SOKOLINAYA OHOTA Slav Chronicles `06

SOKOLINAYA OHOTA Slav Chronicles

Oj, czasem chce się przeklinać, jaki niewybaczalny błąd popełnili NS blackowcy rozpleniając na grunt metalu folkowe wpływy. Jeśli jeszcze nie są one wielkie, to jakoś ujdą w tłumie, a nawet bywa ciekawie i jako tako oryginalnie, ale to, co na ten przykład zrobiła na swojej płycie „Slav Chronicles (Cлавянская хроника)” formacja SOKOLINAYA OHOTA (co oznacza bodaj sokolnictwo), to już lekka (a nawet duża!) przesada. Najpierw rzut oka na okładkę – obraz bitewny,… tyle że w jakichś żółtawych barwach. A gdzie czerwień krwi? Gdzie czerń spalonych ciał? No gdzie? Nieważne… Tych kilkanaście fragmentów muzycznych, które złożyły się na ten krążek, to coś na kształt piosenek narodowych. Są to ni to pieśni harcersko-ogniskowe, ni to kolędy, ni to kołysanki. Dla lepszego zobrazowania zawartości albumu można pokusić się o porównanie, że zespół ten z powodzeniem mógłby nagrać soundtrack do „Krzyżaków” czy trylogii Sienkiewicza. Bo cóż więcej potrzeba niż dźwięczny śpiew (wojowników albo niewiast) i gitara akustyczna plus wsamplowane rżenie koni czy dźwięki ocierających się mieczy? A jeśli już zespół zdoła się rozkręcić, to muzyka z „Slav Chronicles ” przybiera kształt melodyjnego, bardzo lekkiego heavy z niewielką domieszką blacka (np. trzynasty w kolejności utwór – najbardziej wartościowy na płycie, z pełnymi gitarami i podniosłym nastrojem w kulminacyjnym momencie, ewentualnie tracki o numerach 1, 7 i 8). Jednak ogólnie album „Slav Chronicles” jest zbyt wyrafinowany dla przeciętnego metalowca i lepiej trzymać się od niego z daleka. A zwłaszcza gdy nie ma się zrozumienia dla przekazu tychże rosyjskojęzycznych tekstów i nic się nie paniemaju. W końcu Rosjanie też mają swoje eposy historyczne, powieści i filmy i tak też grupa SOKOLINAYA OHOTA sięgnęła po XII wieczne kroniki… [Kasia]

Sokolinaya Ohota, www.falconhunt.ru / www.myspace.com/falconhuntru