SIX FEET UNDER, ILLDISPOSED, IN SLUMBER, FAIRYTALE ABUSE … – 3.05.2010, Wrocław

SIX FEET UNDER, ILLDISPOSED, IN SLUMBER, FAIRYTALE ABUSE,
MINDLAG PROJECT, ARCADIA, BAD TRIPES

2010.05.3_six.feet.under3.05.2010, Wrocław, „WZ”

Jednym z argumentów, który sprawił, że majówkę spędziłem w mieście, były koncerty. Jednym z najistotniejszych dla mnie był występ SIX FEET UNDER…

3 maja 2010 dane nam było uczestniczyć w małym death metalowym święcie. Pod banderą Core-poration odbyła się mała trasa grup SIX FEET UNDER, ILLDISPOSED, ale i również IN SLUMBER, FAIRYTALE ABUSE, MINDLAG PROJECT, BAD TRIPES, ARCADIA.

Jako że do klubu „WZ” udało mi się dotrzeć dopiero wieczorową porą, zdążyłem na set ILLDISPOSED. Zaprawdę warto było, bowiem kapela przywaliła na scenie, że aż miło. Dobry i z właściwą mocą grany death, z pojawiającymi się od czasu do czasu samplami czy też innymi rytmami z automatu. O dziwo jednak wszystko grało i pasowało, skutecznie zachęcając do zabawy. Główki muzyków szalały, a wraz z nimi także zgromadzonych pod sceną. Zespół nie był mi bliżej znany, ot, gdzieś tam pojedyncze podsłuchanie, jednak teraz na pewno sięgnę po jego krążki.

Po przerwie pojawili się długo oczekiwani grajkowie z SIX FEET UNDER…

Legenda ekstremalnego grania, zespół, który powstał jako superband: ex-wokalista CANNIBAL CORPSE: Chris Barnes i gitarzysta OBITUARY: Allen West, doszli: ex-muzyk MASSACRE Terry Butler oraz Greg Gall. Właśnie z tego pierwszego okresu najbardziej „kocham” SIX FEET UNDER, niemniej i później było dobrze. Obecnie w składzie nie ma Westa, jest za to kolejny muzyk z MASSACRE: Steve Swanson. Minęło wiele czasu, grupa wydała sporo dobrych płyt (w tym albumy w hołdzie AC/DC). Nieziemski wokal, raczej średnie tempa oraz pewnego rodzaju „przebojowość” to cechy szczególne kapeli…

„Gwiazda wieczoru” nie rozczarowywała ani przez chwilę. Chyba było coś z każdej autorskiej płyty studyjnej. Naprawdę to była duża przyjemność obcować z tego typu zbrutalizowaną sztuką. Choć słowo „sztuka” to może za dużo powiedziane. Czysta rozrywka, bez zbędnych ozdobników. Wałek za wałkiem, a właściwie walec za walcem, tyle że toczące się z góry, miażdżąc przy okazji słuchaczy. Krzysiu zamiatał dredami scenę i ryczał tym swoim niesamowitym growlem, a muzycy krzesali ogień na swoich instrumentach, sprawnie, bez litości i do przodu. Grupa, jak i fani, nie oszczędzali się. Pomiędzy utworami Chris robił sobie przerwy dla przepłukania gardełka, w pewnym jednak momencie zachrypiał i zszedł ze sceny. Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończyło, a na pewno był to koniec koncertu i mogliśmy iść do domu, nucąc słodkie „Victim Of The Paranoid”.

Co do frekwencji, to niestety nie była zbyt wysoka, bo i konkurencja majówkowo-podobna spora. Liczę jednak, że organizatorzy nie ponieśli zbytnich strat.

Sama organizacja koncertu była dobra, klimat, zwłaszcza dzięki muzyce, dopisał, a wśród zgromadzonych chęć do zabawy również była dyspozycyjna.

[Yan_us]