SLAYER, IN FLAMES, LAMB OF GOD … – 1.11.2006, Birmingham (UK)

SLAYER, IN FLAMES, LAMB OF GOD, CHILDREN OF BOODOM, THINE EYES BLEED

1.11.2006, Wielka Brytania – Birmingham, „NEC Arena”

NEC Arena mieści się zaraz obok dworca i jest to idealne połączenie – dotarłem szybciutko i sprawnie. Jest to niezłe miejsce na imprezy, taki chyba mniejszy „kwadratowy Spodek”:-). Zabukowane dobre miejsca siedzące okazały się plusem, lecz do czasu.

Czekam. Pierwszą niespodzianką było to, ze rozpoczęto… pół godziny szybciej. Wpuszczano od 4.30, start zapowiadano od 6 pm, a tu 5.35 – odlot.

THINE EYES BLEED zaatakowali bardzo sprawnie miażdżąc uszy. Szybko i bardzoooo brutalnie, melodia ograniczona bardzoooo.

CHILDREN OF BOODOM… Panowie potrafią mocniej grać fiński heavy. Fajny koncercik. Dużo ruchu i po scenie i po gryfach. Przebojowo, ale dają radę i gryzą.

LAMB OF GOD – chłopaki robią karierę, jak się ich słucha, to przychodzi na myśl mniej przebojowa PANTERA ze SLAYER`em i death metalem. „Redneck” chyba po raz pierwszy tego wieczoru wywołał tak wielki młyn. Byłem zaskoczony, że Anglicy tak dobrze potrafią się bawić. Generalnie dominowała „młodsza młodzież”, ale i przekrój był.

IN FLAMES są coraz bardziej popularni, coraz bardziej pożądani, coraz bardziej przebojowi. Scenografia w postaci neonowego płotu lub bardziej elektrycznego ogrodzenia, ze zmieniającymi się odcieniami. Z powodów prywatnych mieli zastępstwo na gitarze. Zagrali dosyć przekrojowo, nawet z „Colony” i wydaje mi się, że nawet był dwa razy ten sam utwór. Dobry koncert, dobry powód, by kupić każdą ich płytę.

Chwila przerwy, zmiana gratów, w przerwie na telebimie reklama Mortal Combat 2006 i… Wreszcie SLAYER! Scenografia: wielki krzyż, który z daleka wyglądał solidnie, a na telebimie różne wariacje logo grupy i grafiki w „ich klimacie”. Wyszli, przywalili aż milo. Od intro i „God Hate…”, poprzez „stareńkie”, a i z nowej płyty cosik było. SLAYER to klasa sama w sobie, pomimo paru krótkich przerw pomiędzy utworami. Wizualnie niewiele się zmienili przez ten rok, od kiedy widziałem ich w warszawskiej „Stodole”. Chyba tylko Tom ma krótsza brodę. Hail to SLAYER i na baczność – no może do czasu, aż głowa sama zacznie machać. Czyli przez parę sekund:-).
[Yanus]