SKYDANCER Winterkiller `12

Kiedy usłyszałem pierwsze dźwięki otwierającego płytę „Perfect mind”, od razu przy pomocy niezawodnego metal archives postanowiłem się upewnić czy ktoś promówek źle nie podpisał – miał być gotycki power metal, a tu thrashowe riffy, skrzeczący wokal i blasty. Okazało się że to jednak ten sam zespół, ale pierwsze wrażenie było mocne. Hiszpański SKYDANCER gra od 2005 roku, a tegoroczny „Winterkiller” to ich trzeci album, jednak ponieważ nie miałem styczności z poprzednimi, skupię się na tym co tu i teraz. Na program płyty składa się osiem utworów dających razem ponad trzy kwadranse muzyki i dzieje się tyle że nudzić się nie będziemy. Sposób budowania utworów przypomina nieco ELVENKING z początków kariery, choć bez tych folkowych wstawek. Spotykają się tutaj dwa światy: power metalowe melodie i gitarowe ozdobniki, a z drugiej strony thrashowe riffy, szybkie tempa nabijane przez automat i charcząco-growlujący wokal. Kolejne numery raźno pędzą do przodu rozwijając się według tego samego schematu – thrashowy riff wspomagany szybko bijącym automatem i mocnym wokalem, ustępuje miejsca równie szybkiej choć bardziej melodyjnej zagrywce gitarowej, a potem wracamy do łojenia i tak na zmianę aż do końca utworu. Moment wyciszenia przychodzi w połowie płyty wraz z instrumentalnym nieco nostalgicznym „Absinthe”, choć pojawiają się też melodyjne i mniej agresywne partie w pozostałych utworach. Oprócz instrumentala wyróżnia się też wieńczący płytę dziesięciominutowy kolos „Crossing the north”, choć gdyby go trochę skrócić o parę „pustych przelotów” byłoby lepiej. Generalnie słucha się „Winterkiller” dobrze, szczególnie jako muzyki w tle przy wykonywaniu innych czynności, ale po kilku przesłuchaniach znałem już płytę na pamięć i nie czułem potrzeby żeby do niej wracać. Tym niemniej do tego czasu było całkiem przyjemnie. Dla koneserów. [Michał Pawełczyk]

S.B.S. Rec., www.fuckyeahsbsrecords.co