skrzypce, flety, klarnety i przede wszystkim obłędne kotły i trąby to mistrzostwo świata i towar z najwyższej półki. Nie chce się wierzyć, że nie jest to prawdziwa orkiestra, prawdziwy chór, a i perkusja nie zdradza znamion sztucznego programowania. Musisz posiadać spore umiejętności i wyobraźnię by stworzyć coś takiego, coś czego raczej do tej pory nie było na krajowym podwórku… Skądinąd musiało Cie to kosztować sporo godzin ślęczenia nad programami, klawiszami, gitarą czy basem…

Żadne sample nie zastąpią żywej orkiestry czy muzyków. Tak jak pisałem wcześniej, nie stać mnie było na wynajęcie orkiestry, a na nagranie żywego chóru zabrakło czasu, co do umiejętności, podejrzewam, że zawodowy kompozytor znalazłby masę błędów czy szczegółów, które można by poprawić, nie mam aspiracji zostać klasycznym kompozytorem, brak mi warsztatu. Fakt faktem zajęło mi sporo czasu poukładanie tego w całość i nagranie gitar czy basu. Efekt jest dla mnie zadowalający.

Nie bądź taki skromny he he. Kiedyś wspominałeś, że być może będziesz gdzieś tam pogrywać, dostałeś jakieś propozycje współpracy? W jakim stopniu „Nemesis Ablaze” otworzyła Ci drzwi do nowych możliwości, nowych projektów muzycznych? Swego czasu U’reck, udzielający się m.in. w LUX OCCULTA czy NEOLITH, był dość często zapraszany tu i tam do współpracy, myślisz, że przyjdzie taki czas, że Spirit będzie od czasu do czasu wtrącał swoje trzy grosze w coraz to nową płytę czołowych zespołów ze sceny niekoniecznie metalowej?

Na dzień dzisiejszy mam za sobą jeden koncert, gdzie gościnnie zagrałem na klawiszach z zespołem WITCHKING, aktualnie pracuje nad orkiestracjami i samplami dla kapeli UZIEL. Mam też na koncie parę intr. Dostałem również propozycje posady klawiszowca w jednej kapeli rockowej, ale z powodu braku czasu musiałem odmówić stałej współpracy. Sesyjne koncerty czy nagrania jak najbardziej wchodzą w grę, ale stała współpraca to jednak czaso-żerny temat i wymaga zaangażowania, a czas jest dla mnie towarem deficytowym na ten moment.

 Z drugiej strony mówisz, że SINPHONICON to zdecydowanie solowy projekt i takim pozostanie. Dlaczego nie chcesz go przekształcić w pełnowymiarowy zespół i pokazać światu na żywo?

A kto powiedział, że nie chce go pokazać na żywo? SINPHONICON zostanie solowym projektem, ale niekoniecznie tylko studyjnym. Skompletowałem skład na koncerty i jak tylko dokończę pilne i zaległe tematy, zabieram się za próby. Mam nadzieje ze na jesień uda mi się zagrać parę sztuk. Jedno drugiego nie wyklucza. Skład będzie w charakterze sesyjnym i tylko na koncerty. Poza bębniarzem, którego również zaproszę na nagranie następnej płyty.

Zawodowo pracujesz jako grafik w firmie zajmującej się reklamą, obsługujesz m.in. dość przerośnięte drukarki więc wcale nie dziwi mnie fakt, ze sam zrobiłeś okładkę płyty, jednak opracowaniem graficznym całości zajął się ktoś inny… Nie chciało Ci się czy stwierdziłeś, że ktoś inny zrobi to lepiej?

Ani jedno, ani drugie, chociaż Szafa spisał się na medal i pewnie faktycznie nie zrobiłbym tego lepiej. Generalnie brakło by mi czasu na opracowanie całego layoutu. Projekt okładki, był zrobiony dużo wcześniej i przeszedł lekki tuning na potrzeby wydawnictwa. Skoro miałem już grafikę, która moim zdaniem pasowała na okładkę to nie widziałem sensu, żeby zlecać to komuś. W czasie, w którym powstawał layout ja zajmowałem się nagrywaniem ostatecznych produkcji i nie chciałem zajmować się niczym innym, na niczym innym się skupiać.

sinphonicon_1Jak już wspomniałeś, część partii nagrałeś we własnym studio. Zastanawiam się czy realizowałeś jeszcze jakieś inne produkcje prócz „Nemesis Ablaze”. Co jesteś w stanie zaoferować swoim potencjalnym klientom? Chciałbyś na stałe zamienić zawód grafika na realizatora dźwięku?

To stosunkowo nowe studio, do tej pory zrobiłem parę demówek, pojedyncze kawałki, a z większych produkcji to ostatnia płyta CORTEGE, gdzie poza perkusją wszystko było nagrane i zmiksowane u nas. Na razie pracujemy nad portfolio a do tego trzeba czasu. Teraz jesteśmy na etapie adaptacji nowego pomieszczenia i większość czasu zajmuje nam właśnie remont. A co mogę zaoferować potencjalnym klientom? Na pewno pasję i zaangażowanie w produkcję. Teraz pracujemy nad tym, żeby były jak najlepsze warunki do nagrywania (duży Liveroom w kamieniu i drewnie, przestronna reżyserka, dobry profesjonalny sprzęt etc.) Planujemy ukończyć adaptacje w drugiej połowie sierpnia, wtedy na pewno uderzymy z promocją i zobaczymy jaki będzie odzew. A co do zmiany zawodu, to po prostu jak każdy, chce utrzymywać się z tego co lubię robić. W pewnym sensie własne studio to realizacja moich marzeń.

Wiem, że planujesz kolejną płytę, możesz coś więcej o tym powiedzieć? Kiedy mogę liczyć na jakieś kawałki demonstracyjne? He he he

Jakieś tam szkice powstają cały czas. Jeszcze jest za wcześnie żeby określić co na niej będzie, na pewno będzie utrzymana w konwencji symfoniczno-metalowej, z naciskiem na symfoniczny death metal. Co do kawałków demonstracyjnych to szykuje właśnie jeden na składankę Silesian Butchers Compilation #4. Jeśli mi się nie pozmienia w upodobaniach to trafi na drugą płytę. No i mam nadzieję, że ograniczę sample na rzecz żywych muzyków, ale nie będę się tutaj zarzekał bo nigdy nic nie wiadomo.

Dzięki za rozmowę i do następnego razu!

Ja również dziękuję za poświęcony czas, pozdrawiam wszystkich czytelników Atmospheric! Horns up!

[Paweł]